To nie było tylko kurtuazyjne spotkanie dwóch biskupów. Gdy bp Artur Ważny rozmawiał dziś z bp. Witalijem Krywickim z Kijowa, za tymi słowami stała wojna, której nie da się zostawić za drzwiami kurii. Były opowieści o matkach poległych żołnierzy, o dzieciach żyjących w cieniu alarmów bombowych i o Kościele, który zamiast wielkich deklaracji wozi generatory, szuka diesla i pomaga ludziom przetrwać kolejny dzień.
W liście skierowanym do bp. Artura Ważnego bp Witalij Krywicki z diecezji kijowsko-żytomierskiej podziękował wiernym Diecezji Sosnowieckiej za modlitwę, duchową bliskość i konkretną pomoc materialną dla Ukrainy, podkreślając, że wsparcie płynące z Polski jest dla ludzi żyjących pośród wojny „umocnieniem i przypomnieniem, że w cierpieniu nie są sami”. Podczas spotkania biskupi rozmawiali także o dramacie ludzi, którzy coraz częściej potrzebują już nie tylko pomocy humanitarnej, ale odbudowy poczucia bezpieczeństwa, psychiki i nadziei.
Biskup Witalij Krywicki, ordynariusz diecezji kijowsko-żytomierskiej, mówił także o ranach, których nie widać. O ludziach wewnętrznie przesiedlonych, którzy próbują zaczynać życie od nowa. O rekolekcjach i dniach duchowej odnowy dla rodzin dotkniętych wojną. O kapelanach, którzy stają się często pierwszym wsparciem psychologicznym.
– Nie każdy człowiek potrzebuje od razu psychoterapeuty – podkreślał. – Czasem trzeba pomóc mu wrócić do „tu i teraz”.
Kiedy padło pytanie o strach, bp Witalij Krywicki nie uciekł w wielkie słowa.
– Powiedzieć, że się nie boimy, byłoby kłamstwem – odpowiedział spokojnie.
To zdanie zabrzmiało mocniej niż niejeden wojenny manifest. Bo wypowiadał je człowiek wracający z terenów ostrzeliwanych. Człowiek, który zna zasadę „dwóch ścian”, wie, kiedy trzeba zejść do schronu i wie też, że odwaga nie polega na braku lęku. Prawdziwa odwaga zaczyna się wtedy, gdy mimo lęku człowiek dalej jedzie do ludzi. Odprawia Mszę. Rozmawia. Słucha. Jest obok.

Wszyscy możemy pomóc, sprawić, że ktoś po drugiej stronie tej wojny nie zostanie sam ze swoim lękiem, głodem, traumą i bezradnością. Diecezja kijowsko-żytomierska prowadzi własną fundację, przez którą trafia pomoc humanitarna do rodzin żyjących pod ostrzałami, do dzieci, osób starszych i ludzi próbujących posklejać życie po kolejnych stratach. Fundacja wspiera także organizację terapii, rekolekcji i miejsc, w których człowiek może choć na chwilę odzyskać oddech po miesiącach życia w cieniu wojny. Dziś na Ukrainie odbudowuje się nie tylko domy i kościoły. Coraz częściej trzeba odbudowywać człowieka. Dziecko, które zasypia przy dźwięku eksplozji. Matkę, która od dawna nie pamięta spokojnej nocy. Ojca wracającego z frontu z wojną, która nie kończy się wraz z przekroczeniem progu domu. Darowizny można przekazywać bezpośrednio przez stronę Fundacji Diecezji Kijowsko-Żytomierskiej. I może właśnie taka pomoc jest dziś najbardziej potrzebna – cicha, konkretna i bliska człowiekowi.

fot: Agnieszka Sidełko
tekst: Dominika Bem



