Dzień pojednania. Gdy serca wracają do Domu

Data dodania: 2025.10.17

Czasem wszystko zaczyna się od ciszy. Od tego momentu, gdy muzyka jeszcze nie wybrzmiała, a światło dopiero się zapala. Tak właśnie rozpoczął się drugi dzień diecezjalnych rekolekcji „Nadzieja nie zawodzi”. W kościele św. Floriana  od Eucharystii. W hali - od serc, które chciały się pojednać.

Słowo, które prowadziło tego dnia, brzmiało prosto: „Pojednanie”. Nie jak hasło na plakacie, ale jak wezwanie, które szuka człowieka. Bo przecież pojednanie to nie tylko spowiedź - to powrót. Do siebie, do Boga, do ludzi.

Potem słowo ks. Tomasza Matyjaszczyka. Mocne. Bez teologicznego nadmiaru, ale z ogniem, który potrafi rozpalić nawet najbardziej zziębnięte serce. Mówił o Bogu, który się nie obraża. O Ojcu, który nie zmienia zamków w drzwiach, kiedy uciekasz. O tym, że pojednanie zaczyna się od decyzji, by pozwolić się odnaleźć.

Podczas nabożeństwa pojednania stało się coś bardzo prawdziwego. Biskup Artur Ważny ukląkł i poprosił o modlitwę nad sobą. Chwilę później modliliśmy się za kapłanów. A potem - każdy za każdego. Bez planu, bez scenariusza. Po prostu Kościół, który oddycha jednym sercem.

Nie było patosu. Tylko cisza, w której czuć było obecność. Jakby ktoś naprawiał w nas to, co pękło.

A potem przyszła ta najważniejsza chwila - spowiedź. Zaczęły się ciche rozmowy z Bogiem. Rzędy konfesjonałów, spowiednicy, łzy, które nie wstydzą się światła.

Zakończyliśmy Apelem Jasnogórskim. Słowa „jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam” zabrzmiały jak obietnica. Cicha, ale prawdziwa.

Bo może właśnie o to chodzi w pojednaniu - żeby wrócić. Żeby dać się odnaleźć. Żeby uwierzyć, że nadzieja naprawdę nie zawodzi.

Zdjęcia z drugiego dnia rekolekcji
dostępne są [TUTAJ]

tekst: Dominika Bem
zdjęcia: Agnieszka Sidełko

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.