Trzech nowych kapłanów dla naszej diecezji

„Niech wasze życie będzie tak pasjonującą opowieścią o Jezusie, że nikt, kto was spotka, nie będzie mógł przejść obok Boga obojętnie” – powiedział bp Artur Ważny w homilii podczas święceń prezbiteratu, które odbyły się 23 maja w Bazylice Katedralnej pw. Wniebowzięcia NMP w Sosnowcu. 

Do grona prezbiterium diecezji zostali włączeni ks. Tomasz Leśniewski, ks. Jakub Ożarowski oraz ks. Artur Sulik.

Poniżej publikujemy pełną homilię Biskupa Sosnowieckiego.

Księga bez kropki

Jesteśmy w niezwykle frapującym, wręcz prowokującym momencie liturgicznym. Za kilkanaście godzin Kościół wybuchnie blaskiem Pięćdziesiątnicy, a dziś rano, na finiszu okresu wielkanocnego, otrzymujemy teksty, które łączy jedna, uderzająca cecha: całkowity brak kropki. Pisarze biblijni nagle urywają swoje opowieści, jakby zabrakło im pergaminu albo tchu.

Dzieje Apostolskie zostawiają nas z obrazem Pawła w rzymskim areszcie domowym. Nie dowiadujemy się, jak potoczył się jego proces, jak zginął. Z kolei św. Jan kończy swoją Ewangelię absolutnym bezwładem pióra, zawieszając głos nad oceanem tajemnicy. To nie jest niedopatrzenie redakcyjne. To celowy zabieg Ducha Świętego, który zostawia przestrzeń.

I dokładnie w tę świętą przestrzeń, w to biblijne „zawieszenie”, wchodzicie dzisiaj wy, moi drodzy bracia. Wasze święcenia to nie jest uroczysta gala zakończenia sześcioletniego kursu w seminarium. To jest moment, w którym Jezus bierze wasze życie niczym czystą, białą kartę i mówi: „Dopiszmy kolejny rozdział”.

Pachniecie jeszcze świeżością diakonatu – tą bliskością ołtarza i czujnością na ból ubogich. Bardzo was proszę: nie wietrzcie tego zapachu z waszych serc. Prezbiter, który pozwala, by wywietrzał z niego diakon, staje się religijnym urzędnikiem, a my tu dzisiaj nie otwieramy biura parafialnego. My wypuszczamy na głębię świadków i rybaków.

Serce prezbitera jako dom otwarty

Spójrzmy najpierw na sytuację św. Pawła, którą opisuje Łukasz w finale Dziejów Apostolskich. Słyszymy tam fundamentalne zdanie:

„Przez całe dwa lata pozostał w wynajętym przez siebie mieszkaniu i przyjmował wszystkich, którzy przychodzili do niego, głosząc królestwo Boże i nauczając o Panu Jezusie Chrystusie z całą swobodą, bez przeszkód”.

Egzegeza tego tekstu kryje w sobie genialny paradoks. Paweł jest więźniem, pilnuje go rzymski żołnierz, na jego nadgarstkach ciążą żelazne kajdany, a jednak autor natchniony notuje, że Słowo Boże biegnie „bez przeszkód”. Dlaczego? Ponieważ serce Apostoła stało się przestrzenią darmową i dostępną. Paweł nie zamknął się w oblężonej twierdzy swojego żalu, ale stworzył przestrzeń spotkania w tym, co tymczasowe, w „wynajętym mieszkaniu”. Teologicznie rzecz ujmując, to uczy nas prawdy o duszpasterskiej gościnności Boga.

Prezbiter nie jest warownym zamkiem, do którego wstępu bronią fosy i grube mury kościelnego dystansu. Prezbiter to tętniący życiem dworzec, gdzie każdy zagubiony podróżny ma prawo wejść, ogrzać zmarznięte dłonie i dowiedzieć się, z którego peronu odjeżdża pociąg do zbawienia. Wasz czas, wasze zdrowie, wasza prywatność – to wszystko od dzisiaj staje się takim „wynajętym mieszkaniem”, które Chrystus rezerwuje dla swoich ubogich. Kapłaństwo nie polega na posiadaniu kluczy do własnego spokoju, ale na permanentnym gubieniu ich dla drugiego człowieka. Bóg nie szuka architektów budujących niedostępne mauzolea własnej doskonałości, ale gospodarzy, którzy z miłością godzą się na stałe przeciągi w swoich salonach. Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK1592) przypomina, że nasze kapłaństwo ma charakter służebny: „Kapłaństwo urzędowe różni się istotowo od wspólnego kapłaństwa wiernych, ponieważ udziela świętej władzy w służbie wiernym”.

Macie uczyć świeckich, jak mają być kapłanami w swoich domach, fabrykach i biurach. Aby to robić, musicie – jak mówi Katechizm (KKK1599) – przyjąć obowiązek celibatu, który nie jest samotnością kawalera, ale wolnością serca gotowego na przyjęcie „wszystkich”. Nie bójcie się ludzi, którzy będą pukać do waszych drzwi o nieludzkich porach. Przyjmujcie tych, którzy przyjdą was sprawdzić, i tych, którzy będą szukać wyleczenia z rozpaczy.

Stabilność pośród strzał

W dzisiejszym Psalmie 11 odnajdujemy dramatyczną modlitwę człowieka, w którego stronę lecą pociski. Słyszymy tam słowa: „Oto bezbożni napinają łuk, kładą strzałę na cięciwę, by w ciemności godzić w prawych sercem. (…) Pan w świętym swoim przybytku, Pan ma tron swój na niebie. Oczy Jego patrzą, źrenice Jego badają synów ludzkich”.

Ojcowie Kościoła, zwłaszcza św. Augustyn, interpretowali ten psalm w kluczu chrystologicznym, widząc w nim absolutny pokój Jezusa, który stoi przed swoimi oskarżycielami. Świat, do którego was dzisiaj posyłam, bracia, potrafi napinać łuk. Będą w was strzelać jadem podejrzliwości, medialną nagonką, a czasem najboleśniejszymi strzałami: niezrozumieniem ze strony najbliższych czy własną bezsilnością i powracającymi wadami. Co wtedy robić? Gdzie szukać ocalenia? Psalmista nie każe uciekać do jaskini ani oddawać ogniem. Każe patrzeć na tron Pana, na Jego badające, ale i pełne miłości źrenice.

Prezbiter w dzisiejszym świecie musi działać jak kompas na pokładzie statku podczas potężnego sztormu. Dookoła szaleją fale, pokład drży, wszystko trzeszczy, igła kompasu gwałtownie drga, ale ostatecznie zawsze zastyga w jednym kierunku – wskazuje północ. Waszą magnetyczną północą, która utrzyma was przy życiu, jest Oblicze Jezusa ukryte w Eucharystii i w ciszy Adoracji. Największą tragedią kapłana nie jest to, że świat w niego strzela, ale to, że on sam, zajęty ucieczką, zapomina, skąd czerpać amunicję nadprzyrodzonego pokoju.

Katechizm (KKK1565) mocno akcentuje, że: „Prezbiterzy… uczestniczą w posłaniu Chrystusa i Jego łasce… Naznaczeni specjalnym charakterem, są upodobnieni do Chrystusa Kapłana”.

Jeśli dacie sobie ukraść czas na osobistą modlitwę, jeśli wasz brewiarz stanie się nudnym przewracaniem kartek, a dzisiaj przecież szybkim przesuwaniem palcem po ekranie, wasze kapłaństwo błyskawicznie zamieni się w pustą ideologię. Kiedy tracisz czas na Adorację, świat może myśleć, że marnujesz życie, ale ty wtedy budujesz schron przeciwlotniczy dla swojej duszy. Bądźcie ludźmi o „przemodlonych oczach”. Kiedy człowiek poraniony przez życie spojrzy w waszą twarz, nie może w niej zobaczyć lęku o kościelną posadę, narzekania na biskupa czy zgorzknienia. Musi w waszych źrenicach zobaczyć refleks Tego, który patrzy na niego z nieskończoną czułością.

Pułapka porównywania

Przejdźmy teraz do sceny z Ewangelii według św. Jana, która dotyka jednej z najczarniejszych sfer ludzkiej psychiki i duchowości. Słyszymy tam zapis intymnego, choć trudnego dialogu: „Piotr obróciwszy się zobaczył idącego za sobą ucznia, którego Jezus miłował (…) Rzekł więc do Jezusa: «Panie, a co z tym będzie?» Jezus mu odpowiedział: «Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną!»”.

W tym krótkim dialogu na brzegu Jeziora Galilejskiego ukryte jest genialne studium ludzkiej zazdrości. Piotr dopiero co usłyszał zapowiedź swojej męczeńskiej śmierci, usłyszał wezwanie do miłości, ale zamiast skupić się na swojej relacji z Panem, natychmiast odwraca głowę i patrzy na drugiego. Porównuje się. To jest potężna pułapka duszpasterska, która potrafi zniszczyć najpiękniejsze kapłańskie powołanie.

Kapłaństwo to nie jest fabryczna produkcja seryjna, gdzie z taśmy schodzą identyczne, plastikowe figurki duchownych. Kapłaństwo to unikalna, mistyczna manufaktura Ducha Świętego. Każdy z was jest osobnym, niepowtarzalnym projektem Boga. Jeden z was będzie genialnym kaznodzieją, inny cichym spowiednikiem, jeszcze inny wybitnym administratorem albo duszpasterzem młodzieży. Porównywanie się z innymi to rak, który powoli, ale skutecznie zżera radość z bycia wybranym. Pojawią się pytania: „Dlaczego on dostał lepszą parafię?”, „Czemu jego chwalą, a mnie nikt nie zauważa?”, „Dlaczego biskup mnie zwrócił uwagę, a przecież inni postępują jeszcze gorzej?” Zazdrość duszpasterska rodzi się tam, gdzie ołtarz przestaje być miejscem ofiary, a staje się wybiegiem dla kościelnego narcyzmu.

Kiedy zaczynasz chorobliwie zazdrościć cudzych charyzmatów, stajesz się złodziejem własnej tożsamości, którą Bóg wymyślił przecież dla ciebie z bezgranicznym zachwytem.

Jezus mówi do każdego z was z osobna: „Co tobie do tego?”. Katechizm (KKK1595) wyjaśnia, jak powinna wyglądać wasza relacja wewnątrz Kościoła: „Prezbiterzy są złączeni z biskupami w godności kapłańskiej, a równocześnie zależą od nich w wykonywaniu swoich funkcji duszpasterskich; są powołani, by być roztropnymi współpracownikami biskupów”.

Macie tworzyć z nami i między sobą jedno prezbiterium, w którym różnorodność darów nie dzieli, ale zachwyca. Bóg nie potrzebuje was jako marnych kopii waszych proboszczów czy znanych rekolekcjonistów. On potrzebuje waszej autentyczności, waszego głosu, waszego charakteru, a nawet waszych życiowych pęknięć, przez które najskuteczniej sączy się Jego uzdrawiająca łaska.

Ontologiczna więź i ciężar miłości

Za kilka chwil w tym kościele zapadnie cisza tak głęboka, że będzie można usłyszeć bicie serc. Podejdziecie do mnie, a ja w absolutnym milczeniu położę dłonie na waszych głowach. Potem zrobią to wszyscy obecni tutaj księża. W tym geście nie ma słów, bo ludzki język jest zbyt ubogi, by udźwignąć ciężar tego, co niewidzialne.

Nawiązując do dzisiejszego czytania z Dziejów Apostolskich, gdzie Paweł wyznaje żydowskim zwierzchnikom: „Z powodu nadziei Izraela dźwigam ten łańcuch”, musimy zrozumieć, że nałożenie rąk to nałożenie słodkiego, ale potężnego łańcucha miłości. Święty Ignacy Antiocheński, wielki świadek patrystycznych czasów, pisał w swoich listach, że prezbiterium powinno być złączone z biskupem tak, jak struny są złączone z lirą, tworząc jedną, harmonijną pieśń pochwalną dla Boga. To nie jest urzędnicza nominacja. To jest duchowe szczepienie, głęboka metamorfoza waszego bytu.

Dłonie prezbitera muszą stać się bezpiecznym, wiszącym mostem. Jednym krańcem ten most jest zakotwiczony w wieczności, w ołtarzu, w bóstwie Chrystusa. Drugim krańcem musi jednak twardo opierać się o ziemię, dotykając brudu ludzkiego sumienia, smrodu ludzkiego grzechu w konfesjonale i potu ludzkiej bezradności. Jeśli ten most z pychy odklei się od ziemi i zamknie w bezpiecznym sacrum, staje się bezużytecznym pomnikiem klerykalizmu. Jeśli odłączy się od ołtarza – runie w przepaść czystego aktywizmu. Dłonie, które zostaną dziś namaszczone, nie będą należeć już do was – będą odtąd własnością każdego, kto zapuka do konfesjonału z popiołem w sercu czy poprosi o błogosławieństwo lub umycie nóg.

Katechizm (KKK1597 przypomina nam fundament sakramentalny: „Udzielenie sakramentu święceń dokonuje się przez włożenie rąk biskupa i jego modlitwę konsekracyjną. Wyciska ono niezatarty charakter sakramentalny”.

Nigdy nie zapominajcie, że wasze kapłaństwo ma źródło w tej wspólnocie. Ręce kapłana nigdy nie pachną tak pięknie, jak wtedy, gdy są ubrudzone łzami marnotrawnego syna wracającego w sakramencie pokuty bądź nasiąknięte potem bojącego się śmierci staruszka, trzymanego za rękę. Kiedy będziecie unosić nad ołtarzem Ciało i Krew Pańską, pamiętajcie, że w tym Kielichu przynosicie Bogu całą waszą parafię – ich dramaty, rozbite małżeństwa, młodzieżowe prowokacje, ich nocne lęki. Jesteście powołani, by wasze dłonie zawsze podnosiły człowieka, a nigdy nie układały się w oskarżycielski gest potępienia.

Pisanie Ewangelii własną codziennością

Na sam koniec zostaje nam ostatnie, genialne zdanie z Ewangelii św. Jana, które otwiera przed nami nieskończone horyzonty: „Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które – gdyby je szczegółowo opisać – myślę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, jakie trzeba by napisać”.

Teologicznie ten werset uświadamia nam, że Ewangelia nie jest martwym zabytkiem piśmiennictwa zamkniętym w szklanej gablocie muzeum.

Chrystus nie przestał pisać swojej historii dwa tysiące lat temu. On żyje, porusza się w czasie i dziś pragnie rozgrzeszać ludzkie sumienia waszymi ustami, chce przytulać wątpiących waszym kapłańskim sercem, chce karmić głodnych Boga waszymi dłońmi.

Prezbiter w oczach współczesnego człowieka to jedyna Biblia, jaką ten człowiek kiedykolwiek w swoim życiu otworzy. Ludzie, których spotkacie w waszych przyszłych parafiach, bardzo często nie chodzą do kościoła, nie czytają pism teologicznych, nie znają Katechizmu. Oni będą czytać was. Będą studiować wasz styl życia, wasz stosunek do pieniędzy, waszą kulturę osobistą, wasz szacunek do kobiet, dzieci i tych, którzy myślą zupełnie inaczej niż wy. Ludzie rzadko nawracają się pod wpływem nienagannych traktatów teologicznych, ale za to potrafią oddać życie za Boga, którego zobaczyli w autentycznym, kruchym człowieku. Wasz celibat i posłuszeństwo mają być szerokim marginesem tej żywej Księgi, na którym Duch Święty może codziennie dopisywać najbardziej zaskakujące glosy. Katechizm podkreśla, że jako prezbiterzy: „Uczestniczycie w powszechnym posłaniu danym przez Chrystusa Apostołom”.

To posłanie wymaga od was niesamowitej, duszpasterskiej kreatywności. Bądźcie odważni, szukajcie nowych dróg docierania do ludzi, nie zamykajcie się w starych, skostniałych schematach pod hasłem: „u nas zawsze tak było”.

Duch Święty jest Duchem nieustannego stwarzania i nowości. Skoro świat nie pomieściłby ksiąg o Jezusie, bądźcie gotowi na to, że w waszym kapłaństwie wydarzą się cuda, o których nie przeczytaliście w żadnym seminaryjnym podręczniku. Bądźcie czystym, białym pergaminem, na którym Bóg napisze zachwycający poemat o swoim miłosierdziu.

Zgoda na płonięcie

Za kilka chwil, podczas śpiewu Litanii do Wszystkich Świętych, położycie się krzyżem na tej posadzce. Zapamiętajcie dobrze ten moment. Wtedy, paradoksalnie, gdy będziecie leżeć bezradnie twarzą przy ziemi, będziecie w oczach Boga najsilniejsi, bo całkowicie oparci na Jego ramieniu. To jest najpiękniejszy stan kapłański – stan totalnego, ufnego ogołocenia.

Życzę wam z całego serca, aby wasze kapłaństwo do samego końca pozostało opowieścią z otwartym zakończeniem. Nie dajcie sobie wmówić, że już wszystko wiecie, że osiągnęliście cel. Bądźcie permanentnie w drodze, bądźcie poszukiwaczami, dajcie się zaskakiwać Bogu w drugim człowieku. Niech wasze życie będzie tak pasjonującą opowieścią o Jezusie, że nikt, kto was spotka, nie będzie mógł przejść obok Boga obojętnie.

Maryjo, Matko Kapłanów, która trwałaś z Apostołami w Wieczerniku w tamtą pierwszą Wigilię Pięćdziesiątnicy – weź tych młodych mężczyzn pod swój matczyny płaszcz. Bądź przy nich w poranki ich duszpasterskiego entuzjazmu, ale przede wszystkim bądź przy nich w szare, jesienne wieczory ich kapłańskiej samotności i zmęczenia. Przypominaj im zawsze, kim są.

Bracia, wstańcie, przyjmijcie namaszczenie i idźcie pisać kolejny rozdział Ewangelii.

Świat umiera z tęsknoty za tym tekstem. Amen.

Fot: Jarosław Olesiński