Nie da się prowadzić innych do Boga, jeśli samemu się Go tylko pamięta. Dlatego katecheci zatrzymali się na chwilę. Nie po to, żeby nauczyć się nowych metod. Po to, żeby wrócić do źródła. Rekolekcje dla katechetów świeckich organizowane przez Wydział Katechetyczny Kurii Diecezjalnej w Sosnowcu, nie były dodatkiem do pracy. Są momentem, w którym wszystko się weryfikuje: słowa, które padają na lekcjach, motywacje, z których się żyje, i relacja, bez której to wszystko traci sens.
– „Rekolekcje dla katechetów świeckich są dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem. Uważam, że osoba, która na co dzień mówi o Bogu, sama powinna nieustannie dbać o swoją formację. Odkąd pracuję w diecezji sosnowieckiej i uczestniczę w tych spotkaniach, zawsze wracam z czymś dobrym dla siebie. To naprawdę pomaga – potem jest łatwiej, spokojniej, głębiej przeżywać swoją misję” – mówi Beata Plecak, nauczycielka religii w Szkole Podstawowej nr 12 w Dąbrowie Górniczej. I dodaje coś, co nie pasuje do wielu obiegowych opinii: – „Widzę w oczach uczniów ciekawość, otwartość, autentyczne zainteresowanie. Czasem brakuje wsparcia ze strony domu, ale na lekcjach naprawdę widać, że wiele dzieci przychodzi z radością i chce słuchać. To dla mnie ogromna wartość”.
„Katecheci też są w drodze. Jak uczniowie z Emaus. Idą, rozmawiają, szukają. I właśnie w tej drodze Jezus do nich dołącza. Idzie obok, wyjaśnia, pozwala zobaczyć więcej. A kiedy zaczynają Go rozpoznawać, wraca radość. I nagle okazuje się, że można iść dalej – z nową siłą” – mówił.
To nie jest teoria. To praktyka, która zaczyna się wcześniej, niż widać ją w klasie.
– „Jeżeli szkolne nauczanie religii ma prowadzić uczniów do ołtarza, to osoby prowadzące te zajęcia same muszą mieć głębokie życie religijne i duchowe. Dlatego organizujemy rekolekcje, których celem jest przede wszystkim pogłębienie osobistej relacji nauczycieli religii z Jezusem Chrystusem” – podkreśla ks. dr Michał Borda, dyrektor Wydziału Katechetycznego Kurii Diecezjalnej w Sosnowcu.
I dodaje: – „Cieszy mnie, że uczestniczą w nich katecheci z naszej diecezji, ale także gościmy nauczycieli religii z archidiecezji katowickiej oraz diecezji gliwickiej.”.
Grażyna Wrona, katechetka z ponad czterdziestoletnim doświadczeniem, pamięta jeszcze czasy, gdy religii uczono poza szkołą. Dziś uczy w szkole w Bydlinie i nie upraszcza rzeczywistości.

– „Człowiek nie przestał potrzebować Boga. To nie jest kwestia epoki ani mody. Bez tego trudno zrozumieć siebie i świat. Lekcja religii ma prowadzić do spotkania z Bogiem, ale też uczyć poruszania się w rzeczywistości, która – czy tego chcemy, czy nie – wyrasta z chrześcijaństwa. I ja widzę, że młodzi wcale nie są obojętni. Oni pytają. Czasem bardzo konkretnie, czasem nieporadnie, ale pytają. To znaczy, że szukają. Po ponad czterdziestu latach pracy wiem jedno: wiara rzadko zaczyna się od wielkich słów. Częściej od zwykłej obecności, od rozmowy, od tego, że ktoś traktuje młodego człowieka poważnie. I to działa, nawet jeśli nie od razu widać efekty. Św. Jan Paweł II mówił kiedyś, że obok katechezy istnieją też inne, bardzo silne przekazy, które próbują człowieka od niej odciągnąć. I to widać. Ale to nie znaczy, że wszystko jest stracone. To raczej znak, że tym bardziej potrzeba spokoju, cierpliwości i wierności. Bo młody człowiek i tak będzie szukał. Pytanie tylko, czy znajdzie kogoś, kto będzie umiał z nim o tym rozmawiać”
Jej doświadczenie pokazuje coś jeszcze: wiara nie znika z dnia na dzień i nie rodzi się od razu. To proces. Czasem powolny. Czasem trudny. W świecie pełnym różnych przekazów i opinii tym bardziej potrzebna jest obecność – cierpliwa i wierna.
Bo nie chodzi o to, żeby dobrze mówić o Bogu.
Chodzi o to, żeby nie mówić o Nim z pamięci.




