Miłość nie pyta, czy wyjazd nad morze jest „najpilniejszą potrzebą”. Pakuje walizki, liczy dzieci, sprawdza bilety i rusza w drogę. Wie, że człowiek żyje nie tylko chlebem. Dziecko również.
Podopieczni sosnowieckiej Świetlicy „U Matki Teresy” spędzili wakacyjny czas nad Bałtykiem. Były spacery, zabawa, Ustronie Morskie i wyprawa do Kołobrzegu. Była też niedzielna Eucharystia w bazylice katedralnej. Bo chrześcijański wypoczynek nie polega na ucieczce od Boga. Przeciwnie – pozwala odkryć, że On czeka także na plaży, w porcie, podczas wspólnego posiłku i w zachwycie dziecka, które nagle widzi przed sobą bezkres.
Można zapewnić dziecku posiłek, pomóc odrobić lekcje i kupić szkolną wyprawkę. To bardzo ważne. Ale można zrobić jeszcze coś: pokazać mu, że świat jest większy niż jego codzienne ograniczenia. Że życie nie musi składać się wyłącznie z tego, co trudne, przewidywalne i dostępne na wyciągnięcie ręki.
Właśnie temu służy Świetlica „U Matki Teresy”. Nie jest przechowalnią dzieci ani punktem pomocy działającym od godziny do godziny. Jest domem otwartym tam, gdzie ktoś mógłby pozostać sam. Miejscem, w którym chrześcijaństwo przestaje być teorią, a staje się obiadem, pomocą w nauce, rozmową, cierpliwością i wspólnie przeżytą podróżą.
Patronuje jej Matka Teresa Kierocińska, Matka Zagłębia. Przyjmowała dzieci, troszczyła się o ubogich, chroniła potrzebujących. Wiedziała, że Ewangelia zaczyna się nie od wielkich deklaracji, lecz od dostrzeżenia konkretnego człowieka. Zwłaszcza najmniejszego.
Ten wakacyjny wyjazd jest właśnie taką Ewangelią. Bez mikrofonu i bez podniosłych słów. Ewangelią, która, pachnie morzem i pilnuje, żeby żadne dziecko nie zostało z tyłu. Bo czasami największym darem nie jest samo morze. Największym darem jest odkrycie, że komuś naprawdę zależało, abyś je zobaczył.
tekst: Dominika Bem



