Światowy Dzień Dziadków i Osób Starszych przypomina, że starość nie jest czasem po życiu ani marginesem wspólnoty. To wciąż czas powołania, modlitwy i cichej służby. Ks. Józef, Sercanin, który mieszka i posługuje w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Sosnowcu, porusza się na wózku, a za rok będzie świętował 50-lecie kapłaństwa. Mówi o tym bez patosu: dopóki Pan Bóg daje życie, człowiek ma jeszcze coś do zrobienia. Opowiada o samotności, trudzie proszenia o pomoc, trosce o młode małżeństwa, kapłańskiej wdzięczności i nadziei, z jaką człowiek w wieku 81 lat myśli o spotkaniu z Bogiem.
Rozmawia Dominika Bem
Czasami słyszy się takie zdanie, że starość się Panu Bogu nie udała. Jak Ksiądz odpowiedziałby na nie z własnej perspektywy?
Nie powiedziałbym, że starość się Panu Bogu nie udała. Owszem, przynosi choroby, słabość i różne ograniczenia, ale przecież życie w każdym wieku jest darem. Skoro Pan Bóg pozwala mi jeszcze żyć, to widocznie wciąż mam jakieś zadanie: mogę się modlić, kogoś wysłuchać, wesprzeć dobrym słowem, pomóc na tyle, na ile potrafię. Nie chcę narzekać. Chciałbym jeszcze dożyć przyszłego roku i świętować 50-lecie kapłaństwa, ale najważniejsze jest dla mnie to, żeby każdy dzień przeżyć tak, jak Pan Bóg chce.
Człowiek młody chyba nie zawsze potrafi naprawdę zrozumieć człowieka starszego. Z zewnątrz jego życie może wyglądać zupełnie inaczej niż wygląda w rzeczywistości. Czy kiedy Ksiądz sam stał się osobą starszą, inaczej zaczął patrzeć na cierpienie?
Z wiekiem człowiek chyba mocniej widzi, jak kruche jest życie i jak często nie potrafimy drugiego człowieka uwolnić od cierpienia. Możemy jednak przy nim zostać. Mam przyjaciół, którzy proszą mnie o modlitwę i duchowe wsparcie w bardzo trudnych sprawach. Może właśnie tego człowiek uczy się na starość: że nie zawsze trzeba znaleźć rozwiązanie. Czasem najważniejsze jest nie uciec od cudzego bólu, pozostać blisko i nieść go razem z drugim człowiekiem przed Bogiem.
Czy cierpienie osoby starszej można rozumieć jako szczególne współcierpienie z Jezusem Chrystusem?
Myślę, że tak. Człowiek starszy lepiej rozumie słabość, chorobę i zależność od innych. Może swoje cierpienie ofiarować za innych. Nie chodzi tylko o samo znoszenie bólu, ale o to, żeby nie zamknąć się w sobie i przez modlitwę nadal służyć ludziom.
Za rok będzie Ksiądz obchodził 50 lat kapłaństwa. Kiedy wraca Ksiądz myślami do pierwszej odprawionej Eucharystii i patrzy na wszystkie minione lata, za co jest Ksiądz najbardziej wdzięczny?
Mam za co dziękować. Zawsze żyjemy z łaski Bożej. Wszystko zależy od tego, czy pozwalamy Panu Bogu pomagać nam dobrze wypełniać powołanie i czynić możliwie jak najwięcej dobra. Jestem wdzięczny za ludzi, którzy przez lata przychodzili do mnie, powierzali mi swoje sprawy i prosili o modlitwę. Starałem się im pomagać i modlić się za nich, żeby wytrwali w dobrym. Bo dzisiaj jest im bardzo trudno. Potrzebują stałego wsparcia, obecności i modlitwy.
Powiedział Ksiądz, że dziś trudniej. Dlaczego?
Młodzi ludzie mają dziś bardzo dużo swobody, ale często nie chcą przyjąć żadnej dyscypliny ani podporządkować się obowiązkom. Trudno im wytrwać, kiedy coś wymaga wysiłku. Później przenosi się to na dorosłe życie, na małżeństwo, rodzinę i odpowiedzialność za drugiego człowieka.
Czy właśnie tutaj osoby starsze mogą pomóc młodym – przez obecność, doświadczenie i modlitwę?
Tak. Starszy człowiek może przypominać, że życie nie składa się tylko z tego, co łatwe i przyjemne. Może pokazywać, że warto wytrwać, dochować wierności i nie uciekać od odpowiedzialności. Nie zawsze musi dużo mówić. Czasem najwięcej znaczy jego przykład i modlitwa.
Gdyby Pan Jezus przyszedł dziś do Księdza i powiedział, że może Ksiądz wrócić do młodości i jeszcze raz wybrać swoją drogę, czy ponownie wybrałby Ksiądz kapłaństwo i zgromadzenie Księży Sercanów?
Wybrałbym tę samą drogę. Zanim wstąpiłem do zakonu, przez dziewięć lat pracowałem i miałem dużo kontaktu z młodzieżą. Widziałem ich problemy, także bardzo poważne, związane między innymi z narkotykami. Czułem jednak, że nie zawsze potrafią się otworzyć i szczerze powiedzieć, co naprawdę dzieje się w ich życiu. Wtedy pomyślałem, że jako kapłan będę mógł pomóc im bardziej: wysłuchać ich, towarzyszyć im, a przede wszystkim dać im możliwość szczerej spowiedzi i powierzenia Bogu tego, z czym sobie nie radzą. Można powiedzieć, że to właśnie troska o zagubionych młodych ludzi poprowadziła mnie do kapłaństwa. Chciałem być dla nich i pomagać im odnaleźć drogę do Boga.
Czy przez te wszystkie lata rzeczywiście szukał Ksiądz takich zagubionych ludzi, takich ewangelicznych owiec?
Tak, przez całe kapłaństwo spotykałem ludzi, którzy byli pogubieni, poranieni albo oddaleni od Boga, i starałem się być przy nich na tyle, na ile potrafiłem. Nie zawsze jednak człowiek widzi owoce swojej pracy. Najbardziej bolały mnie sytuacje, gdy ktoś, kogo wcześniej uczyłem i komu próbowałem pomóc, po latach przechodził na drugą stronę ulicy, żeby uniknąć spotkania. To było przykre i czasem trudne do zrozumienia.
Czy mimo takich doświadczeń nie przestał Ksiądz ich szukać?
Nie można przestać. Nawet jeżeli ktoś nie chce rozmawiać, zawsze można się za niego modlić. Człowiek nie wie, kiedy taka modlitwa przyniesie owoc.
Czego osoby starsze najbardziej potrzebują od młodszych pokoleń?
Przede wszystkim tego, żeby nie zostały całkiem same. Chcą, żeby ktoś się nimi zainteresował, przyszedł, zapytał, jak się czują, i zobaczył, czy czegoś nie potrzebują.
A co się Księdzu najbardziej udało?
To, że ludzie mi zaufali. Kapłan sam z siebie niewiele może. Ale jeżeli ktoś przychodzi i otwiera przed nim serce, wtedy może mu towarzyszyć, modlić się za niego i prowadzić go do Pana Boga.
Jaki jest Jezus Chrystus, w którego Ksiądz wierzy?
Jeszcze przed wstąpieniem do zakonu starałem się odprawiać pierwsze piątki miesiąca i praktykować nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Chodziłem do franciszkanów w Katowicach-Ligocie. To nabożeństwo było mi bardzo bliskie. Później wybrałem zgromadzenie księży sercanów i starałem się iść drogą, którą wskazywał mi Pan Bóg, chociaż nie wszystko było tak łatwe, jak mogłoby się wydawać.
Można z uśmiechem powiedzieć, że Franciszkanie przyczynili się do tego, że wybrał Ksiądz inne zgromadzenie. Ale kiedy myśli Ksiądz dziś o Jezusie, jaki On jest?
Jezus jest tą samą miłością. Jest nieskończenie miłosierny. Zna nasze słabości, potrafi nam przebaczać i daje siłę do wypełniania naszych zadań. W Ewangelii mówi, że jest drogą, prawdą i życiem. Staram się za tym iść, chociaż czasem jest ciężko i wiadomo, że nie wszystko jest łatwe.
Czy boi się Ksiądz śmierci?
Człowiek może odczuwać lęk przed tym, czego nie zna. Ale modlę się o dobrą śmierć i szczęśliwą wieczność. Co wtorek uczestniczę w nabożeństwie do Matki Bożej, Patronki Dobrej Śmierci. Modlę się o dobrą śmierć dla siebie, dla bliskich i dla dalszych osób. Najważniejsze jest zaufanie, że na końcu czeka na nas nie ktoś obcy, ale miłosierny Bóg.
A czego Ksiądz życzyłby dziś osobom starszym?
Żeby nie traciły nadziei i nie myśleli, że są niepotrzebne. Żeby swoje cierpienie, samotność i modlitwę potrafiły oddać Panu Bogu.
A czego życzyłby Ksiądz młodszym?
Żeby nie zostawiali starszych samych. Żeby czasem przyszli bez specjalnego powodu. Żeby nie czekali, aż starszy człowiek sam poprosi o pomoc. Czasem zwykła obecność jest większym darem niż wiele słów.



