Czterdzieści lat w drodze. Ks. Grzegorz Woszczek: „Pielgrzymka pokazuje Kościół, który żyje”

Zanim pierwszy pielgrzym zaciśnie sznurówki, ktoś od miesięcy rozmawia z samorządami, zgłasza trasę, ustala zabezpieczenie z policją, szuka pól namiotowych i przygotowuje ponad trzy tysiące pakietów. Kiedy jednak 13 sierpnia pątnicy uklękną przed obrazem Matki Bożej, cała logistyka na chwilę zamilknie. Pozostanie jedno słowo: „dziękuję”. O czterdziestu latach pielgrzymowania z Olkusza, Kościele łączącym pokolenia, młodych szukających żywej wspólnoty oraz spowiedzi, podczas której człowiek może zobaczyć siebie w prawdzie, rozmawiamy z ks. Grzegorzem Woszczkiem, wicedyrektorem Sosnowieckiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę.

rozmawia Dominika Bem

Dziś z Olkusza wyrusza pierwsza z tegorocznych pieszych pielgrzymek diecezji sosnowieckiej. Który raz Ksiądz podejmuje tę drogę?

W organizację pielgrzymki jestem zaangażowany od 2016 roku, odkąd zostałem diakonem. Wcześniej również pielgrzymowałem jako kleryk, zarówno z pielgrzymką olkuską, jak i zagłębiowską. Jako diecezja sosnowiecka wyruszamy z Olkusza po raz trzydziesty piąty. W tym roku przeżywamy jednak także bardzo ważny jubileusz samej pielgrzymki olkuskiej. Dokładnie czterdzieści lat temu po raz pierwszy z Olkusza wyruszyły grupy pielgrzymów. Diecezji sosnowieckiej jeszcze wtedy nie było, a Olkusz należał do diecezji kieleckiej. Inicjatorami pielgrzymowania byli śp. ks. Henryk Januchta oraz ks. Marek Szeląg, obecny proboszcz parafii w Chechle. Pierwsze grupy miały przed sobą znacznie dłuższą drogę niż my dzisiaj. Pielgrzymi szli aż jedenaście dni, ponieważ najpierw docierali do Kielc, tam dołączali do pielgrzymki kieleckiej i dopiero razem z nią ruszali w kierunku Częstochowy. Chcemy przypomnieć o tych dwóch kapłanach. To dzięki ich odwadze i determinacji od czterdziestu lat z Olkusza prowadzi na Jasną Górę żywa droga wiary.

Po tylu latach trudno wybrać jedno wspomnienie. A jednak – który obraz powraca najczęściej?

Każdorazowe wejście na Jasną Górę. Moment, w którym po przeprowadzeniu całej pielgrzymki możemy uklęknąć przed obrazem Matki Bożej i powiedzieć: „Dziękuję”. Dziękuję za to, że doszliśmy. Za to, że pielgrzymka się udała. Przez kilka dni człowiek odpowiada za ogromne przedsięwzięcie, za ludzi, trasę i dziesiątki spraw, których większość pielgrzymów nawet nie zauważa. A później klęka przed Matką Bożą. I już niczego nie musi organizować. Może tylko podziękować.

A najtrudniejszy moment? Upał, zmęczenie, deszcz?

Na trasie pojawia się wiele małych sytuacji wymagających natychmiastowej reakcji. Czasami dotyczą pola namiotowego, transportu albo całej logistyki. Na szczęście mamy kwatermistrza, który wcześniej dociera na miejsce, rozlokowuje grupy i dba o porządek. My jesteśmy wtedy jeszcze na trasie i nie możemy znaleźć się równocześnie w dwóch miejscach. Myślę jednak, że najtrudniejsza nie jest sama pielgrzymka. Najwięcej pracy wykonuje się przed jej rozpoczęciem. Organizację zaczynamy właściwie na początku roku. Rozmawiamy z samorządami, podpisujemy umowy dotyczące pól namiotowych, zgłaszamy trasę do urzędu wojewódzkiego, uzgadniamy szczegóły z policją oraz zabezpieczenie skrzyżowań i wyjścia grup z Olkusza czy Będzina. Trzeba przygotować książeczki z trasą i modlitwami, smycze oraz całe zaplecze dla uczestników. Robimy to w liczbie przekraczającej trzy tysiące egzemplarzy, ponieważ przygotowujemy zarówno pielgrzymkę olkuską, jak i zagłębiowską. To ogrom pracy, o którym rzadko się mówi, ale bez niego pielgrzymka nie mogłaby wyruszyć.

Rodziny wielopokoleniowe spotykają się dziś rzadziej niż kilkanaście lat temu. Tymczasem na pielgrzymce siedemdziesięciolatek, licealista i dziecko w wózku idą jedną drogą. Czy pielgrzymka łączy pokolenia?

Zdecydowanie tak. Nasza pielgrzymka jest bardzo zróżnicowana wiekowo. Są osoby starsze, które wyruszają po raz trzydziesty, a nawet czterdziesty. Są ludzie od dziesięcioleci związani z tą drogą. Ksiądz Paweł pierwszy raz poszedł w pielgrzymce jako dziesięcioletni chłopiec i jest w niej obecny już od czterdziestu lat, chociaż w tym czasie zmieniały się jego role i zadania. Jednocześnie mamy wielu młodych. Uczę w I Liceum Ogólnokształcącym w Olkuszu i myślę, że tylko z tej szkoły wyruszy około trzydziestu osób. Oni razem ze starszymi uczestnikami tworzą jedną wspólnotę. Mamy również bardzo dużo dzieci. W Trzebniowie chcemy zrobić wspólne zdjęcie najmłodszych pielgrzymów, żeby pokazać, jak wiele dzieci jest razem z nami. W pielgrzymce uczestniczy również żółto-niebieska Grupa Rodzin. Można w niej zobaczyć rodziców prowadzących wózki z dziećmi, które jeszcze nie potrafią chodzić, a już pielgrzymują na Jasną Górę. Na jednej trasie spotykają się więc niemowlęta, uczniowie, rodzice oraz ludzie mający ponad siedemdziesiąt lat. Jedni uczą drugich cierpliwości. Młodzi wnoszą energię, starsi doświadczenie i wytrwałość. Pielgrzymka sprawia, że nie tylko idą obok siebie. Zaczynają siebie potrzebować.

Czego człowiek może dowiedzieć się o sobie po kilku dniach drogi?

Przede wszystkim tego, na ile jest zdolny do tworzenia wspólnoty. Na pielgrzymce z pewnych rzeczy trzeba zrezygnować dla drugiego człowieka. Nie zawsze można zrobić to, na co ma się ochotę. Trzeba dostosować tempo, poczekać, pomóc, ustąpić miejsca albo pomóc komuś rozłożyć namiot. Człowiek może wtedy sprawdzić, ile naprawdę jest w nim pokory. Nie pokory, o której mówi, ale tej przeżywanej w konkretnych sytuacjach. Szczególnym momentem jest nabożeństwo pokutne w Trzebniowie. Myślę, że właśnie podczas spowiedzi człowiek może dowiedzieć się o sobie najwięcej. Nie musi się spieszyć. Na sakrament pojednania przeznaczamy blisko trzy godziny, a kapłani pozostają do dyspozycji pielgrzymów. Czasami są to spowiedzi generalne, obejmujące całe życie albo jego ważny okres. Człowiek może spojrzeć na siebie w prawdzie, przy pomocy kapłana, ale przede wszystkim w świetle Bożego miłosierdzia. Z takich spotkań rodzą się bardzo dobre owoce.

A czego pielgrzymka uczy o Bogu?

Tego, że Bóg dał nam Matkę. W Bożym planie zbawienia Maryja zajmuje szczególne miejsce, ale nigdy nie zatrzymuje człowieka przy sobie. Zawsze prowadzi do Jezusa. Widzimy to w Piśmie Świętym, między innymi podczas wesela w Kanie Galilejskiej. Maryja zauważyła brak wina i była inicjatorką tego, co się wydarzyło, ale później usunęła się na bok. W centrum pozostał Chrystus. Na pielgrzymce również uczymy się, że Pan Bóg w swojej miłości dał nam Maryję po to, aby prowadziła nas do Zbawiciela. Idziemy na Jasną Górę do Matki, ale Ona natychmiast pokazuje nam Jezusa.

Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc na trasie jest Złoty Potok. Co wydarzy się tam w tym roku?

Złoty Potok jest dla nas wyjątkowym miejscem noclegowym. 11 sierpnia o godzinie 20.00rozpocznie się tam otwarty koncert uwielbieniowy zespołu Te Deum z Olkusza. Na koncert przyjeżdżają także rodziny i bliscy pielgrzymów. Mogą w nim uczestniczyć osoby, które same nie idą w pielgrzymce. Bardzo serdecznie wszystkich zapraszamy. W Złotym Potoku odwiedzi nas również Caritas Diecezji Sosnowieckiej. Przygotowane zostaną atrakcje dla dzieci, ale także możliwość regeneracji dla dorosłych. Obecni będą między innymi fizjoterapeuci, u których będzie można skorzystać z masażu i pomocy po kilku dniach marszu. To czas modlitwy i uwielbienia, ale również zwyczajnej radości ze wspólnego bycia. Pielgrzymka nie odbiera człowiekowi radości. Ona pokazuje, że wiara może obejmować całe życie: modlitwę, odpoczynek, śpiew, rozmowę i spotkanie.

Jak na tę tradycyjną formę pobożności reagują młodzi? Z jakim obrazem Kościoła wracają do domu?

Pielgrzymka jest dla nich przede wszystkim doświadczeniem żywego Kościoła. Kościoła, który potrafi być razem nie tylko przy ołtarzu podczas Mszy Świętej – choć Eucharystia pozostaje centrum i najważniejszym momentem – ale także podczas śpiewu, tańca, posiłku czy rozkładania namiotu. Młodzi odkrywają, że Kościół jest wspólnotą. Widzą, że nie tworzą go wyłącznie osoby starsze. Spotykają swoich rówieśników, całe rodziny i małe dzieci. Rozmawiam z nimi po pielgrzymce, kiedy spotykamy się w parafii albo w szkole. Wielu mówi, że pielgrzymka jest dla nich jak akumulator, który ładuje ich na kolejne tygodnie lub miesiące. Przyznają, że po powrocie częściej uczestniczą w niedzielnej Mszy Świętej i czują się bliżej Boga. Później ten zapał czasami słabnie, ale doświadczenie pielgrzymki pozostaje. Wiedzą już, że Kościół może być miejscem, w którym człowiek nie jest anonimowy.

Ktoś chciałby pójść, ale obawia się, że nie poradzi sobie fizycznie. Czy do pielgrzymki trzeba długo trenować?

Nie potrzeba specjalnego, wyczynowego przygotowania. Nasze dzienne odcinki liczą zazwyczaj około dwudziestu lub dwudziestu pięciu kilometrów. Nie mamy etapów przekraczających trzydzieści kilometrów. Oczywiście trzeba rozsądnie ocenić swoje możliwości, ale większość osób może spokojnie przejść tę trasę. A gdy pojawiają się problemy, mamy zabezpieczenie medyczne. Podczas pielgrzymki olkuskiej pomaga nam Nowy Szpital w Olkuszu, natomiast pielgrzymkę zagłębiowską wspiera Hospicjum św. Tomasza Apostoła w Sosnowcu. Na trasie są wolontariusze, pielęgniarze i lekarz. Zapewniamy również transport. Kiedy ktoś słabnie albo nie jest w stanie przejść fragmentu drogi, może część trasy przejechać. Nadal można zapisać się na pielgrzymkę zagłębiowską, która wyruszy 23 sierpnia. Nie trzeba być sportowcem. Trzeba podjąć decyzję, że chce się wyruszyć.

Pielgrzymi dotrą na Jasną Górę 13 sierpnia. Czy osoby, które nie mogą przejść całej trasy, mogą dołączyć do nich w Częstochowie?

Bardzo serdecznie zapraszamy. Wejście naszej pielgrzymki na Jasną Górę odbędzie się 13 sierpnia około godziny 13.30. Dla pielgrzymów bardzo ważne jest, kiedy na miejscu witają ich rodziny, przyjaciele i znajomi. Po kilku dniach marszu widzą bliskich stojących przy trasie i czują, że ktoś na nich czekał. Tego samego dnia o godzinie 19.30 zapraszamy na Mszę Świętą na Wałach Jasnogórskich. To będzie wspólne dziękczynienie całej diecezji. Osoby, które nie mogą przyjechać do Częstochowy, będą mogły śledzić transmisję prowadzoną przez paulinów oraz relacje publikowane w mediach diecezjalnych i pielgrzymkowych. Najważniejsze jest jednak to, żebyśmy spotkali się przed Matką Bożą. Jedni dojdą tam po kilku dniach marszu. Inni przyjadą samochodem albo połączą się przez transmisję. Maryja nie zatrzyma jednak nikogo przy sobie. Jak zawsze poprowadzi nas dalej, do Jezusa.