W sosnowieckiej katedrze spotkali się ci, którzy na co dzień żyją na granicy ludzkiej wytrzymałości. Chorzy. Ich bliscy. Opiekunowie. Lekarze i pielęgniarki. Ludzie, którzy wiedzą, że nie wszystko da się wyleczyć, ale wszystko da się zawierzyć.
Mszy świętej przewodniczył bp Artur Ważny. Podczas Eucharystii była możliwość przystąpienia do sakramentu namaszczenia chorych. Biskup od początku nazwał adresatów tej liturgii bardzo konkretnie.
„To miejsce ma solidne mury, ale prawdziwym fundamentem tego kościoła nie jest granit, ale wasza wiara przesiana przez sito cierpienia”.
To nie była homilia zbudowana z gotowych odpowiedzi. Raczej zaproszenie do zatrzymania się przy tym, co trudne i niewygodne.
„Chcę, abyśmy dzisiaj razem popatrzyli na naszą wspólną bezradność, jaką jest cierpienie. Nie jako na wyrok, ale jako na miejsce spotkania”.
W tym kontekście pojawiła się historia wielkiego skrzypka Itzhaka Perlmana. Podczas koncertu pękła jedna ze strun jego instrumentu. Publiczność czekała na przerwę. On jednak zamknął oczy i zagrał dalej – na trzech strunach. W swojej głowie przetransponował cały utwór.
„Choroba to taka pęknięta struna. Można usiąść i płakać nad utraconym dźwiękiem, ale można też z pomocą Bożą i drugiego człowieka wydobyć z życia muzykę, o której zdrowi nie mają pojęcia”.
W katedrze byli także lekarze i pielęgniarki – środowisko, które codziennie dotyka granic medycyny i ludzkiej kruchości. Bp Ważny, przywołując słowa papieża Leona XIV z tegorocznego orędzia na Światowy Dzień Chorych, mówił o współczuciu Samarytanina, które nie zatrzymuje się na emocji. To miłość, która „bierze na plecy”. Która zostaje, nawet gdy nie ma szybkich efektów. Usłyszeliśmy o chorych nie jak o tych, którym „czegoś brakuje”, ale jak o ludziach, w których życiu powstała przestrzeń zdolna przyjąć światło. Przywołany został obraz latarni morskiej. Latarnia musi być w środku pusta, surowa, niemal uboga, by mogło w niej zaistnieć światło ratujące statki. „Choroba, ta pustka po dawnych siłach, to nie jest brak. To jest miejsce na światło”.
„Znam wielu chorych, którzy nic nie mówią, ale ich pokój jest najbardziej promiennym miejscem w całym bloku” – mówił biskup. Są jak latarnie. Choć często giną pośród sztucznych świateł świata.
W homilii pojawił się jeszcze jeden obraz. Diamentu wrzuconego do żrącego kwasu. Prawdziwy diament nie znika – po wyjęciu lśni jeszcze bardziej, bo kwas wyżarł z jego powierzchni wszystko, co nie było nim samym.
„Cierpienie jest takim kwasem. Ono wyżera z nas egoizm, pychę, udawanie”.
To było spotkanie wiary z ciszą, która nie była pustką. Z doświadczeniem, że tam, gdzie świat odwraca wzrok, Bóg nie odchodzi.
Mszę świętą transmitowaliśmy na żywo.
Zapis Eucharystii udostępniamy na stronie diecezji – link do transmisji na YouTube znajdziecie poniżej.
Dominika Bem



