Po raz 230. pielgrzymi wyruszyli z Jaworzna na Jasną Górę. Eucharystii rozpoczynającej jedną z najstarszych pielgrzymkowych tradycji w Polsce przewodniczył 3 września w kolegiacie św. Wojciecha i św. Katarzyny bp Artur Ważny. – Niech ta wędrówka będzie waszym „jeszcze raz”. Idź, mimo że nic nie ułowiłeś – mówił biskup, zachęcając pątników, by nie bali się „wypłynąć na głębię” własnego życia. Publikujemy pełny tekst homili.
Homilia na rozpoczęcie 230. Pieszej Pielgrzymki z Jaworzna na Jasną Górę – 03.09.26
Siostry i Bracia, Drodzy Pielgrzymi!
Zanim zrobimy pierwszy krok, chcemy uświadomić sobie jedną, wstrząsającą rzecz. Jesteśmy 230. Pieszą Pielgrzymką z Jaworzna na Jasną Górę. Cofnijmy się w czasie. Jest koniec XVIII wieku, po trzecim rozbiorze. Polska ostatecznie znika z mapy Europy. Ziemia usuwa się ludziom spod nóg, upadają polityczne gwarancje, kruszy się cały znany świat. I co robią wtedy wasi przodkowie w Jaworznie? W tym mroku, w tym absolutnym braku perspektyw, formują pierwszą grupę i idą na Jasną Górę. Idą do Tej, która pozostała Królową, gdy zabrakło króla. Nie mieli superlekkich namiotów ani nawigacji GPS. Mieli tylko – i aż – niezłomną wiarę, że gdy sypie się to, co ludzkie, trzeba uchwycić się tego, co boskie.
Dzisiaj, ponad dwa wieki później, wchodzicie w ich ślady. Zmieniły się drogi, wokół nas pędzi nowoczesny świat, ale wasze serca pragną dokładnie tego samego: sensu, miłości i czułego spojrzenia Boga.
Aby ten czas drogi nie był tylko fizycznym wysiłkiem, ale prawdziwą przemianą, Pan Bóg daje nam dzisiaj swoje Słowa na drogę. Posłuchajmy ich z uwagą.
„Niechaj nikt sam siebie nie oszukuje. Jeśli komuś z was wydaje się, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiąść mądrość.” (1 Kor 3, 18)
Święty Paweł uderza w nasze poukładane, racjonalne schematy. W oczach świata mądrością jest kalkulacja, zysk, wygoda i chęć zabezpieczenia się ze wszystkich stron. „Głupstwem” zaś jest logika krzyża. Z punktu widzenia dzisiejszego świata, to, co za chwilę zrobicie, jest kompletnym głupstwem. Będziecie szli w upale, a może w deszczu, nabawiając się odcisków, śpiąc w spartańskich warunkach, chociaż dystans z Jaworzna do Częstochowy można pokonać samochodem w nieco ponad godzinę.
Ale Ojcowie Kościoła przypominają nam, że światowa mądrość jest krótkowzroczna – kończy się na progu grobu. A Boże „głupstwo” otwiera na wieczność. Wasza piesza droga jest obrazem zstąpienia z piedestału własnego ego, to wezwanie do detoksu od naszej kontroli. Na pielgrzymce nie zaplanujesz wszystkiego. Musisz stać się bezradnym jak dziecko, by przyjąć pomoc drugiego człowieka, gdy zabraknie sił. Maryja, Stolica Mądrości, w oczach ówczesnego świata zachowała się skrajnie „głupio”, ryzykując ukamienowanie, gdy powiedziała „Fiat” w Nazarecie. Bądźcie jak Ona. Pozwólcie sobie na to Boże szaleństwo. Ta „głupota” pielgrzymowania przewietrzy wasze głowy z lęków, kalkulacji i natłoku informacji, dając wam mądrość, której nie wygooglujecie na żadnym smartfonie.
„Wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus – Boga.” (1 Kor 3, 22-23)
To jest jeden z najbardziej wyzwalających tekstów w całym Nowym Testamencie. Paweł ogłasza absolutny manifest wolności! Teologicznie oznacza to, że w Chrystusie stajemy się dziedzicami całego stworzenia. Kiedy jesteś zjednoczony z Chrystusem, nie jesteś niewolnikiem niczego i nikogo. Pielgrzymka w sposób genialny tłumaczy to zdanie. Zostawiacie w domach wasze pełne lodówki, puszyste dywany, konta w banku, statusy w pracy. Zostajecie z jednym plecakiem i parą butów. Z punktu widzenia materii – macie niewiele. Ale wędrując, doświadczycie, że wschód słońca nad polami jest wasz, uśmiech mijanego człowieka jest wasz, powiew wiatru jest wasz. Macie wszystko, bo nie jesteście do tego przywiązani.
Jest to też potężne wezwanie do rewizji naszych zniewoleń. Siostro, bracie – czyje są twoje myśli? Czyj jest twój czas? Jeśli należysz do Chrystusa, nie musisz bać się opinii szefa, nie musisz żyć w terrorze lajków w mediach społecznościowych, nie musisz drżeć o przyszłość.
Maryja pod krzyżem została odarta ze wszystkiego – straciła Jedynego Syna, dom, reputację. A jednak, będąc całkowicie własnością Boga, stała się Królową Wszechświata. Idziecie na Jasną Górę do Kobiety, która miała tylko Boga, a przez to zyskała wszystko. Poczujcie na tym szlaku wolność Dzieci Bożych!
„Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!” (Łk 5, 4)
Jezus wchodzi do łodzi Piotra. Ta łódź to Kościół, ale to także serce każdego z was. Chrystus nie zatrzymuje się na brzegu waszego życia. On nie chce stać na płyciźnie uprzejmych uśmiechów i powierzchownej religijności. Mówi: Duc in altum – wypłyń na głębię!
Głębia, jezioro, morze, były dla Żydów miejscem niebezpiecznym, siedliskiem chaosu i sił ciemności. Jezus jednak każe tam płynąć, pokazując, że On ma władzę nad każdym twoim chaosem i ciemnością. Pielgrzymka, moi drodzy, to jest właśnie wypłynięcie na głębię – tę asfaltową i tę duchową. Kiedy drugiego czy trzeciego dnia przyjdzie kryzys, gdy będą bolały stawy, kiedy przypomnisz sobie o problemach w małżeństwie, o długach, o zagubionym dziecku, o swojej chorobie… to będzie twoja głębia.
To wezwanie, by nie uciekać od trudnych pytań. Jezus mówi dziś do ciebie: zaryzykuj, zmierz się z tym, co boli, co grzeszne, zarzuć sieci w miejsca najciemniejsze, tam, gdzie boisz się zaglądać.
Maryja w Kanie Galilejskiej dostrzegła brak wina – zauważyła głębię ludzkiego problemu i natychmiast zaprosiła tam Jezusa. Ona was tego nauczy na szlaku: jak nie utonąć w problemach, ale jak zarzucić w nich sieci modlitwy i ufności.
„Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci” (Łk 5, 5)
To jest punkt kulminacyjny. Piotr, doświadczony rybak, jest wyczerpany i sfrustrowany. Biblijna „noc” u Ojców Kościoła, to czas działania człowieka w oparciu wyłącznie o własne siły, bez światła, bez Chrystusa. Ileż razy w naszym życiu przeżywamy taki właśnie wypalający ranek! To obraz naszych największych życiowych porażek. Może stoisz tu dziś i mówisz: „Boże, całe lata ratowałam to małżeństwo – i nic z tego. Całą noc pracowałem nad tym, by rzucić nałóg – i nic z tego. Tyle tłumaczyłam mojemu nastoletniemu dziecku – i odeszło od Kościoła. Całą noc pracowaliśmy i nic!”.
To doświadczenie absolutnej bezradności, frustracji i pustych sieci jest najlepszym gruntem dla łaski. Popatrzcie na Piotra. On nie rzuca sieci z entuzjazmem. On jest zmęczony. Ale mówi jedno zdanie, które zmienia historię: „Lecz na Twoje słowo…”. Jezus nie pyta cię dzisiaj o twoje sukcesy. Jezus prosi cię, byś pomimo życiowych zranień i blizn spróbował jeszcze raz.
Tym razem jednak nie opierając się na swoim doświadczeniu czy sprycie, ale wyłącznie na Jego Słowie. Kiedy brakuje ludzkiej nadziei, pojawia się cnota nadziei. Maryja, Służebnica Pańska, powiedziała dokładnie to samo archaniołowi: „Niech mi się stanie według słowa twego”.
Niech ta wędrówka będzie waszym „jeszcze raz”. Idź, mimo że nic nie ułowiłeś. Rzuć w Jego stronę swój wysiłek, każdy krok i każdy ból.
Kochani Pielgrzymi! Wasza wędrówka jest przepięknym proroctwem dla tego zagubionego świata. Macie do przejścia kilkadziesiąt kilometrów, ale pamiętajcie o jednej, niesamowitej tajemnicy duchowej: Wy nie tylko idziecie na Jasną Górę. Jasna Góra, przez łaskę Boga i czułość Maryi, już idzie wam na spotkanie. Ona już na was czeka, nie tylko w kaplicy Cudownego Obrazu, ale w kurzu drogi, w kubku ciepłej herbaty podanej przez kogoś na postoju, w rozmowie z bratem i siostrą obok, i w ciszy waszego własnego zmęczonego serca.
Nie bójcie się głębi. Nie bójcie się być „głupimi” dla tego świata, bo w ten sposób wygrywacie wieczność. Wszystko jest wasze, wy jesteście Chrystusa, a ta droga… ta droga jest waszą wędrówką ku zbawieniu, która już się dzieje na gorącym asfalcie.



