O kiczu w Kościele

Data dodania: 2019.01.02

Chrześcijaństwo jest religią słowa i obrazu. Sztuka zawsze była pomocna w procesie przekazywania wiary. W dziejach sztuki Kościół bywał najlepszym jej mecenasem. Po powstaniu zakonów żebraczych i epoce krucjat narodził się strzelisty gotyk. Sobór Trydencki zaowocował teatralnym, kwiecistym barokiem kontrreformacji. Współczesność nie przyniosła równie wyrazistego stylu, choć II Sobór Watykański dokonał prawdziwej rewolucji w liturgii. Odmienił ją, uprościł, ale w warstwie wizualnej także zubożył. Na Zachodzie w zapale oczyszczania, w imię stylistycznej jedności, zaczęto wyrzucać z kościołów zabytki sztuki starej i nienowoczesnej. Sztuka jako narzędzie wypadło nam z rąk!

Polski fenomen

Pozytywnym przykładem Polskiego Kościoła o znaczeniu kulturotwórczym jest możliwość dotarcia do ponad połowy społeczeństwa ze swoim religijnym przesłaniem. A zewnętrzny kształt tego przesłania jest zjawiskiem z dziedziny kultury. Socjologicznie patrząc ten polski fenomen, można by powiedzieć, że każda obecność kilkudziesięciu milionów ludzi we wszystkie niedziele i święta całego roku ma cechy uczestnictwa w wieloaspektowym wydarzeniu kultury wysokiej. Jest tu bowiem muzyka grana i śpiewana na żywo, artystyczne wnętrze ze stałą ekspozycją malarstwa i rzeźby, duża porcja słowa mówionego i czytanego oraz architektura jednego z najważniejszych gmachów miasta i wioski.

Jeśli porównać to z 4% naszych rodaków odwiedzających okazjonalnie filharmonie, galerie sztuki, teatry czy muzea, to szansa kształtowania kultury społeczeństwa, bądź zbiorowego gustu wydaje się dla Kościoła wielkim wyzwaniem. Jak z niej korzystamy? Na szczęście jest w Polsce wiele historycznych świątyń z dobrą sztuką, mamy organy wysokiej klasy. A zatem dziedzictwo jest bogate, bo nasi przodkowie dbali o to by sztuka związana z liturgią miała znak najwyższej jakości.

Problem z twórczością artystyczną

A jak jest z twórczością artystyczną w kościele i wokół niego? Jaki jest poziom kultury liturgicznej w naszych parafiach? Jest różnie: budynek kościoła przypomina elewator, z chóru rozbrzmiewa „sacro polo” a przy ołtarzu kwitną sztuczne kwiaty i plastikowe dekoracje. Tak podana treść wiary naprawdę może zniechęcić do Kościoła. Co jest tego przyczyną?

1. Brak dostatecznego przygotowania inwestorów, zleceniodawców, mecenasów, czyli w przypadku polskiej rzeczywistości – proboszczów. Komisje mają formalnie wiele do powiedzenia, ale w praktyce decyduje ten, kto zapewnia środki materialne. Nie posądzam nikogo o ignorancję i brak dostatecznej wiedzy, ale spotkane przykłady są niepokojące. A może gust księży jest bardzo podobny do średniej krajowej?

2. Inną przyczyną kościelnego kiczu jest różnorodny poziom oczekiwań wiernych i ich gotowość do amatorskiego współkształtowania przestrzeni sakralnej. U starszych odpowiednie skojarzenia z dużymi wnętrzami wywołują wspomnienia o wielkich salach zebrań z epoki PRL-u. To nie ich wina, że tak wiele razy widzieli na wysokim podium mównicę i stół prezydialny, ozdobione palemką lub paprotką, a za plecami wygłaszających styropianowy emblemat. Do tego chętnie dodaliby wzorzysty turecki dywan, złociste kandelabry i oleodruk z Ogrodem Oliwnym, który nie pasuje do nowych mebli w pokoju. A młodsze pokolenie? Tęskni często, zgodnie, ze wzorami kultury masowej, za czymś co Krzysztof Zanussi nazwał kiedyś w odniesieniu do jednej z wielkich budowli sakralnych „skrzyżowaniem snu Cygana z marzeniem o Las Vegas”. Stąd zjadliwy może być termin dotyczący nie tylko muzyki religijnej: „sacro polo”!

Kicz ma wiele twarzy. Również w architekturze.

Współcześni artyści

Osobny problem to twórcy. To właśnie oni w ostatnim trzech dekadach projektowali powstające budowle sakralne. Niektóre to bardzo dobre realizacje. Ale przytłaczająca większość nowych świątyń to bezduszna miernota estetyczna naszych czasów. Ile jest takich przykładów budowli, które bez krzyża na dachu mogłyby być równie dobrze halami sportowymi, skoczniami narciarskimi bądź warowniami i zamkami? Ile witraży lśni zza pleców celebransa tak intensywnie, że ołtarz nie ma szans być nawet drugoplanowym elementem liturgii? Ile potężnych kubatur niemożliwych do nagłośnienia i ogrzania?

Kultura wysoka i kultura niska

Kultura wysoka kojarzy nam się z ambitnymi filmami, trudną literaturą, poezją, koturnową muzyką, teatrem, galeriami sztuki, ariami operowymi. Innymi słowy – wieje rozsądkiem, nudą, emocjami, które trzeba uchwycić i opisać, wysiłkiem intelektualnym i wąską grupą odbiorców. Albo inaczej – to pole do manewru dla ludzi, którzy chcą naprawdę uwrażliwić się na piękno, głębszą myśl, chwile refleksji, wzniosłości, poczucia sensu.  W opozycji stoi kultura niska – masowa, popularna. Bo dla mas. Tandetna, kiczowata, często wulgarna, szablonowa, prostacka, niewymagająca, prosta w odbiorze. Albo inaczej – ciekawa, bo ma sens – już na pierwszy rzut oka. Nie trzeba dopatrywać się nie wiadomo czego, myśleć, szukać, celować. Jest takt i jest zabawa. Cóż więcej potrzeba?

Kultura wewnętrzna i wykształcenie

W 1984 r. profesor Jacek Woźniakowski zastanawiał się, czemu w Kościele posoborowym „nie widać nawet zarzewia nowego języka, nowego stylu, nowego kształtu dla współczesnego pojmowania i wcielania pradawnych treści?”. Trzeba dać sztuce trochę czasu – uspokajał – i artystom, i księżom, i wiernym doradzać by można w tej sytuacji to samo: pracowitą cierpliwość, skromność i bezpretensjonalność Mówiąc o cierpliwości pracowitej, mam na myśli nie tylko solidne działania każdego w zakresie własnej specjalności i nie tylko jakże cenną wymianę usług: głębsze zainteresowanie duchowieństwa sztuką, artystów – teologią. Mam na myśli pracę bardziej fundamentalną. Nikomu w rozwoju jego smaku nie pomogą najświetniejsze nawet wykłady z dziejów sztuki, jeśli jego charakter oraz ogólny poziom jego kultury wewnętrznej i wykształcenia utkną na poziomie kamienia łupanego”.

„Sztuka nie jest drogą do podświadomości, ale do większej jeszcze świadomości – przypominał artystom Jan Paweł II na spotkaniu w Wenecji w 1985 r. – sztuka otwiera człowieka na samego siebie i czyni go bardziej człowiekiem”. Kto potrzebuje sztuki religijnej? Potrzebujemy jej my, ludzie. My, wierni, my, artyści, my – Kościół. Pan Bóg świetnie poradzi sobie bez niej, zawsze znajdzie drogę do człowieka. W historii objawień znany jest tylko jeden przypadek, kiedy Jezus poleca namalować swój wizerunek, by przezeń wkroczyć w życie ludzi – przypadek obrazu Jezu, ufam Tobie! A kiedy św. Faustyna płakała w kaplicy wobec niedoskonałej wizji malarza – pociesza ją wewnętrzny głos: Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce mojej!

Sztuka to nie dekoracja

Nie może być to jednak usprawiedliwienie dla naszych poczynań. Wszystkiego nie załatwi Pan Bóg. Czeka On także na naszą inicjatywę. Jak napisał jeden z amerykańskich antropologów: „Religia bez sztuki staje się dogmatem. A sztuka bez ducha religii przeradza się w dekorację”. Ich pokrewieństwo polega na tym, że obie chcą wyrazić to, co niewyrażalne. Kicz w kościele jest ciężkim grzechem. Ci, którzy oburzają się na szczere poszukiwanie nowych form wyrażania tego, co niewyrażalne, powinni również oburzyć się równie święcie na udawane, pozorne piękno kiczu!

 


Ks. Tomasz Zmarzły

Diecezjalny Konserwator Zabytków

 

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.