Czasami najcenniejsze pamiątki odnajdujemy tam, gdzie nikt nie spodziewa się znaleźć czegoś wyjątkowego. Tak było podczas porządkowania kancelarii parafii św. Joachima. Wśród starych dokumentów odnaleźliśmy przedwojenną księgę intencji mszalnych.
Na pierwszy rzut oka wydawała się zwyczajnym, mocno zniszczonym zeszytem. Przecież takie księgi nie są przechowywane bez końca. Po kilku latach przestają być potrzebne w codziennej pracy kancelarii. Tym bardziej trudno było zrozumieć, dlaczego ta jedna, licząca już ponad osiemdziesiąt lat, przetrwała wszystkie remonty i porządki.
Dopiero kiedy zaczęliśmy ją czytać, wszystko stało się jasne.
Księga obejmowała czas II wojny światowej. Na jej kartach widać było, jak zmieniały się intencje zamawiane przez parafian. Najpierw proszono o szczęśliwy powrót jednego z kapłanów. Później pojawiły się Msze święte za jego duszę. Ta księga okazała się nie tylko kancelaryjnym dokumentem, ale przede wszystkim świadectwem pamięci o człowieku, którego parafia nie chciała zapomnieć.
Był nim ksiądz Władysław Bienias.

Ksiądz Władysław Bienias
Urodził się 26 marca 1905 roku w Krauszowie na Podhalu, w głęboko religijnej rodzinie. Dzieciństwo spędził w cieniu ludźmierskiego sanktuarium Matki Bożej. Po ukończeniu seminarium duchownego przyjął święcenia kapłańskie i rozpoczął posługę duszpasterską. We wrześniu 1939 roku został skierowany jako wikariusz do parafii św. Joachima w Zagórzu.
Nie dane mu było jednak długo pracować wśród zagórskich parafian.
27 września 1940 roku został aresztowany przez niemieckiego okupanta. Najpierw był więziony w Sosnowcu, następnie przewieziono go do obozu koncentracyjnego Auschwitz, a później do Dachau. Tam, po latach cierpień, zmarł 26 lutego 1943 roku. Do końca pozostał wierny swojemu kapłańskiemu powołaniu.
Właśnie wtedy przedwojenna księga intencji nabiera wyjątkowego znaczenia. Zachowane zapisy pokazują, że parafianie nie przestawali się za niego modlić. Przez wiele miesięcy zamawiali Msze święte o jego szczęśliwy powrót. Kiedy dotarła wiadomość o śmierci kapłana, pojawiły się kolejne wpisy – Msza żałobna i liczne intencje za spokój jego duszy. Można odnieść wrażenie, że właśnie dlatego księga została zachowana. Nie jako urzędowy dokument, ale jako cichy pomnik pamięci o zamordowanym kapłanie.


Dziś nazwisko księdza Władysława Bieniasa niewielu osobom coś mówi. Nie pozostawił po sobie wielkich budowli ani książek. Nie pełnił przez lata urzędu proboszcza. Jego posługa w Zagórzu trwała krótko i została brutalnie przerwana przez wojnę. A jednak stał się częścią historii tej parafii.
Historia kościoła św. Joachima to nie tylko dzieje murów, ołtarzy czy pięknych polichromii. To również pamięć o ludziach, którzy oddali życie za wiarę i za wierność swojemu powołaniu. Czasem wystarczy jedna stara księga pozostawiona na półce kancelarii, aby po wielu latach przypomnieć ich nazwiska.
Może właśnie dlatego warto zachowywać nawet pozornie niepotrzebne pamiątki. Nigdy nie wiadomo, czy za pożółkłymi kartkami nie kryje się historia człowieka, który zasługuje na to, by pamięć o nim przetrwała następne pokolenia. W przypadku księdza Władysława Bieniasa ta pamięć przetrwała – najpierw w modlitwie parafian, a dziś także na kartach historii parafii św. Joachima.
ks. Marcin Słodczyk



