Nie chodzi o pokaz siły. Nie chodzi też o religijną pozę. Chodzi o prawdę. O takie spotkanie z Bogiem, po którym mężczyzna przestaje się chować „pod pokładem”, a zaczyna naprawdę żyć. W Wielkim Poście do Sosnowca przyjeżdża Droga Odważnych – wspólnota, która od lat pomaga mężczyznom odkrywać wiarę, braterstwo i własną tożsamość.
Wielu mężczyzn przez lata słyszało, że mają sobie radzić sami. Nie okazywać słabości. Nie mówić za dużo o emocjach. Nie zatrzymywać się. A jeśli już nawet przychodzą do kościoła, to często gdzieś z tyłu, trochę na dystans, trochę „w przeciągu”. Właśnie przeciw takiemu myśleniu kilkanaście lat temu zrodziła się Droga Odważnych.
– Zakładałem ją z Michałem Piekarą, bo mieliśmy wtedy takie poczucie, że Kościół jest „żeńsko-katolicki”, że brakuje w nim przestrzeni dla mężczyzn, dla męskiej duchowości i doświadczenia braterstwa – mówi Mariusz Marcinkowski, współzałożyciel Drogi Odważnych. Początek był prosty: wspólne wyjazdy w góry, modlitwa, Eucharystia i szczere rozmowy. Szybko okazało się jednak, że to odpowiada na realny głód, który wielu mężczyzn nosiło w sobie od dawna.

– Zaczynaliśmy też z pytaniem: czy w ogóle jest męskość? Co to znaczy być mężczyzną? Sami trochę wyruszyliśmy w podróż szukania odpowiedzi – opowiada Mariusz Marcinkowski.
Dziś Droga Odważnych jest przestrzenią formacji, modlitwy i relacji. Nie daje prostych sloganów. Nie zamyka męskości w stereotypach. Raczej pomaga stawiać pytanie: kim jestem dzisiaj jako mężczyzna, jako mąż, ojciec, syn, człowiek wierzący?
To pytanie wraca także w słowach Michała Paczuły, który na co dzień angażuje się w fundację wspierającą działalność wspólnoty.
– To, z czym my się mierzymy, to odpowiedź na pytanie: kim jestem dzisiaj jako facet, jako mężczyzna. To nie jest jedna odpowiedź, tylko proces, coś, co dzieje się ciągle – podkreśla. I właśnie dlatego tak ważne stają się relacje. Nie po to, żeby się porównywać, ale żeby zobaczyć siebie prawdziwiej.
– Kiedy rozmawiamy o problemach, okazuje się, że problemy mężczyzn są podobne, choć każdemu wydaje się, że jego są wyjątkowe i najtrudniejsze. W tych relacjach możemy budować swoją tożsamość, przeglądając się trochę w lustrze przez innych mężczyzn – mówi Michał.
W rozmowie wybrzmiewa mocny obraz: mężczyzna, który klęka na dwa kolana. Dla wielu to wciąż gest trudny. Zbyt publiczny. Zbyt odsłaniający. Zbyt jednoznaczny. A jednak właśnie ten obraz wraca jak znak.
– Jak mężczyzna klęka na dwa kolana, ma to jakąś swoją moc – mówi Mariusz Marcinkowski.
Michał Paczuła dopowiada, że problem może tkwić nie tyle w samym geście, ile w lęku przed pokazaniem światu, że naprawdę się wierzy.
– To już nie jest chowanie się. To pewne okazanie wszystkim swojego oddania. To jest wykopanie się z tych lin – zauważa, nawiązując do obrazu Jonasza ukrytego pod pokładem.
W tych kilku zdaniach streszcza się być może doświadczenie wielu mężczyzn: żyją, pracują, dźwigają odpowiedzialność, ale gdzieś głęboko pozostają ukryci. Nie tylko przed innymi. Czasem także przed samymi sobą. Dlatego męska modlitwa nie jest tu przedstawiana jako religijny dodatek do życia, ale jako moment prawdy. Jako wyjście z ukrycia.

Nie bez znaczenia jest też to, że Droga Odważnych tworzy przestrzeń właśnie dla mężczyzn. Bez udawania. Bez konieczności zakładania maski.
– Czasami mężczyźni na naszych spotkaniach potrafią płakać, klękać. W tym męskim gronie jest dużo emocji, bliskości, takiego braterstwa. Ta męskość hartuje się wśród mężczyzn – mówi Mariusz Marcinkowski.
To nie jest propozycja dla „idealnych”. Wręcz przeciwnie. Droga Odważnych od początku przyciąga także tych, którzy są w kryzysie, w nieuporządkowanych sytuacjach, na obrzeżach Kościoła, a nawet tych, którzy dopiero szukają.
– Jesteśmy bardzo otwarci. Mamy szacunek wobec historii człowieka, której nie znamy. Zapraszamy wszystkich z nieregularnymi sytuacjami, z wątpliwościami. Tworzymy trochę przestrzeń obok, żeby ci, którzy nie do końca mają odwagę wejść do kościoła, mogli spotkać się trochę przed.
To ważne zwłaszcza dziś, gdy wielu mężczyzn zgłasza się dopiero wtedy, gdy coś się rozpada: małżeństwo, życie zawodowe, poczucie sensu, relacja z Bogiem.
– Mam wrażenie, że my, mężczyźni, mamy tylko dwa stany skupienia: albo jest dobrze, albo jest źle. A jak jest źle, to wtedy zaczynamy szukać przestrzeni na refleksję – mówi Mariusz.
Właśnie dlatego Droga Lwa w Wielkim Poście wydaje się propozycją tak bardzo na czas. Nie tylko dlatego, że „wypada” zrobić wtedy coś ze sobą. Bardziej dlatego, że ten czas z natury prowadzi głębiej: do pytań o życie, o wiarę, o to, co naprawdę we mnie żyje.

Twórcy wspólnoty podkreślają, że Droga Lwa nie jest klasycznymi rekolekcjami. To raczej intensywne ćwiczenia, które dotykają całego człowieka: jego ducha, psychiki, ciała, relacji, historii i pragnień.
– Pracujemy w obszarze rozwoju duchowego, osobowego i fizycznego. Chodzi o zintegrowanie człowieka w pełni – wyjaśniają.
Symbol lwa nie jest tu przypadkowy. Jak tłumaczy, chodzi o odkrycie, że dojrzały mężczyzna nie jest ani samą twardością, ani samą łagodnością.
– Pokazujemy fragment Apokalipsy o lwie Judy i o Baranku. Prawdziwy mężczyzna ma w sobie tego, który potrafi zaryczeć, okazać siłę, ale ma też w sobie Baranka, który jest łagodny i gotowy do ofiary – mówią.
To właśnie brzmi jak zaproszenie do czegoś więcej niż wydarzenie. Do drogi. Do spotkania. Do zatrzymania się na serio. Bo może najważniejsze nie jest dziś pytanie, czy mężczyzna umie być twardy. Może ważniejsze jest to, czy umie stanąć w prawdzie. Czy umie uklęknąć. Czy umie poprosić o pomoc. Czy umie przyjąć braterstwo. Czy umie na nowo uwierzyć, że Bóg nie jest daleką ideą, ale Kimś żywym.
A wtedy dwa kolana przestają być wstydem. Stają się odpowiedzią.
Jeśli czujesz, że coś w Tobie domaga się prawdy – przyjdź.
Nie musisz być gotowy. Nie musisz mieć wszystkiego poukładanego. Wystarczy, że zrobisz pierwszy krok.
Droga Lwa odbędzie się w dniach 27–29 marca w Domu Katolickim w Sosnowcu (ul. Kościelna 8).
Szczegóły i zapisy: drogalwa.pl
Bo czasem największa odwaga zaczyna się nie od krzyku, ale od decyzji, by przyjść.

Dominika Bem



