W kolejnym przyrzeczeniu Jasnogórskich Ślubów Narodu pojawiają się słowa o nierozerwalności małżeństwa, godności kobiety, wychowaniu dzieci i chrześcijańskim domu. Łatwo przeczytać je jak fragment dokumentu z innej epoki. A jednak jedno zdanie brzmi dziś niemal jak społeczny program minimum: „aby przy nim życie Polaków było bezpieczne”. Bezpieczne. Nie tylko uporządkowane. To bardzo wysoka poprzeczka.
Bo dom nie staje się bezpieczny przez sam fakt, że stoi w nim krzyż. Nie wystarczy ślub kościelny, wspólna niedzielna Msza czy deklarowane przywiązanie do tradycji. Bezpieczeństwo zaczyna się znacznie bliżej: od sposobu, w jaki ludzie do siebie mówią. Od tego, czy silniejszy nie wykorzystuje swojej przewagi. Czy kobieta jest traktowana podmiotowo. Czy dziecko może powiedzieć, że coś je boli albo przeraża. Czy konflikt nie zamienia się w upokorzenie.
W Ślubach Narodu obrona małżeństwa stoi obok obrony godności kobiety. To ważne zestawienie. Nie da się naprawdę bronić rodziny, pomijając godność tych, którzy ją tworzą. Rodzina nie jest bowiem wartością abstrakcyjną, zawieszoną ponad człowiekiem. Jeśli pod hasłem jej ochrony przemilcza się przemoc, poniżenie albo krzywdę, pozostaje z niej jedynie szyld. Podobnie jest z wychowaniem dzieci. Tekst Ślubów mówi o „wszczepianiu w umysły i serca ducha Ewangelii”. Ewangelii nie wszczepia się jednak samym zakazem. Dziecko bardzo szybko odkrywa różnicę między tym, co dorośli mówią o Bogu, a tym, jak traktują siebie nawzajem.
Dlatego dzisiejsze przyrzeczenie warto przeczytać nie jako wezwanie do obrony wyidealizowanego obrazu rodziny, lecz do uczynienia jej miejscem, w którym człowiek jest chroniony. Chrześcijański dom nie musi być bezbłędny. Powinien jednak być takim miejscem, w którym można powiedzieć prawdę bez obawy, że za prawdę zostanie się ukaranym. I być może właśnie tak najmocniej brzmi dzisiaj tamto jasnogórskie „przyrzekamy”: zrobimy wszystko, aby człowiek obok nas nie musiał się w swoim własnym domu bać.



