„Bóg czeka przy studni ludzkiej historii”. Darek Minor o Mobilnym Kościele w Sosnowcu

Jeszcze kilka lat temu stał z boku i tylko obserwował. Dziś sam wychodzi do ludzi. Darek Minor, członek wspólnoty Miasto Ocalenia w Sosnowcu, odpowiada za organizację Mobilnego Kościoła – inicjatywy, która w każdy drugi wtorek miesiąca pojawia się w centrum miasta, niedaleko dworca. Tam, gdzie wielu ludzi przechodzi obojętnie, wolontariusze proponują rozmowę, herbatę i modlitwę. W rozmowie opowiada o własnej drodze wiary i o tym, dlaczego najważniejsze jest spotkanie z drugim człowiekiem.          

– Staram się żyć słowami św. Jana od Krzyża: „Gdzie nie ma miłości, tam połóż miłość, a znajdziesz miłość” – dodaje.

– Dziś prowadzisz Mobilny Kościół. Jak zaczęła się Twoja droga we wspólnocie Miasto Ocalenia?

We wspólnocie jestem cztery lata i dwa miesiące. Wśród ludzi, którzy są tutaj dużo dłużej, to naprawdę krótko. Dlatego czasem mówię o sobie z uśmiechem, że jestem jeszcze świeżo nawrócony. Ale w tych czterech latach wydarzyło się bardzo wiele. Pan Bóg przemienił moje serce i moje życie.

– Twoje pierwsze spotkania z Mobilnym Kościołem wyglądały zupełnie inaczej niż dziś?

Tak. Na początku przychodziłem tylko jako obserwator. Stałem gdzieś z boku i patrzyłem, co się dzieje. Bardzo się bałem podejść do ludzi. Miałem w sobie takie przekonanie, że to nie jest dla mnie. Że są tu ludzie dużo lepsi, bardziej godni, bardziej wierzący. Dziś wiem, że to było raczej moje myślenie o sobie niż prawda o tym, kim jestem w oczach Boga.

– Co sprawiło, że z obserwatora stałeś się kimś, kto dziś prowadzi to dzieło?

Zmieniła się moja relacja z Jezusem. Wcześniej Pan Jezus nie był dla mnie tak bliski jak teraz. Nie miałem żywej relacji z Bogiem. Kiedy ta relacja zaczęła się rodzić, wszystko zaczęło się zmieniać. Pan Bóg zaczął przemieniać moje serce. A ja mogłem powiedzieć tylko jedno słowo: Amen.

Amen na Jego wolę.

Amen na Jego Słowo.

Amen na Jego prowadzenie i natchnienia.

Przestałem uciekać.

– Mobilny Kościół to bardzo prosta forma obecności Kościoła w mieście. Co w niej jest najważniejsze?

Spotkanie. Oczywiście jest herbata, czasem ubrania czy jakaś pomoc materialna. Ale bardzo często ważniejsza od tego wszystkiego jest rozmowa. Człowiek przychodzi i ktoś go po prostu słucha. Bez oceniania. Bez wyliczania błędów. Bez patrzenia z góry. Tutaj wszyscy jesteśmy równi.

– W Twoich słowach często wraca myśl o tym, że Bóg przychodzi do konkretnej historii człowieka.

Bo tak właśnie jest. Bóg zawsze woła po imieniu. Każdego indywidualnie. Tak samo jak kiedyś zawołał mnie. Dlatego kiedy spotykam drugiego człowieka, chcę zobaczyć jego historię. Każdy ma inną drogę, inne doświadczenia, inne rany, inne problemy.

I właśnie do tej historii przychodzi Bóg – z tą samą miłością. On kocha tak samo. Tak samo stworzył każdego człowieka i tak samo pragnie go przyjąć.

– W Mobilnym Kościele szczególne miejsce zajmuje także Słowo Boże.

Tak. Mamy takie pudełko z fragmentami Pisma Świętego. Każdy może podejść i wylosować cytat. Mnie te nasze spotkania skojarzyły się ostatnio z Ewangelią o Samarytance przy studni. Jezus czekał tam właśnie na nią. Znał jej historię, wiedział, jak bardzo była skomplikowana i jak trudne było jej życie. Wiedział też, jak ciężko było jej przyjść do tej studni. A jednak czekał.

To pudełko ze Słowem jest trochę jak ta studnia. Człowiek wkłada rękę i wyciąga fragment Pisma. I bardzo często okazuje się, że to Słowo mówi dokładnie o jego życiu.

Jeśli ktoś przyjmie to Słowo, ono naprawdę ma moc przemienić serce.

– Co najczęściej chciałbyś powiedzieć ludziom, których spotykasz podczas Mobilnego Kościoła?

Że nieważne, skąd przychodzisz. Nieważne, jaka jest Twoja historia. Nieważne, z czym się zmagasz. Nawet jeśli sam siebie nie lubisz albo nie widzisz w sobie nic dobrego. Bóg przychodzi i mówi: kocham cię takim, jakim jesteś. Nie osądza. Nie odrzuca. Nie przekreśla. On tylko mówi: uwierz we Mnie i zaufaj.

– Mobilny Kościół odbywa się regularnie w centrum Sosnowca.

Tak. Spotykamy się w każdy drugi wtorek miesiąca w centrum miasta, niedaleko dworca. To bardzo proste doświadczenie Kościoła – obecność, rozmowa, modlitwa, Słowo Boże. Ale właśnie w tej prostocie często dzieją się rzeczy najważniejsze.

– Jeśli ktoś chciałby pomóc w tym dziele – co może zrobić?

Nasza wspólnota ma dom na ulicy Smutnej 5 w Sosnowcu. Tam trafiają wszystkie dary: ubrania i rzeczy dla potrzebujących. Tam też je segregujemy, żeby mogły trafić do ludzi w odpowiednim czasie. Można przynieść rzeczy, można pomóc w organizacji, można też po prostu przyjść i być. Bo czasem naprawdę niewiele trzeba, żeby dla kogoś stać się znakiem nadziei.

Rozmawiała Dominika Bem