Historia parafii to przede wszystkim opowieść o wierze, modlitwie i ludziach, którzy przez pokolenia tworzyli tę wspólnotę. Są w niej chwile radości – budowa świątyni, jubileusze czy ważne uroczystości. Są jednak także wydarzenia bolesne, o których nie można zapominać. Jednym z nich był dzień 29 września 1930 roku.
Zaledwie dwadzieścia dni wcześniej do parafii św. Joachima przybył nowy wikariusz – ksiądz Jan Strzelecki. Był to początek jego posługi w Zagórzu. Proboszcz parafii, ksiądz Wincenty Zamojski, postanowił pokazać młodemu kapłanowi rozległy teren parafii i miejsca, w których odtąd miał pełnić swoją duszpasterską służbę. W podróż wyruszyli razem z siostrzenicą proboszcza oraz pracownikiem parafii.

ks. Jan Strzelecki
Nikt nie przypuszczał, że zwyczajny objazd parafii zakończy się tragedią.
Na przejeździe kolejowym w Porąbce panowała gęsta mgła. W tym samym czasie odbywały się manewry kolejowe. Skład wagonów był popychany przez znajdującą się na końcu lokomotywę, dlatego z przodu nie było widać jadącego parowozu. W trudnych warunkach atmosferycznych ksiądz Zamojski nie zauważył cofającego składu i samochód wjechał wprost pod wagony.
Siła uderzenia była ogromna. Samochód został zmiażdżony i wciągnięty pod skład kolejowy.
W wypadku zginęli ksiądz Jan Strzelecki, siostrzenica proboszcza oraz pracownik parafii. Jedynym, którego wydobyto jeszcze żywego spod wraku, był ksiądz Wincenty Zamojski. Niestety, mimo podjętej pomocy, zmarł wskutek odniesionych obrażeń.
W jednej chwili parafia straciła swojego proboszcza, nowego wikariusza oraz dwoje osób świeckich związanych z jej codziennym życiem. Było to jedno z najbardziej tragicznych wydarzeń w dziejach wspólnoty św. Joachima.

ks. Wincenty Zamojski
Dziś od tamtych wydarzeń minęło już niemal sto lat. Zmieniły się drogi, samochody i kolej. Pozostała jednak pamięć o ludziach, którzy zginęli, wykonując zwyczajne obowiązki swojej codziennej posługi.
Historia parafii nie składa się wyłącznie z pięknych kart i wielkich sukcesów. Tworzą ją również doświadczenia bólu, nagłych wydarzeń i ludzkiego cierpienia. To one przypominają, jak kruche jest życie i jak bardzo potrzebujemy wzajemnej troski oraz modlitwy.
Przechodząc dziś obok miejsc związanych z historią parafii, warto pamiętać nie tylko o tych, którzy budowali kościół czy fundowali jego wyposażenie. Warto również wspomnieć tych, których ziemska droga zakończyła się nagle i tragicznie. Najpiękniejszym pomnikiem, jaki możemy im wystawić, pozostaje nasza pamięć i modlitwa.
Bo historia parafii to przede wszystkim historia ludzi. A każda z tych historii – zarówno radosna, jak i bolesna – jest częścią wspólnego dziedzictwa, które warto zachować dla następnych pokoleń.
ks. Marcin Słodczyk



