Na początku był Joachim… Miał zniknąć. Dlaczego stary kościół św. Joachima ocalał?

Większość osób wchodzących do kościoła św. Joachima w Sosnowcu zauważa, że świątynia ma dość nietypowy układ. Najpierw przechodzi się przez starszą, skromniejszą część, a dopiero później otwiera się ogromna przestrzeń neogotyckiej bazyliki. Dziś wydaje się to czymś oczywistym. Tymczasem niewiele brakowało, aby tej starszej części w ogóle nie było.

Kościół św. Joachima składa się z dwóch budowli połączonych w jedną całość. Pierwsza z nich powstała w połowie XIX wieku i przez kilkadziesiąt lat służyła jako świątynia parafialna. Pod koniec XIX stulecia parafia rozwijała się jednak bardzo szybko. Mieszkańców Zagórza przybywało z każdym rokiem, a niewielki kościół przestał wystarczać.

Można by pomyśleć, że najprostszym rozwiązaniem byłaby budowa nowej świątyni. W rzeczywistości nie było to takie łatwe. Trzeba pamiętać, że były to czasy zaborów, a uzyskanie zgody na wzniesienie nowego kościoła wiązało się z długimi i skomplikowanymi procedurami administracyjnymi.

Dlatego zdecydowano się na rozwiązanie znacznie sprytniejsze. Formalnie nie planowano budowy nowego kościoła, lecz rozbudowę już istniejącego. Usunięto prezbiterium starej świątyni, a w jego miejscu rozpoczęto wznoszenie ogromnej, trójnawowej bazyliki. Dzięki temu urzędnicy zatwierdzali projekt jako rozbudowę istniejącego obiektu, a nie powstanie całkowicie nowej świątyni. Był to sposób, który pozwalał ominąć wiele administracyjnych trudności. 

Plan zakładał jednak coś jeszcze. Stary kościół miał istnieć tylko przez pewien czas. Po zakończeniu rozbudowy przewidziano jego rozbiórkę. Nie chciano robić tego od razu, aby zachować ciągłość całego przedsięwzięcia i nie podważyć wcześniejszych decyzji administracyjnych. Dopiero po kilku latach starsza część miała zniknąć z krajobrazu parafii.

Do dziś zachował się niezwykły ślad tego projektu. Nie zobaczymy go z poziomu kościoła ani z placu przed świątynią. Trzeba wejść na strych starego kościoła. Tam, od strony obecnego połączenia z bazyliką, znajduje się dawny fronton świątyni. Można dostrzec przygotowaną rozetę oraz wykonane elementy dekoracyjne, które miały stać się nową fasadą starego kościoła po jego odłączeniu od rozbudowanej części. To architektoniczny „plan B”, który nigdy nie został zrealizowany.

Dlaczego zrezygnowano z rozbiórki? Dziś trudno odpowiedzieć na to pytanie z całkowitą pewnością. Być może zabrakło środków, być może zmieniły się potrzeby parafii, a może po prostu uznano, że warto zachować najstarszą część świątyni. Jedno jest pewne – dzięki tej decyzji możemy dzisiaj przechodzić przez miejsce, w którym przed ponad stu pięćdziesięciu laty modlili się pierwsi parafianie.

To właśnie dlatego kościół św. Joachima jest tak wyjątkowy. Nie jest jedną budowlą, lecz świadectwem dwóch epok. Stary kościół nie został wyburzony, lecz stał się przedsionkiem nowej bazyliki. Historia nie wymazała jego murów, ale włączyła je w kolejne pokolenie świątyni.

Czasami najcenniejsze zabytki istnieją tylko dlatego, że ktoś ostatecznie nie zrealizował swoich planów. W przypadku kościoła św. Joachima właśnie niezrealizowana rozbiórka sprawiła, że do dziś możemy zobaczyć miejsce, od którego wszystko się zaczęło.

ks. Marcin Słodczyk