Świętego Jana Pawła II nie da się zredukować nawet do najpiękniejszych pomników

14 czerwca 1999 roku Jan Paweł II stanął w Sosnowcu na ziemi młodej diecezji. Przyjechał do Zagłębia z przesłaniem, które nie zestarzało się ani o jeden dzień. Mówił o pracy, o sumieniu, o godności człowieka, o Kościele, który nie może przechodzić obojętnie obok ludzkich spraw. Mówił też o Maryi, koronując wizerunek Matki Bożej Nieustającej Pomocy z Osiedla Stałego w Jaworznie.

 Po 27 latach data ta powraca w szczególny sposób. 14 czerwca 2026 roku diecezja sosnowiecka kończy peregrynację Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Tamten papieski dzień i dzisiejsze maryjne dziękczynienie spotykają się w jednym w pytaniu, co robimy z łaską, którą Bóg daje Kościołowi?

 O Janie Pawle II, którego nie da się zredukować do najpiękniejszych nawet pomników, opowiada ks. dr hab. Paweł Pielka – kapłan diecezji sosnowieckiej, teolog, autor publikacji naukowych i przez lata wykładowca Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

Najbliżej centrum

Ks. Paweł Pielka pamięta wizytę Jana Pawła II w Sosnowcu z bardzo szczególnej perspektywy. Nie posługiwał w bliskości miejsca papieskiej celebracji. Jako kleryk, był w samochodzie, który pełnił funkcję mobilnej kaplicy. Organizacja Mszy św. z udziałem tak wielkiej liczby uczestników niesie ze sobą odpowiedzialność za Najświętszy Sakrament.

– Kapłani przynosili tam Komunię świętą, która nie została rozdzielona wiernym, a ja, z dwoma kolegami, mieliśmy pomagać i czuwać – wspomina.

I dodaje obraz, który po latach brzmi jak mała przypowieść o wierze:

– Pamiętam, że wychylałem się z tej kaplicy i myślałem: inni są bliżej, bliżej papieża, bliżej wydarzenia, bliżej tego wszystkiego, co widać. Oczywiście później sam siebie przywoływałem do porządku, bo prawda była zupełnie inna. Byłem przy Najświętszym Sakramencie. A przecież w ciągu całego pontyfikatu święty papież nigdy nie zatrzymywał ludzi na sobie. Prowadził dalej – do Boga, do Eucharystii, do prawdy o człowieku.

Papież, który widział człowieka

W Sosnowcu Jan Paweł II mówił do ludzi pracy i o ludziach pracy. Mówił w czasie przemian, niepewności, bezrobocia i gospodarczych napięć. Ale jego słowa nie były ekonomicznym komentarzem do bieżącej sytuacji. Były przypomnieniem, że żadna gospodarka, żaden rynek i żadna reforma nie mogą być ważniejsze od człowieka.

Papież ostrzegał przed światem, w którym praca zostaje oderwana od osoby. W którym liczy się wydajność, produkt, zysk i wynik, a człowiek staje się tylko narzędziem. Dlatego w Sosnowcu padło mocne zdanie: „Świat pracy potrzebuje ludzi prawego sumienia”.

Dziś, gdy coraz częściej pytamy o sztuczną inteligencję, algorytmy, produktywność i technologiczną użyteczność człowieka, tamte słowa brzmią z nową siłą. Zmieniły się narzędzia, ale pytanie pozostało to samo: co z człowiekiem?

– Struktura myślenia jest analogiczna – zauważa ks. Pielka. – Wtedy chodziło o pracę, dziś mówimy o sztucznej inteligencji. W obu przypadkach pytanie brzmi: czy człowiek nadal pozostanie człowiekiem? Czy nie zostanie zredukowany do narzędzia, funkcji, produktywności albo technologicznej użyteczności?

Jan Paweł II pokazywał, że godność człowieka nie jest hasłem oderwanym od wiary, ale wypływa z faktu, że człowiek jest dzieckiem Bożym. 

Odważnie mówił o godności człowieka. To było jedno z jego najważniejszych słów. Ale trzeba je dobrze rozumieć. Dziś bardzo często podkreślamy godność człowieka, a czasem zapominamy, że ponad nami jest jeszcze godność Boga. To z Niego wynika nasze bycie wyjątkowym, nasze bycie kimś. Mogę, niestety, moją godnością usiłować przesłonić Boży majestat – mówi ks. Pielka.

 I dopowiada:

– Człowiek ma ogromną godność, ponieważ jest dzieckiem Bożym. Ale ten sam człowiek jest jednocześnie zraniony grzechem i ma skłonność do grzechu. Jeśli tego nie dopowiemy, obraz człowieka będzie niepełny. Muszę pamiętać, że stawianie mojego „ja” w centrum zawsze mi zagraża.

Kościół nie może nie widzieć

W sosnowieckiej homilii Jan Paweł II przypomniał, że „Człowiek jest pierwszą i podstawową drogą Kościoła”. To nie było zdanie ozdobne. To był program. Kościół nie istnieje obok ludzkiego życia. Nie może być wspólnotą, która nie widzi bezrobotnego, ubogiego, zranionego, zagubionego, zmęczonego, skrzywdzonego, młodego szukającego sensu i starszego, który boi się samotności.

Dlatego papież w Sosnowcu przywołał św. Brata Alberta Chmielowskiego i sługę Bożą Matkę Teresę Kierocińską, Matkę Zagłębia. Nie jako pobożne ornamenty, ale jako tych, którzy realizując Bożą misję udzielili konkretnej odpowiedzi Kościoła na biedę i cierpienie. Pokazywał, że parafia ma być miejscem wrażliwości, a nie tylko strukturą. Wspólnotą, która widzi człowieka w trudnej sytuacji.

Ks. Pielka, pytany o owoce papieskiego nauczania, nie zaczyna od wielkich analiz. Zaczyna od rachunku sumienia.

– Pytając o owoce tak zawrotnego posiewu, trzeba zacząć od siebie i od prostych pytań. Dzisiaj na pewno widać więcej. Jestem przekonany, że pokolenie Jana Pawła II zostało przez niego realnie uformowane: w myśleniu o wierze, społeczeństwie, pojmowaniu relacji Kościoła do państwa, odpowiedzialności itd. Czy możemy sobie wyobrazić Polskę, co więcej Kościół i świat, bez osoby i pontyfikatu naszego papieża?

A jednak trzeba pójść dalej. Rocznica nie może być tylko fotografią z przeszłości. Jeśli Jan Paweł II mówił w Sosnowcu o sumieniu, to po 27 latach trzeba zapytać: co stało się z naszym sumieniem? Jeśli mówił o człowieku jako drodze Kościoła, trzeba zapytać: czy naprawdę idziemy tą drogą?

Nie sam pomnik, ale człowiek z Bożego pokoju

Ks. Pielka nie mówi o Janie Pawle II jak o postaci zamkniętej w brązie. Mówi o jego pięknym człowieczeństwie. O świętym, w którym to człowieczeństwo nie zostało unieważnione, ale stale, Bożą łaską, było przemieniane.

– Była w nim jakaś unikalna synteza. Właściwie to co wnosił pontyfikat papieża Benedykta i później Franciszka już było, co najmniej w zarodku, zawarte w pontyfikacie Jana Pawła. Ale u niego była jeszcze ta niesłychana harmonia, to zestrojenie wielości aspektów. Powiedziałbym symfonia. Wspomnijmy jeszcze ten Boży pokój, to promieniowanie ojcostwa. Nie przestał przy tym być emocjonalny, ale jego emocje były wysublimowane w paschalności jego życia, jeśli tak mogę powiedzieć.

Ks. Pielka przywołuje gest ucałowania ziemi po przylocie do kolejnych krajów.

– Ten gest mówił wiele. Papież całował ziemię, która nosi ludzi, do których przybywał. To był znak: przychodzę do was jako sługa. Jestem sługą Chrystusa posłanym do was, aby wam służyć i mówić Wam o takim Bogu, który mnie i Was zbawił.

To może być jedna z najważniejszych lekcji dla świata, który coraz częściej myli siłę z przemocą, stanowczość z pogardą, a wolność słowa z prawem do upokarzania. Jan Paweł II pokazywał inną drogę: można mówić prawdę bez nienawiści. Można być mocnym bez pogardy. Trzeba widzieć grzech, nie przestając widzieć człowieka.

Widzieć całość

Być może właśnie dlatego Jan Paweł II bywa dziś tak trudny do zrozumienia. Nie mieści się w prostych schematach. Nie da się go sprowadzić do jednego cytatu, jednego gestu, jednej emocji, jednej politycznej lub społecznej interpretacji.

– Zasadniczo jesteśmy „aspektowi”. Bierzemy jeden fragment rzeczywistości, absolutyzujemy go i próbujemy udowodnić, że mamy rację. I czasem rzeczywiście ją mamy, ale tylko częściowo. To cały Kościół niesie całą Prawdę. On nas chroni, jak stwierdza pewien teolog, przed naszą przemądrzałością – mówi ks. Pielka.

Życie Jana Pawła II było poszukiwaniem Prawdy.

– U Jana Pawła II była widoczna fascynacja całością. To jest „instynkt” katolicyzmu: świadomość, że poznajemy tylko część zmierzając ku pełni. On interesował się człowiekiem, młodością, starością, cierpieniem, pracą, kulturą, narodem, polityką. Tak można by wyliczać bardzo długo. Wszystko chciał widzieć w całości i wszystko nieść ku Bogu. To geniusz. To Jan Paweł wielki. Vir catholicus.

Może dlatego jego sosnowieckie przesłanie o pracy nie było tylko o pracy. Było o Bogu, człowieku, rodzinie, sumieniu, społeczeństwie, Maryi i przyszłości Kościoła. Jan Paweł II widział całość tam, gdzie my często bronimy tylko własnego fragmentu.

Maryja na drogach nowego tysiąclecia

Wizyta Jana Pawła II w Sosnowcu miała także wymiar maryjny. Papież koronował obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy z Osiedla Stałego w Jaworznie. W tym geście widział znak wiary robotniczego ludu i zawierzenia teraźniejszości oraz przyszłości Kościoła.

Dziś, gdy diecezja sosnowiecka kończy peregrynację Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, tamten gest powraca z niezwykłą aktualnością.

– Jan Paweł II nie musiał o Maryi wiele mówić, bo to, co robił, mówiło samo. Każdy jego krok był krokiem człowieka, który do Niej należał. To było oczywiste. On był cały Maryi – Totus Tuus . To wyjaśnia jego podziw dla geniuszu kobiety w ogóle – mówi ks. Pielka.

I dodaje:

– Zakończenie peregrynacji rodzi we mnie przeświadczenie, że to, co przeżyliśmy, znalazło Bożą odpowiedź. Bóg posłał nam Matkę, żeby nas podnieść, umocnić, pocieszyć i przygotować do dalszej drogi. Żebyśmy uwierzyli, że wciąż mamy misję do spełnienia, a pomocy Bożej nam nie zabraknie.

To bardzo ważne zdanie dla diecezji, która nie chce tylko wspominać nawiedzenia obrazu, ale pyta, co z niego zostanie. Peregrynacja nie kończy się w dniu pożegnania obrazu. Ona powinna rozpocząć nowy etap. Maryja nie przyszła po to, żeby wzruszyć nas na chwilę. Przyszła, żeby poprowadzić nas do Chrystusa.

– Kiedy patrzymy na czas peregrynacji, widać w nim, że Bóg się nad nami pochylił. Uniżył się, aby przez Maryję udzielić nam swojej łaski. Uzyskujemy kolejne potwierdzenie. Niczego nie musimy tutaj mierzyć. Można i to zauważyć, że Maryja lubi pielgrzymować, trzeba i nam zatem czynić podobnie– mówi ks. Pielka.

Data, która zobowiązuje

14 czerwca to dla diecezji sosnowieckiej nie tylko rocznica. Tego dnia wraca wspomnienie Jana Pawła II w Sosnowcu. Wraca też pytanie, które zostawia nam kończąca się peregrynacja Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej: co zrobimy z łaską, która przyszła do naszych parafii, domów i serc?

Papież rozpoczął wtedy od słów psalmu: „Boga naszego chwalcie, wszystkie ziemie, daj Mu cześć winną, całe ludzkie plemię”. To nie było tylko uroczyste wezwanie na początek spotkania. To był kierunek życia.

Ks. Paweł Pielka odczytuje te słowa bardzo prosto: całe nasze życie ma stawać sięuwielbieniem Boga. Nie „jak się komu podoba”, ale angażując się wielkodusznie w realizację zleconej każdemu przez Boga misji. Umocnieniem dla mnie pozostaje wydarzenie, którego był świadkiem podczas jednego ze Światowych Dni Młodzieży. Otóż wychodzący z papamobile papież, na widok wielkiego tłumu młodych, spojrzał na kilka najbliższych flag, przypadkowo, białoczerwonych. „Są moi”, stwierdził. A zatem jesteśmy jego. Kocha wszystkich, ale jego jesteśmy my.

Dlatego 14 czerwca niczego nie zamyka. Przeciwnie, domaga się odpowiedzi.

Trzeba wrócić do centrum. Do Chrystusa. Do sumienia. Do człowieka.

Bo są daty, które się wspomina.
I są daty, które zaczynają nawrócenie.

 

Dominika Bem