Miała osiemnaście lat. Dziś młodzi z naszej diecezji piszą do niej listy

Nie zdążyła zostać lekarką. Nie zdążyła założyć rodziny, zrealizować swoich planów ani sprawdzić, dokąd zaprowadzą ją talenty. Marianna Boccolini miała osiemnaście lat, gdy 18 sierpnia 2010 roku zginęła w wypadku samochodowym.

Świat powiedziałby: życie przerwane zbyt wcześnie. Tymczasem przy jej grobie w Narni Scalo wciąż pojawiają się ludzie. Przynoszą kwiaty, modlitwy i kartki zapisane osobistymi historiami. Proszą o światło w cierpieniu, pojednanie w rodzinach, odzyskanie wiary i siłę do rozpoczęcia od nowa. Piszą do młodej dziewczyny, jak pisze się do kogoś bliskiego.

Wśród pielgrzymów znaleźli się również młodzi ze wspólnoty Miasto Ocalenia z naszej diecezji. Podczas obozu we Włoszech odwiedzili grób Marianny, modlili się i pozostawili przy nim własne listy oraz intencje. Spotkali się także z jej mamą Letizią i postulatorem procesu beatyfikacyjnego. Usłyszeli historię nie pomnikowej świętej z odległej epoki, ale dziewczyny podobnej do nich.

Marianna miała przyjaciół, pasje i plany. Lubiła muzykę, malowała i marzyła o medycynie, ponieważ chciała pomagać ludziom. Nie dokonała czynów, które trafiają na pierwsze strony gazet. Jej niezwykłość kryła się w codzienności: w sposobie, w jaki zauważała drugiego człowieka, przejmowała się cierpieniem innych i wybierała dobro, nawet gdy nikt nie patrzył.

Po jej śmierci zaczęły pojawiać się świadectwa ludzi, których poruszyło jej życie. Jedni wracali do modlitwy, inni podejmowali decyzję o pojednaniu albo odzyskiwali nadzieję. Z czasem przekonanie o jej świętości stało się na tyle silne, że w czerwcu 2025 roku Kościół rozpoczął diecezjalny etap procesu beatyfikacyjnego Marianny Boccolini. Od tej chwili przysługuje jej tytuł Służebnicy Bożej.

Dziewczyna, która nie zdążyła wejść w dorosłość, a dziś pomaga dorastać innym. Nie przemawia z ambony. Nie pozostawiła traktatów ani wielkich dzieł. Zostawiła osiemnaście lat przeżytych tak, że po jej śmierci inni zaczęli poważniej pytać o własne życie.

Może właśnie dlatego jej grób stał się miejscem spotkania dla młodych z naszej diecezji. Marianna nie pokazuje świętości jako czegoś niedostępnego. Przypomina, że nie zaczyna się ona od rzeczy wielkich, lecz od miłości ukrytej w zwyczajnym dniu. Świat mierzy życie długością. Bóg mierzy je światłem. A Marianna miała go w sobie wystarczająco dużo, by po szesnastu latach od śmierci nadal prowadzić innych.

Młodzi z Miasta Ocalenia przeżywają obóz w Greccio, gdzie swoje dzieło prowadzi Stowarzyszenie Betlejem z Jaworzna. W miejscu związanym ze św. Franciszkiem, który osiemset lat temu pokazał ludziom Boga leżącego w żłobie, tworzy przestrzeń spotkania, modlitwy oraz odbudowywania życia.

 

tekst: Dominika Bem
zdjęcia: Stowarzyszenie Betlejem