„Bóg całuje nasze rany”. Chorzy pielgrzymowali do Matki Bożej Pocieszenia

Są miejsca, w których zegarek chodzi inaczej. Szpitalna sala. Pokój chorego. Korytarz przed gabinetem lekarskim. 9 września ci, którzy dobrze znają taki czas, spotkali się w Czeladzi u Matki Bożej Pocieszenia. Centralnym punktem Diecezjalnej Pielgrzymki Chorych była Eucharystia pod przewodnictwem bp. Artura Ważnego. – Bóg cię dzisiaj całuje w twoje rany – mówił biskup.

Publikujemy całą homilię bp. Artura Ważnego wygłoszoną podczas Diecezjalnej Pielgrzymki Chorych do Matki Bożej Pocieszenia w Czeladzi.

O Bogu, który całuje nasze rany. Inny rytm zegarów

Umiłowani w Chrystusie! Drodzy Chorzy, niestrudzeni Opiekunowie i wy, Bracia Kapłani, niosący na co dzień posługę w szpitalach i domach opieki!

Zegarki w szpitalnych salach i w domowych pokojach chorych tykają inaczej. Tam, gdzie pojawia się cierpienie, czas traci swój zwykły, bezlitosny pęd, a zaczyna odmierzać bicie serca, rytm kroplówki, odstępy między podaniem leków, a czasem – długie, bezsenne godziny nocy. Przestajemy biec. Świat za oknem pędzi, warczy silnikami samochodów, goni za sukcesem, ale wy, dotknięci tajemnicą choroby, i wy, którzy przy chorych czuwacie, uczycie się innej perspektywy. Znajdujecie się w samym centrum najważniejszej bitwy – bitwy o miłość, zaufanie i sens.

Gromadzimy się dziś wokół ołtarza, by udzielić sakramentu namaszczenia chorych. To nie jest, jak dawniej błędnie sądzono, sakrament pożegnania, „ostatnie namaszczenie” pieczętujące koniec. Nie! To jest sakrament czułego dotyku Boga. To chwila, w której Jezus Chrystus siada na brzegu twojego łóżka, bierze twoją kruchą dłoń i mówi: „Jestem z tobą”. Słowo Boże z dzisiejszej liturgii rzuca na to nasze spotkanie niezwykłe światło.

Czas łaski ukryty w cierpieniu

„Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali, ci zaś, co się radują, tak jakby się nie radowali; ci, co nabywają, jak gdyby nie posiadali; ci, co używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali.” (1 Kor 7, 29-31a)

Kiedy słyszymy „czas jest krótki”, odczuwamy naturalny lęk. Zwłaszcza w chorobie te słowa mogą przerażać. Ale spójrzmy na nie inaczej. Święty Paweł nie używa tu greckiego słowa chronos, oznaczającego pędzący czas zegarowy, który nas niszczy. On używa słowa kairos – określającego czas zbawienia, moment łaski, wyjątkową okazję.

Choroba drastycznie skraca nasz chronos, ale może – oczywiście nie musi -poszerzyć nasz kairos. Właśnie teraz, w tej słabości, ból może stać się przestrzenią, w której Bóg działa najmocniej. Wszyscy kapelani i duszpasterze chorych wiedzą to doskonale – jeden dzień w szpitalnym łóżku potrafi przynieść więcej duchowego dojrzewania niż dziesięć lat spokojnego życia w zdrowiu. Choroba może być wezwaniem, by przestać gromadzić rzeczy, a zacząć gromadzić miłość. Czas jest krótki – to znaczy: każda minuta twojego cierpienia ofiarowana Bogu, każda minuta czuwania przy łóżku chorego ma wagę wieczności.

Opadające maski codzienności

„Przemija bowiem postać tego świata.” (1 Kor 7, 31b)

W oryginalnym tekście greckim Paweł używa słowa, które oznacza zewnętrzną formę, maskę aktora na scenie teatralnej, dekorację. Zastanówmy się, co z nami robi choroba? Choroba jest bezlitosnym reżyserem, który każe zdjąć maski.

Kiedy człowiek jest zdrowy, zakłada dziesiątki masek: jestem dyrektorem, jestem fachowcem, jestem niezależny, zawsze daję sobie radę. I nagle przychodzi diagnoza, przychodzi ból, przychodzi paraliż lub starość. Przemija postać. Znikają tytuły i stanowiska. Zostaje nagi człowiek, zdany na pomoc drugiego.

Drodzy Opiekunowie – pielęgniarki, lekarze, żony, mężowie, dzieci pielęgnujące swoich rodziców! Wy jesteście świadkami tej głębokiej, moralnej prawdy. Wy widzicie człowieka bez maski. Widzicie jego lęk i jego kruchość. I w tym odarciu ze złudzeń tego świata objawia się najprawdziwsza natura miłości. Kochać kogoś nie za to, co potrafi załatwić lub przynieść w darze, ale kochać go w jego nagiej bezradności. To w tej bezradności, w tym przemijaniu światowych iluzji, budzi się Chrystus. Choroba obnaża nas z pychy, by ubrać nas w pokorę.

Sakrament łez, który obmywa serce

„Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie” (Łk 6, 21b)

Jak bardzo te słowa rezonują z przestrzenią cierpienia! Ile łez wylano w zaciszu domowych sypialni, kiedy opadły siły po ciężkim dniu opieki nad chorym bliskim? Ile łez bólu spłynęło po policzkach samych chorych – łez niezrozumienia, osamotnienia, fizycznego cierpienia?

Ojcowie Kościoła głęboko pochylali się nad teologią łez. Ojcowie Pustyni nazywali łzy „drugim chrztem”, a święci mistycy dostrzegali w nich narzędzie oczyszczenia, które wypłukuje z duszy to, co twarde i zrogowaciałe. Święta Katarzyna ze Sieny, w swojej niezwykłej historycznej korespondencji, nieraz pisała o zjednoczeniu łez ludzkich z Krwią Chrystusa. Posługując chorym na dżumę w czasach, gdy wszyscy inni uciekali w panice, rozumiała, że łzy współczucia i łzy cierpienia nie wpadają w pustkę. Wpadają prosto w dłonie Boga.

Twoje łzy, drogi Bracie i Siostro, nie są dowodem twojej słabości. Są perłami twojej miłości. Jezus nie mówi: „zaciśnij zęby, chłopaki nie płaczą”. Jezus mówi: Błogosławieni płaczący! Wasze łzy nawadniają jałową ziemię tego świata, czyniąc wasze serca niezwykle urodzajnymi na łaskę, która kiedyś – jak obiecuje Słowo – przemieni się w niewyobrażalny śmiech radości w Królestwie Niebieskim.

Ubóstwo, które staje się kapitałem nieba

„Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże” (Łk 6, 20)

Przywykliśmy myśleć o ubóstwie w kategoriach finansowych. Ale wy, drodzy Chorzy, i wy, Duszpasterze posługujący na oddziałach, znacie ubóstwo o wiele dotkliwsze. To ubóstwo zdrowia. Ubóstwo kontroli nad własnym ciałem. Ubóstwo planów, które trzeba było odwołać z powodu nawrotu choroby. Czasem to ubóstwo słów, gdy udar zabiera mowę.

Teologicznie rzecz biorąc, to jest kenoza – absolutne ogołocenie, którego doświadczył sam Chrystus na krzyżu. Przybity do drzewa, nie mógł zrobić ani kroku, nie mógł pomóc swojej Matce, był zdanym na innych, najuboższym z ubogich. Kiedy trwacie w swoim ubóstwie zdrowia, upodabniacie się do samego Zbawiciela. Nie jesteście dla Kościoła ciężarem! Jesteście jego największym duchowym skarbem, sercem pompującym krew modlitwy do całego mistycznego Ciała. Bóg obiecuje wam dzisiaj: w miejsce tego, czego was pozbawiono na ziemi, daję wam do dyspozycji całe Królestwo Boże. Jesteście bogaczami łaski.

Olejek radości i piękno zranionej miłości

Przystąpimy za chwilę do sakramentu namaszczenia. Słowa dzisiejszego Psalmu Responsoryjnego cudownie tłumaczą ten moment, przenosząc nas w zachwycającą poetykę miłości oblubieńczej:

„Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha, zapomnij o swym ludzie, o domu swego ojca! Król pragnie twojej piękności, on jest twym panem, oddaj mu pokłon!” (Ps 45, 11-12)

Może leżysz tu dziś, albo siedzisz na wózku, i myślisz: „Gdzie jest moja piękność? Moje ciało jest wyniszczone, zmarszczone, naznaczone bliznami operacji, zniekształcone bólem”. A jednak Oblubieniec-Chrystus staje dziś przed Tobą i mówi przez usta Psalmisty: Król pragnie twojej piękności!

Bóg nie patrzy na zewnętrzną powłokę – na te przemijające maski. On widzi duszę. Widzi piękno Twojego trwania, piękno zgody na Jego wolę, piękno cierpliwości. Widzi u opiekunów piękno niewyspanych oczu i stwardniałych od pracy rąk. Jesteś dla Niego przepiękną Oblubienicą.

Olej święty, którym za chwilę kapłani namaszczą wasze czoła i dłonie, jest w Biblii symbolem radości, siły i Ducha Świętego. To namaszczenie jest jak duchowy kosmetyk, który zmywa lęk, leczy duchowe rany i wydobywa przed Bogiem całe wasze wewnętrzne piękno. To namaszczenie wojownika do dalszej walki duchowej i oblubienicy na spotkanie z Umiłowanym.

Zaufaj Jego dłoniom

Drodzy Siostry i Bracia! Zegarki tego świata nieubłaganie tykają, a my nie wiemy, ile czasu przed nami. Ale wiemy, do kogo ten czas należy.

Nie bójcie się tego oleju. Nie bójcie się bliskości Pana. Ty, który chorujesz – Bóg Cię dzisiaj całuje w Twoje rany. Ty, który czuwasz przy chorym – Bóg dzisiaj całuje Twoje zmęczone dłonie. Ty, kapłanie, który rozgrzeszasz i namaszczasz – Bóg przez Ciebie wlewa życie w udręczone ciała i dusze.

Gdy za chwilę kapłan w milczeniu i namaszczeniu zbliży się do Ciebie, zamknij na chwilę oczy. Oddaj Mu wszystko to, co boli. Zrób w swoim sercu miejsce, zapomnij na chwilę o troskach tego świata i nakłoń ucha.

Bo Król – Twój Lekarz i Twój Zbawiciel – przyszedł tu tylko dla Ciebie.