V katecheza fatimska

W związku z przeżywaną w tym roku setną rocznicą objawień Matki Bożej w Fatimie co miesiąc na stronie publikujemy kolejną część cyklu Katechez Fatimskich. Autorem rozważań jest ks. Mariusz Dydak.

Obok nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca (o którym mowa była w poprzedniej katechezie) Akt poświęcenia świata i Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, stanowi istotę fatimskiego orędzia i dlatego jego proklamowanie przez papieża było koniecznym warunkiem wypełnienia obietnic, złożonych przez Matkę Bożą w 1917r.

Jan Paweł II od pamiętnego dnia zamachu na jego życie, bardzo mocno czuł się związany z przesłaniem objawień i wypełnieniem fatimskich proroctw. Nieprzypadkowo duchowo dojrzewał do złożenia Aktu poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi w kraju, który uroczyście ogłosił Ją swoją Królową i ma bogatą tradycję ufnego zawierzania się Maryi. Patrząc z perspektywy czasu na historię naszego narodu, dostrzegamy wielu świętych i światłych pasterzy Kościoła, których Opatrzność dała naszemu narodowi, w trudnych momentach jego historii. Ich głęboką duchowość cechowała szczególna relacja do Matki Bożej oraz przekonanie wynikające z osobistego doświadczenia, o wielkiej skuteczności poświęcenia się Maryi w podążaniu za Chrystusem. Wspomnieć należy przede wszystkim św. Maksymiliana Kolbego, który 100 lat temu z "miłości i troski o Kościół" założył Rycerstwo Niepokalanej. Nazywany był przez współczesnych "Szaleńcem Niepokalanej", ponieważ chciał zdobyć cały świat dla Chrystusa przez Niepokalaną i do tego celu potrafił wykorzystywać wszelkie możliwe, najnowocześniejsze środki. Oddanie Matce Bożej uważał za "najłatwiejszą, najpewniejszą i najszybszą drogę do Boga".

Gdy Polska stopniowo coraz bardziej traciła suwerenność pod rządami władzy komunistycznej, prymas kard. August Hlond "u progu nowych czasów" dostrzegając niebezpieczeństwo "nowego potopu", 8 września 1946r. na Jasnej Górze poświecił Polskę Niepokalanemu Sercu Maryi, "oddając Jej w opiekę Kościół i przyszłość Rzeczypospolitej". Uczestnikiem tych uroczystości, był młody biskup Stefan Wyszyński, nowo mianowany na ordynariusza diecezji lubelskiej. Kiedy oglądał ponad milionową rzeszę zebraną wokół jasnogórskich wałów zrozumiał, że "Naród Polski ma swój wspaniały nałóg: wiekową wrażliwość na Matkę Chrystusową. To jakby delikatna struna...którą wystarczy tylko lekko tknąć, aby ożywiła wszystkie wspomnienia i uczucia. Tą delikatną struną Narodu jest Maryja. Na to imię w Polsce otwiera się każde serce".

Duchowość wielkiego francuskiego czciciela Maryi, św. Ludwika Grignion de Montfort, który zachęcał do "oddania Maryi w macierzyńską niewolę miłości" mocno zainspirowała Prymasa Tysiąclecia. Kard. Stefan Wyszyński uwięziony przez komunistów w Stoczku Warmińskim, napisał najpierw akt osobistego oddania Matce Najświętszej, a następnie w Komańczy opracował tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego. Prymas hołdował biblijnej koncepcji narodu, w myśl której naród jest wspólnotą pielgrzymującą przez dzieje i podczas tej wędrówki zawierającą przymierza z Bogiem. Był przekonany, że w trudnym okresie zmagania się z komunizmem, Polacy powinni odnowić swoje przymierze z Bogiem przez Maryję. Na Jasnej Górze 26 sierpnia 1956r. ponad milion pielgrzymów z całej Polski, wysłuchało tekstu napisanych przez niego Ślubów i złożyło uroczyste przyrzeczenia. Z inicjatywy Prymasa przez dziewięć kolejnych lat odprawiana była tzw. Wielka Nowenna, przygotowująca naród do Milenium Chrztu Polski. Centralne uroczystości odbyły się na Jasnej Górze 3 maja 1966r., gdzie Episkopat Polski dokonał Aktu Oddania naszego narodu Maryi w macierzyńską niewolę miłości, za wolność Kościoła w Polsce i na świecie. Na obchody został zaproszony papież Paweł VI, ale władza ludowa nie zezwoliła mu na przyjazd do Polski. Milenijny Akt Oddania Maryi, prymas Polski nazwał w liście dziękczynnym do papieża aktem konsekracji. Prymasi Hlond i Wyszyński bezpiecznie przeprowadzili Kościół w Polsce przez trudne czasy komunizmu, bo byli mocno przekonani, że droga maryjnego poświęcenia zawsze prowadzi ku zwycięstwu.

Całe bogactwo polskiej pobożności maryjnej, wszystkie intuicje, które inspirowały wielkich prymasów skupiły się - jak pojedyncze refleksy światła w soczewce - w osobie Jana Pawła II. W ciągu jego życia, myśl o oddaniu się Maryi i sposobie tego oddania, wyraźnie ewoluowała. Całe swoje polskie duchowe doświadczenie, przeniósł następnie na Stolicę Piotrową. Wspomina o tym wyraźnie w swojej autobiograficznej książce Dar i tajemnica: "Mówiąc o źródłach powołania kapłańskiego nie mogę oczywiście zapomnieć o wątku maryjnym. Nabożeństwo do Matki Bożej w postaci tradycyjnej, wyniosłem z domu rodzinnego i parafii wadowickiej. W kościele parafialnym pamiętam boczną kaplicę Matki Bożej Nieustającej Pomocy, do której rano przed lekcjami ciągnęli gimnazjaliści…po zakończonych lekcjach, ten sam pochód uczniów szedł do kościoła na modlitwę. Prócz tego w Wadowicach był Karmel, klasztor na Górce, a to oznaczało związanie z tradycją karmelitańskiego szkaplerza. Ja też zapisałem się do szkaplerza mając chyba 10 lat i do dzisiaj ten szkaplerz noszę. Tak więc kościół parafialny, jak i klasztor na Górce kształtował moją pobożność maryjną jako chłopca, potem młodzieńca i gimnazjalisty, aż do egzaminu dojrzałości. Kiedy znalazłem się w Krakowie na Dębnikach wszedłem w krąg Żywego Różańca w parafii salezjańskiej…W okresie, w którym krystalizowała się sprawa mojego powołania kapłańskiego…mój sposób pojmowania nabożeństwa do Matki Bożej uległ pewnej przebudowie. Był taki moment, kiedy nawet poniekąd zakwestionowałem swoją pobożność maryjną uważając, że posiada ona w sposób przesadny pierwszeństwo przed nabożeństwem do samego Chrystusa. Wówczas z pomocą mi przyszła książeczka św. Ludwika Marii Grignion de Montfort, nosząca tytuł: Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. W książce tej znalazłem poniekąd gotową odpowiedź na moje pytania. Maryja nas przybliża do Chrystusa, prowadzi nas do Niego, ale pod warunkiem, że przeżyjemy Jej tajemnicę w Chrystusie. O ile dawniej byłem przekonany, że Maryja prowadzi nas do Chrystusa, to w tym okresie zacząłem rozumieć, że również i Chrystus prowadzi nas do swojej Matki… Tu tłumaczy się pochodzenie owego Totus Tuus. Bierze ono początek właśnie od św. Ludwika…jest skrótem pełniejszej formuły zawierzenia Matce Bożej". Dalej papież wspomina, że od tego momentu zaczął jakby na nowo odkrywać wszystkie skarby swojej dotychczasowej rodzimej pobożności (Anioł Pański, Godzinki, kolędy, Gorzkie Żale, Dróżki Kalwaryjskie) oraz dostrzegać, jak wielkie bogactwo treści teologicznej i biblijnej jest w nich zawarte. Wszystkie te duchowe doświadczenia, wyznaczały jego szlak do kapłaństwa, biskupstwa i papiestwa. Tej maryjnej drodze do Chrystusa, do końca życia pozostał wierny. Wcześniejsze swoje intuicje wyraził później w encyklice Redemtoris Mater: "maryjny wymiar życia ucznia Chrystusowego wyraża się w sposób szczególny poprzez synowskie zawierzenie względem Bogurodzicy".

Od chwili wyboru na papieża, Jan Paweł II w swoich przemówieniach poruszając temat poświęcenia Matce Bożej, stopniowo będzie zastępował określenie "oddanie w niewolę" słowem "zawierzenie". Czynił to prawdopodobnie również ze względu na bolesne skojarzenia, związanie z trudną historią swojego ojczystego kraju. Sam żył bezgranicznym zawierzeniem Maryi i często dawał temu świadectwo w słowach: jestem człowiekiem zawierzenia. Takiemu poświęceniu przypisywał wielką moc, nie tylko w życiu osobistym poszczególnych chrześcijan, ale także w życiu poszczególnych narodów i całego świata. Podczas swoich apostolskich pielgrzymek zawsze dokonywał aktu zawierzenia danego kraju lub całego świata Matce Bożej, bądź Jej Niepokalanemu Sercu. Do tej praktyki często zachęcał uważając, że bezgraniczne oddanie się Maryi "jest skutecznym sposobem wiernego realizowania w życiu zobowiązań chrztu świętego".


 
W celu uczynienia strony internetowej bardziej użyteczną i funkcjonalną, używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne
ze zgodą użytkownika na ich stosowanie. Dowiedz się więcej lub zmień ustawienia plików cookies.