Śnieg padał cicho, przykrywając beton „Patelni” białą warstwą zimna. W taki wieczór każdy marzy o kubku gorącej herbaty. Najlepiej smakuje ta herbata, która zostaje podana ubogiemu.
W Sosnowcu znów pojawił się Mobilny Kościół. Bez murów, bez dystansu. Z prostym gestem obecności. Z herbatą, rozmową, modlitwą i gotowością wysłuchania. Na „Patelni” spotkali się ci, którzy przyszli pomóc, i ci, którzy przyszli po pomoc – ale bardzo szybko okazało się, że te role nie są wcale tak jednoznaczne. Mobilny Kościół to inicjatywa wspólnoty Miasto Ocalenia, która od lat wychodzi na ulice miasta, niosąc Dobrą Nowinę bardzo konkretnie: przez obecność, modlitwę i realną pomoc. W zimowy wieczór oznacza to gorącą herbatę, coś do jedzenia, ale też rozmowę bez pośpiechu. Taką, w której nikt nie jest problemem do rozwiązania, ale człowiekiem do spotkania. Wśród obecnych był ks. Mirek Tosza jałmużnik biskupa sosnowieckiego. Jego obecność nie była formalnym gestem ani wizytą. Była znakiem, że Kościół nie deleguje wrażliwości, ale sam chce być tam, gdzie zimno jest najbardziej dotkliwe – nie tylko to pogodowe. Że troska o ubogich nie jest dodatkiem, lecz sercem Ewangelii.
Ktoś prosił o modlitwę. Ktoś inny po prostu chciał, żeby ktoś go wysłuchał. W takich chwilach widać, że jałmużna to nie tylko to, co wkładamy do czyjejś dłoni, ale także to, co ofiarowujemy z serca. Śnieg dalej padał. Zimno nie ustępowało. A jednak wielu odchodziło z „Patelni” z poczuciem, że tego wieczoru wydarzyło się coś więcej niż akcja pomocowa. Że Kościół – ten mobilny, wychodzący na ulice – znów przypomniał, czym jest miłość bliźniego.
tekst: Dominika Bem
zdjęcia: Agnieszka Sidełko



