Osiem wieków, jedno serce. W Gołaczewach jubileusz okazał się świętem ludzi, których od pokoleń gromadzi Chrystus

Przez osiemset lat ktoś wchodził do tego kościoła z radością chrztu. Ktoś inny przychodził tu ze łzami po stracie najbliższych. Jedni dziękowali za żniwa, inni prosili o zdrowie dziecka. Byli tacy, którzy tylko przejeżdżając obok na moment zdejmowali rękę z kierownicy, by przeżegnać się w stronę świątyni. To właśnie z tych prostych gestów rodzi się historia wiary.

Tak swoje 800-lecie świętowała parafia św. Marii Magdaleny w Gołaczewach.

Uroczystej sumie odpustowej przewodniczył metropolita lwowski abp Mieczysław Mokrzycki. W jubileuszowym świętowaniu uczestniczyli licznie parafianie i goście, a papież Leon XIV skierował do wspólnoty specjalne pozdrowienie i apostolskie błogosławieństwo.

Już sam widok zgromadzonych wiernych mówił więcej niż wiele przemówień. Kościół wypełniły wszystkie pokolenia. Dzieci trzymane na rękach rodziców, młodzi, rodziny, seniorzy. Obok siebie ci, którzy pamiętają powojenną odbudowę życia parafii, i ci, którzy dopiero uczą się składać ręce do modlitwy. Jubileusz pokazał, że wiara nie jest pamiątką po przodkach, ale czymś, co wciąż przechodzi z serca do serca.

Po sumie odpustowej wierni przeszli w uroczystej procesji wokół kościoła. Sztandary, strażacy, pszczelarze, Koła Gospodyń Wiejskich, dzieci i przedstawiciele wszystkich pokoleń stworzyli niezwykły obraz parafii: różni ludzie, różne historie, różne pokolenia, a jednak jeden kierunek. Wszyscy szli razem za Chrystusem.

W homilii abp Mokrzycki przypomniał, że zmieniają się epoki, granice i ludzkie losy, ale nie zmienia się Ten, który pozostaje centrum Kościoła.

To On pociesza strapionych i prowadzi człowieka ku życiu wiecznemu. Czasy się zmieniały, ale Chrystus jest tutaj ten sam. Dlatego jubileusz jest świętem Bożej wierności – mówił metropolita.

Chrystus nie buduje wspólnoty dlatego, że tworzą ją ludzie idealni. Buduje ją dlatego, że nie przestaje kochać ludzi niedoskonałych. Dlatego św. Paweł przypomina: „Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce.” Nie dlatego, że chrześcijanie nigdy się nie różnią, ale dlatego, że pojednanie ma zawsze ostatnie słowo.

Człowiek bywa słaby i niewierny. Bóg nie przestaje kochać – przypomniał arcybiskup.

To właśnie dlatego jubileusz nie był świętem dawnych murów. Był świętem Bożej cierpliwości. Patronka parafii również prowadzi do takiego spojrzenia. Maria Magdalena, nazywana przez Kościół „Apostołką Apostołów”, nie została pierwszym świadkiem Zmartwychwstania dlatego, że była najsilniejsza. Została nim dlatego, że najwierniej trwała przy Chrystusie.

Są poranki, kiedy serce człowieka jest ciężkie i wydaje się, że nic dobrego już się nie wydarzy. Magdalena znała taki poranek. Szła do grobu z bólem i łzami. Nawet kiedy zobaczyła Zmartwychwstałego, nie rozpoznała Go od razu. Dopiero gdy usłyszała swoje imię, zrozumiała, że śmierć nie ma ostatniego słowa.

To piękna lekcja także dla współczesnego Kościoła. Zmartwychwstanie często zaczyna się nie od wielkich znaków, ale od chwili, w której człowiek odkrywa, że Chrystus zna jego imię i od lat cierpliwie idzie obok.

Może właśnie dlatego jubileusz w Gołaczewach nie był przede wszystkim opowieścią o przeszłości. Był opowieścią o przyszłości. Bo jeśli przez osiem wieków kolejne pokolenia przekazywały sobie wiarę, to najpiękniejszym darem dla następnych ośmiu stuleci nie będą odnowione mury ani pamiątkowe tablice. Będą nim dzieci, które dziś rodzice trzymali na rękach podczas Eucharystii. To one pewnego dnia przejmą sztandary, zaśpiewają w procesji, przeżegnają się przy tym samym kościele i przekażą dalej historię, której najważniejszym bohaterem od ośmiuset lat pozostaje nie człowiek, lecz wierny Bóg.