Marsz dla Życia i Rodziny nie jest manifestacją przeciwko komuś, ale świadectwem dla kogoś – dla dziecka, rodziny, małżeństwa, człowieka słabego i bezbronnego. O tym, jak mówić o obronie życia bez potępiania człowieka i dlaczego rodzina pozostaje najważniejszym środowiskiem ochronnym dla młodego pokolenia, rozmawiamy z ks. Grzegorzem Kossem, dyrektorem Diecezjalnego Centrum Służby Rodzinie i Życiu w Sosnowcu oraz przewodniczącym Rady Fundacji „Dla Rodziny”.
Marsz dla Życia i Rodziny odbędzie się 21 czerwca. Pytanie może proste na początek, ale jednak ważne: dlaczego w czerwcu, skoro przyzwyczailiśmy się do wrześniowych dat?
Powodów jest kilka. Po pierwsze większość Marszów dla Życia i Rodziny w Polsce odbywa się właśnie w tym czasie, od końca kwietnia, przez maj i czerwiec. Drugi powód jest praktyczny: wrześniowa pogoda przez ostatnie lata wypróbowała nas dość mocno. Ufamy, że czerwiec będzie bardziej sprzyjający, jeżeli chodzi o warunki meteorologiczne. Poza tym początek roku szkolnego ma w rodzinach swoją dynamikę. Powrót po wakacjach do szkoły to czas intensywny, w czerwcu natomiast zajęcia szkolne dobiegają końca. Szukamy zatem optymalnego czasu, żeby być razem. Zobaczymy, jak będzie wyglądała frekwencja i gotowość rodzin do udziału w marszu pod koniec roku szkolnego.
A po co w ogóle jest taka inicjatywa jak Marsz dla Życia i Rodziny? Czasami w dyskursie publicznym pojawia się interpretacja, że to marsz przeciw komuś albo przeciw czemuś. A mnie się wydaje, że to jest marsz dla kogoś.
Jako organizatorom marszu w Sosnowcu bardzo zależy nam na tym, żeby promować wartości, a nie iść przeciw komuś. Mamy przekonanie, że marsz powinien nieść pozytywny przekaz. Oczywiście jesteśmy świadomi, że wokół wartości życia i rodziny opartej na małżeństwie kobiety i mężczyzny toczy się dyskusja. Podejmowane są też decyzje, które w te wartości godzą. Właśnie dlatego promowanie rodziny jako trwałej wspólnoty kobiety i mężczyzny otwartej na przekazanie życia dzieciom jest tak ważne. Nie chcemy być przeciwko komuś. Chcemy być za człowiekiem.
„Promowanie rodziny” brzmi trochę tak, jakby w społeczeństwie był dziś spory deficyt tej wartości. Skąd on się wziął?
Żyjemy w takim kontekście kulturowym i społecznym, który bardzo duży nacisk kładzie na indywidualizm, na „ja”, na zaspokajanie swoich własnych potrzeb. Z takiego przeżywania własnego człowieczeństwa rodzą się postawy, które posuwają się nawet do eliminowania najsłabszych, np. poczętych dzieci albo tworzenia związków stojących w sprzeczności z prawdą o tym, czym jest małżeństwo w porządku naturalnym i w zamyśle Pana Boga. Stąd rodzi się pilna potrzeba promowania wartości każdego życia ludzkiego i rodziny, której fundamentem jest związek małżeński kobiety i mężczyzny. Przypominania o nich nie tylko w kościele, ale również w przestrzeni publicznej.
Jeśli chodzi o ochronę życia, ksiądz już trochę o tym powiedział, ale w ostatnich tygodniach mieliśmy medialne doniesienia o sprawach, o których powiedzieć „bulwersujące” to nic nie powiedzieć. Mam na myśli temat selektywnej aborcji. Czytałam o tym, śledziłam też media społecznościowe i komentarze. Tam działo się wszystko. Mamy bardzo jaskrawy przykład zabicia dziecka, wybrania jednego z dwojga. A z drugiej strony my, jako katolicy, widzimy grzech, potępiamy grzech, ale nie potępiamy człowieka. Jak w takich jaskrawych i trudnych sytuacjach widzieć człowieka, który dokonuje takiego czynu?
Myślę, że trzeba uczyć się patrzeć na niegooczami Pana Boga. Bóg jest tym, który zna zło i nigdy zła nie relatywizuje. Mówiąc w kategoriach wiary, zna grzech i nigdy nie nazywa grzechu czymś dobrym. Ale jednocześnie Chrystus umarł za każdego bez wyjątku człowieka i każdy jest ukochanym dzieckiem Boga, którego zbawienia On pragnie. Nawet jeśli człowiek popełnia czyny, które wołają o pomstę do nieba.
Zabicie dziecka przed urodzeniem, czyli człowieka niewinnego i zupełnie bezbronnego, jest w swojej istocie czynem moralnie szczególnie złym. Należy to zło nazwać po imieniu, zrobić wszystko, co możliwe, aby je zahamować, wzywać tego, który się go dopuszcza do zmiany postępowania, do nawrócenia, stanąć w obronie najsłabszych, którzy sami nie mogą się obronić. Z drugiej strony jednak ważne jest, aby nie przekreślić człowieka, nawet wtedy, gdy popełnił on wielkie zło, bo Bóg nigdy ze swojej miłości do człowieka nie rezygnuje i chce zbawienia każdego. Naszym zadaniem jest uczenie się takiego spojrzenia.
Czy w tym kontekście można powiedzieć, że Marsz dla Życia i Rodziny jest też przypomnieniem, że wszyscy jesteśmy jedną wielką rodziną? Czy ksiądz by tych porządków nie mieszał?
Tak można na to wydarzenie patrzeć. Rodzina jest wspólnotą osób, którym na sobie wzajemnie zależy i które biorą za siebie odpowiedzialność.Uczestnictwo w marszu to wzięcie odpowiedzialności na różnych poziomach. Najpierw za wspólnotę lokalną, w której żyjemy, wspólnotę tworzoną przez mieszkańców Sosnowca i Zagłębia, poprzez przypomnienie o wartościach stanowiących fundament życia społecznego i pokazanie, że świat nie stanął do końca na głowie, że jest wiele osób, dla których dziecko od pierwszej chwili istnienia i zdrowarodzina są naprawdę cenne.
Marsz jest również wzięciem odpowiedzialności za siebie nawzajem poprzez stworzenie przestrzeni spotkania, która pozwala biorącym w nim udział zobaczyć na własne oczy, że w szacunku dla ludzkiego życia i przywiązaniu do wartości rodzinnych nie są osamotnieni. Wspólne maszerowanie pomaga nabierać pewności, że będąc wiernym prawdzie o godności każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci, o małżeństwie jako nierozerwalnym związku kobiety i mężczyzny otwartym na przekazywanie życia, o rodzinie tworzonej przez mamę, tatę i dzieci nie jestem z kosmosu, nie jestem dziwakiem, że wokół jest wiele osób, które właśnie w taki sposób na człowieka, małżeństwo i rodzinę patrzą.
Marsz jest także wzięciem odpowiedzialności za tych, którzy obawiają się otwarcie przyznać do wartości, które dla nich osobiście są ważne, ale wymagają pójścia pod prąd dominującego nurtu w życiu społecznym, politycznym czy medialnym. Stanowi rodzaj zaproszenia do większej odwagi, do włączenia się do wspólnoty dających świadectwo o pięknie życia rodzinnego i godności każdego człowieka.
Czyli Marsz jest także doświadczeniem wspólnoty?
Tak. Można o tym przekonać się osobiście, biorąc w nim udział. Jest jednak jeszcze jeden niesłychanie ważny aspekt doświadczenia wspólnoty związany z marszem: chodzi o współpracę dziesiątek osób, które angażują się w jego zorganizowanie. Marszu nie da się przygotować w pojedynkę. Czymś niesłychanie pięknym i budującym jest to, że osoby związane zwieloma instytucjami diecezjalnymi, wspólnotami, ruchami, formujące się w różnych charyzmatach, przez wiele tygodni łączą siły, by to wydarzenie mogło się odbyć. Życie, małżeństwo i rodzina są wartościami, które jednoczą i inspirują, by razem stworzyć coś dobrego. I to się dzieje. W tym sensie marsz pozwala doświadczyć wspólnoty w różnorodności. To dla mnie ogromna wartość.
Jest ksiądz kapłanem, ale jest ksiądz też lekarzem, skończył ksiądz medycynę. Czy ksiądz, zgodnie ze swoim sumieniem, mógłby powiedzieć, że gdyby kondycja rodziny w Polsce była lepsza, to dramaty młodego pokolenia byłyby mniejsze? Myślę o zatrważających statystykach dotyczących dzieci i młodzieży: uzależnieniach od konsumpcji, pornografii, internetu, depresji, próbach samobójczych.
Narażenie dzieci i młodzieży na niebezpieczeństwa jest ogromne. Dobrze funkcjonująca rodzina odgrywa w tym aspekcie podwójną rolę. Z jednej strony trwała i pełna rodzina, w której wzajemne relacje pomiędzy rodzicami i relacje pomiędzy rodzicami a dziećmi są oparte na miłości jest środowiskiem chroniącym przed uzależnieniami i ich konsekwencjami. Z drugiej strony w sytuacji wejścia w zachowania ryzykowne doświadczenie stabilnej rodziny, zaangażowanych w życie dziecka i kochających je rodziców stanowi fundamentalnie ważną przestrzeń wsparcia, którazwiększa szansę rozwiązania trudności. Kondycja młodych ludzi jest niewątpliwie zależna od kondycji rodziny.
Pojawił się w naszej rozmowie bardzo ważny wymiar: wzięcie odpowiedzialności za słabszych, za tych, którzy może idą z boku. Pokazanie im, że rodzina naprawdę jest czymś dobrym. Ale Kościół nie zajmuje się rodziną tylko wtedy, gdy organizuje marsz i przechodzi ulicami miasta. Jak wygląda na co dzień duszpasterstwo rodzin? I gdzie są jeszcze słabe punkty?
Kościół nie zajmuje się rodziną tylko w czasie marszu i przygotowań do niego. W naszej diecezji działają ruchy o charyzmacie małżeńskim i rodzinnym, np. Domowy Kościół czy Spotkania Małżeńskie. Także inne wspólnoty, których pierwszorzędnym celem nie jest formacja małżonków, często gromadzą małżeństwa irodziny. Taką wspólnotą jest np. neokatechumenat, który prowadzi swoich członków drogą do dojrzałej wiary. Często jednak w tym dojrzewaniu biorą udział całe rodziny. Podobnie dzieje się w we wspólnotach charyzmatycznych.
Najbardziej podstawową przestrzenią duszpasterstwa rodzin jest jednak parafia. I właśnie tutaj pojawiają się największe wyzwania. Choć w niektórych parafiach istnieją próby formowania rodziców np. przy okazji przygotowania dzieci do Pierwszej Komunii Świętej lub młodzieży do bierzmowania, nie jest to działanie standardowe i systemowe. Wydaje się, że na tym polu jest wiele do przemyślenia i zrobienia. Tym bardziej, że wiele z tych rodzin potrzebowałoby najpierw ewangelizacji, bo wiara jest traktowana w nich marginalnie.
Istnieje też potrzeba znalezienia sposobów towarzyszenia młodym małżonkom. Przygotowanie do sakramentu małżeństwa jest prowadzone przez zespół wykwalifikowanych doradców życia rodzinnego na dobrym poziomie. Doradcy służą również pomocą w ramach poradnictwa rodzinnego po ślubie. Cenne byłoby jednak wypracowanie i rozwijanie form wsparciaw coraz głębszym życiu łaską sakramentu małżeństwa.
Duszpasterstwo rodzin obejmuje również osoby, które znajdują się w sytuacjach nieregularnych, np. żyją w związkach niesakramentalnych. W naszej diecezji działa wspólnota „Drogi nadziei”, która pomaga wzrastać takim osobom w wierze.
W naszej diecezji działa też Fundacja „Dla Rodziny”. Ksiądz całkiem sporo o niej wie. Czym zajmuje się na co dzień?
Fundacja „Dla Rodziny” ma już swojąkilkunastoletnią historię. Powstała ona w celupodejmowania inicjatyw na rzecz rodzin oraz wspierania działalności Diecezjalnego Centrum Służby Rodzinie i Życiu w Sosnowcu. W ramach swoich stałych działań fundacja oferuje bezpłatną poradnię prawną oraz konsultacje dla osób uzależnionych, współuzależnionych i doświadczających przemocy. Podejmuje również działania polegające na organizacji warsztatów, np. „Szkoły dla Rodziców i Wychowawców”, „Szkoły latania” dla dzieci i młodzieży czy warsztatów „Przytul mnie mocno” dla par. W siedzibie fundacji mogą też skorzystać z konsultacji psychologicznych osoby z doświadczeniem starty dziecka oraz rodzice wychowujący dzieci neuroatypowe, np. ze spektrum autyzmu. Fundacja jest również aktywna w mediach społecznościowych, m.in. przygotowuje serię podcastów o tematyce rodzinnej, w tym o zagadnieniach związanych z adopcją. No i współorganizuje Diecezjalny Marsz dla Życia i Rodziny, którego tegoroczna edycja odbędzie się 21 czerwca i na który serdecznie zapraszam.



