Mieli łzy w oczach. Nie wszyscy, nie przez cały czas. Ale wystarczyło spojrzeć na twarze tych, którzy 46 lat temu byli w Hucie Katowice, żeby zrozumieć, że dla nich 11 września 1980 roku nie jest datą z podręcznika. Dziś siedzieli w ławkach Sanktuarium św. Antoniego z Padwy w Dąbrowie Górniczej. Starsi o czterdzieści sześć lat. Obok nich młodzi, którzy Polskę bez wolnych związków zawodowych, bez wolnych wyborów i bez możliwości powiedzenia władzy „nie” znają tylko z historii. I może właśnie między jednymi a drugimi wydarzyło się tego dnia najwięcej.
Wektor pierwszy. To nie zaczęło się od pomnika
Porozumienie Katowickie, nazywane dziś także Dąbrowskim, podpisano 11 września 1980 roku w Hucie Katowice. Było czwartym z wielkich porozumień tamtego lata , po Szczecinie, Gdańsku i Jastrzębiu-Zdroju. Jego znaczenie było szczególne: dawało gwarancję, że możliwość tworzenia niezależnych związków zawodowych nie pozostanie lokalnym wyjątkiem. „Solidarność” mogła organizować się w całej Polsce. Dziś łatwo zamknąć tę historię w kilku zdaniach. Daty, nazwiska, podpisy, postulaty. Trudniej zobaczyć ludzi. Tych, którzy wtedy nie wiedzieli, jak ta historia się skończy. Nie mieli jeszcze pomników ani rocznic. Nie wiedzieli, że za kilkadziesiąt lat młodzież będzie uczyła się ich decyzji na lekcjach historii. Wiedzieli tylko, że pewnych rzeczy dłużej nie można przyjmować w milczeniu. I dlatego po 46 latach najbardziej przekonującym dokumentem tej historii nie był papier. Były oczy. Oczy ludzi, którzy tam byli.

Wektor drugi. Biskup mówi o pamięci, która czegoś od nas chce
Mszy świętej w Sanktuarium św. Antoniego przewodniczył bp Artur Ważny. Eucharystię sprawowano w intencji ludzi pracy, dokładnie w 46. rocznicę podpisania Porozumienia Dąbrowskiego. I tutaj historia przestała być tylko historią, chrześcijańska pamięć nie służy temu, żeby z namaszczeniem oglądać się za siebie. Pamięta się po coś. Homilia biskupa prowadziła właśnie przez to „po coś”. Od wydarzeń sprzed 46 lat do pytania o nas dzisiaj. Od „Solidarności” zapisanej charakterystyczną czcionką do solidarności pisanej małą literą, tej, której nie da się zadekretować, uchwalić ani wywiesić na sztandarze. Można bowiem obchodzić rocznicę Solidarności i nie być solidarnym
„Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?” To zdanie uderza w nas dzisiaj najmocniej. W sierpniu i we wrześniu 1980 roku rodziła się autentyczna Solidarność. A jak mówił święty Jan Paweł II: „Solidarność to znaczy jeden z drugim, a nie jeden przeciw drugiemu”. Tam w hucie nikt nie wypatrywał złośliwie drzazgi w oku kolegi z wydziału. Wszyscy razem dźwigali twardą belkę wspólnego krzyża, by zbudować lepszą przyszłość dla nas wszystkich. Ojcowie Kościoła pięknie tłumaczyli, że owa mroczna „belka” to pycha, nasze własne przerośnięte ego. Natomiast „drzazga” to zaledwie niewielka wada, drobny błąd naszego bliźniego. Pycha działa jak krzywe zwierciadło i szkło powiększające w jednym – cudzy błąd widzimy natychmiast jako zbrodnię, a własnej nienawiści nie zauważamy wcale. Kto rzuca kamieniem w brata, zawsze najpierw zabija miłość we własnym sercu i pogarsza tylko jego ślepotę.”bp Artur Ważny
Wektor trzeci. „Ojczyzno ma”
A potem przed ludźmi, którzy pamiętają tamten wrzesień, stanęli młodzi. To chyba najważniejszy obraz całej uroczystości. Jedni mogli powiedzieć: byliśmy tam. Drudzy: urodziliśmy się w świecie, który tamci pomogli zbudować. Młodzież przygotowała akademię. Zabrzmiała „Ojczyzno ma”. Wróciła opowieść o Janku Wiśniewskim. Słowa, które dla jednych są historią poznawaną z nagrań i książek, dla siedzących kilka metrów dalej świadków należały kiedyś do świata ich własnej młodości. I wtedy pojawiały się łzy. Może nie ze wzruszenia nad dobrze przygotowaną akademią. To byłoby za proste. Może raczej dlatego, że człowiek nagle słyszy własną młodość śpiewaną głosami ludzi, których w 1980 roku nie było jeszcze na świecie. Ta historia 40 lat temu miała robocze ubranie, zmęczoną twarz, rodzinę czekającą w domu i strach, którego nie widać na późniejszych fotografiach. Dopiero po latach dostała wielkie litery.



