25 września przypada 130. rocznica śmierci Czcigodnej Służebnicy Bożej Wandy Malczewskiej. Polska mistyczka, wizjonerka i działaczka społeczna przez ponad dwie dekady związana była z Klimontowem, który dziś jest jedną z dzielnic Sosnowca. Tutaj uczyła dzieci i robotników, pomagała ubogim, pielęgnowała rannych powstańców i zyskała przydomek „Świętej Pani”.
Gdy opowiada się o Wandzie Malczewskiej, łatwo przenieść ją do świata starych biografii, XIX-wiecznych dworów i opowieści o mistykach. Tymczasem jeden z najważniejszych rozdziałów jej życia rozegrał się właśnie tutaj na terenie dzisiejszego Sosnowca. Do Klimontowa przyjechała w 1846 lub 1847 roku. Miała wówczas około 24 lat i opuściła rodzinny Radom. Zamieszkała w miejscowym majątku ziemskim należącym do jej ciotki, Konstancji z Malczewskich Siemieńskiej. Pozostała tu do 1870 roku. To właśnie w Klimontowie jej duchowość bardzo szybko przestała być sprawą wyłącznie prywatnej modlitwy. Zaczęła przybierać kształt konkretnych czynów.
Uczyła tych, których inni nie uczyli
Piotr Dudała przypomina, że Malczewska była tutaj nauczycielką i katechetką:
„Potajemnie uczyła ubogie dzieci wiejskie oraz robotników czytania, pisania oraz religii i historii Polski”.
W realiach XIX wieku nie był to drobiazg. Dostęp do edukacji dla najuboższych był ograniczony, a nauczanie historii Polski w okresie zaborów miało również wymiar patriotyczny. Malczewska nie ograniczała się jednak do lekcji.
Jak pisze Piotr Dudała: „Pomagała najuboższym, rozdawała leki, żywność i ubrania, przez co zyskała przydomek «Świętej Pani»”.
Nie była zakonnicą i nie kierowała wielką instytucją dobroczynną. Jej działalność wyrastała z codzienności. Widziała człowieka, który potrzebował jedzenia przynosiła jedzenie. Spotykała chorego? pomagała mu. Trafiała na dziecko bez dostępu do nauki, uczyła. Może dlatego mieszkańcy nie potrzebowali wielkich słów, żeby ją zapamiętać. Wystarczyło jedno: „Święta Pani”.
Powstanie styczniowe. Wiara sprawdzona przy rannych
Szczególnym momentem jej klimontowskiego życia był rok 1863 i wybuch powstania styczniowego. Wanda Malczewska zaangażowała się w pomoc rannym powstańcom. Pielęgnowała ich i organizowała potrzebne wsparcie. Jej patriotyzm nie zatrzymywał się więc na słowach ani wspomnieniach o utraconej ojczyźnie. Miał twarz konkretnego człowieka, którego trzeba było opatrzyć, nakarmić i ocalić. W Klimontowie spotkała również młodego Grzegorza Augustynika. Stał się jej wychowankiem i bliskim współpracownikiem, a później kapłanem znanym jako „Apostoł Robotników Zagłębia”. Jego późniejsza działalność duszpasterska na terenach przemysłowego Zagłębia była jednym z dalszych owoców środowiska, które współtworzyła Malczewska.
Ślad, który został w Sosnowcu
Wanda Malczewska opuściła Klimontów w 1870 roku. Zmarła 25 września 1896 roku w Parznie. Minęło dokładnie 130 lat, ale pamięć o niej w Sosnowcu nie zniknęła. Jej imię nosi dziś Park im. Wandy Malczewskiej w Sosnowcu-Klimontowie. Znajduje się tam zabytkowa kapliczka z XVIII wieku, która pamięta jeszcze czasy jej pobytu i modlitwy w tej okolicy. I być może właśnie tutaj jej historia przemawia najmocniej. Bo Klimontów nie jest miejscem z dawnej kroniki. To dzisiejsza dzielnica Sosnowca. Ulice, którymi chodzimy. Domy, obok których przejeżdżamy. Park, w którym spacerują rodziny. Ponad 150 lat temu żyła tu kobieta, która uczyła dzieci, opatrywała rannych, niosła lekarstwa biednym i modliła się wśród tych samych pól i dróg, na których później wyrosło współczesne miasto. Świętość bywa bliżej, niż nam się wydaje. Czasem ma adres zapisany na naszej własnej mapie.



