9 kwietnia parafia Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Jaworznie-Ciężkowicach przeżywała dzień, na który czeka się długo – i który zostaje na długo. To miejsce ma swoją historię wiary zapisaną bardzo konkretnie. Kościół powstawał wysiłkiem ludzi. Nie tylko modlitwą, ale pracą, czasem, ofiarą. Tu wiara nigdy nie była teorią. Dlatego peregrynacja Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej nie była czymś „z zewnątrz”. Raczej powrotem.
Od powitania było widać, że to nie będzie zwykły dzień. Ludzie przychodzili wcześniej, zatrzymywali się, jakby chcieli ten moment uchwycić, zanim jeszcze się wydarzy. Wieczorem wspólnota zgromadziła się na Eucharystii, której przewodniczył biskup Artur Ważny.
W homilii były trzy światła.
Figura Zmartwychwstałego. Nie jako znak zwycięstwa bez historii, ale życie, które przeszło przez śmierć i ją uniosło.
Paschał. Światło, które nie ukrywa ran. Przeciwnie – nosi je w sobie. Jakby przypominało, że światło rodzi się właśnie tam, gdzie człowiek widzi tylko ciemność.
Krzyż ze stułą. Nie jako koniec, ale miejsce, w którym Bóg bierze człowieka na siebie.
I w tym wszystkim Maryja.
Nie zatrzymuje uwagi na sobie. Jak w Ewangelii – przychodzi i przynosi pokój. Biskup zatrzymał się przy Jej twarzy. Powiedział coś, co wielu zapamięta. „Maryja też ma blizny. Blizny, których nie chce ukrywać. Po to, żebyśmy my nie bali się pokazać swoich.” Bo może największym ciężarem człowieka nie są rany, tylko to, że próbuje je schować. Maryja – jak przypomniał – rozważała słowa Boga w swoim sercu. Nie wszystko rozumiała od razu. Ale była wierna. Zostawała.
Tego dnia wielu też zostało.
W ławkach. W ciszy. Przy obrazie.
Bez pośpiechu.
Cała lokalna wspólnota przeżywa ten czas razem. W sposób bardzo konkretny. Z własną historią, z doświadczeniem tej parafii, z pamięcią ludzi, którzy ten Kościół budowali.
tekst: Dominika Bem
zdjęcia: Dominik Błaszczyk



