„Nie wyście Mnie wybrali”. W sosnowieckiej katedrze świętowali księża wyświęceni w 2016 roku

Dziesięć lat temu leżeli krzyżem na posadzce sosnowieckiej katedry. Dziś wrócili tam jako księża z historiami zapisanymi w ludzkich dramatach, pogrzebach, chrztach, szpitalnych korytarzach i tysiącach rozmów, których nikt poza Bogiem nie pamięta. W bazylice katedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Sosnowcu jubileusz 10-lecia święceń kapłańskich przeżywali: ks. Paweł Cicirko, ks. Przemysław Lech, ks. Tomasz Sroczyński, ks. Paweł Stec i ks. Tomasz Zaleśny. Eucharystii przewodniczył bp Artur Ważny. Razem z jubilatami modlili się ich rodzice, rodzeństwo, bliscy oraz kapłani, którzy towarzyszyli im od czasu seminarium.

Bp Artur Ważny w homilii sięgnął do początku Ewangelii św. Jana. Dwóch uczniów pyta Jezusa: „Rabbi, gdzie mieszkasz?”, a Ewangelista notuje drobiazg, który łatwo przeoczyć: „Było to około godziny dziesiątej”. I nagle ta godzina przestaje być czasem. Staje się adresem. Biskup mówił o kapłaństwie nie jak o funkcji, ale jak o zamieszkaniu – o człowieku, który nie wpada do Boga na chwilę, ale próbuje zostać u Niego na stałe. – „Trwajcie w miłości mojej” to decyzja, żeby zostać – podkreślał. Wracał też do codzienności: pierwszego kwadransa dnia oddanego Bogu, ciszy przed telefonem i obowiązkami, żeby znów poczuć, że „On w nas mieszka”. A potem przyszły trudniejsze słowa – o „radości przebitego serca”, o której pisał św. Grzegorz Wielki. – Często uciekamy z miejsc, które bolą. Tymczasem właśnie tam człowiek czasem odkrywa, że jest na swoim miejscu – mówił bp Ważny. I może dlatego po dziesięciu latach kapłaństwa najmocniej brzmią już nie wielkie deklaracje, ale spokojne zdanie Chrystusa: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem”.

Razem z jubilatami modlili się ich rodzice, rodzeństwo i najbliżsi. To właśnie wśród rodzin najmocniej było widać, że powołanie jednego człowieka nigdy nie jest historią przeżywaną w samotności. Agnieszka Jasińska, siostra ks. Pawła Steca, obaliła jedno z najczęściej powtarzanych zdań o powołaniu – że rodzina „traci” syna albo brata, gdy ten zostaje księdzem. – Nie straciłam brata. Zyskaliśmy kapłana w rodzinie – mówiła. Do dziś pamięta chwilę, gdy ks. Paweł powiedział jej, że idzie do seminarium. Jechali razem samochodem. Skończyła się piosenka, zapadła cisza i właśnie wtedy usłyszała, że ta decyzja jest już ostateczna. – Byłam zaskoczona, ale gdzieś w środku czułam, że to będzie jego droga – wspominała.

– Te dziesięć lat minęło bardzo szybko. Kapłaństwo uczy, że najważniejsza nie jest pewność siebie, ale zaufanie Temu, który powołał – powiedział ks. Przemysław Lech, świętujący 10-lecie święceń. I może właśnie to było najpiękniejszym życzeniem ukrytym w tej Eucharystii – aby po kolejnych latach posługi wciąż umieć wracać do Tego samego głosu, który kiedyś powiedział: „Pójdź za Mną”.

Dziesięciolatkom w kapłaństwie życzymy, żeby nigdy nie zgubili zachwytu nad Tym, który ich powołał. I żeby wtedy, gdy świat będzie mówił „uciekaj”, oni wciąż mieli odwagę zostać – przy Chrystusie i przy człowieku.