Publikujemy homilię bp. Artura Ważnego wygłoszoną 8 września, w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. Eucharystia zwieńczyła 230. Pielgrzymkę Jaworznicką. W dniu, w którym Kościół świętuje narodziny Maryi, biskup mówił o Jej obecności, która nie zatrzymuje na sobie, ale zawsze prowadzi do Jezusa.
Homilia na zakończenie 230. Pieszej Pielgrzymki z Jaworzna na Jasną Górę
Polski szpital polowy
Jesteśmy w tym najpiękniejszym polskim szpitalu polowym – w Kaplicy Cudownego Obrazu. Patrzę na wasze twarze, opalone, zmęczone, na wasze zakurzone buty, na bandaże przebijające przez sandały. Ale przede wszystkim patrzę na wasze oczy. Oczy, w których dzisiaj odbija się Jej spojrzenie.
Wyobraźcie sobie – jest końcówka XVIII wieku. Na ziemiach polskich trwają zawirowania historii. Polska znika z mapy Europy. Co robią ludzie w Jaworznie? W obliczu lęku, bezradności i beznadziei nie zamykają się w rozpaczy. Formują pierwszą pieszą pielgrzymkę. Zbierają w węzełek cały swój strach i idą. Idą po nadzieję do Matki. Dzisiaj, wy, kończąc 230. Pieszą Pielgrzymkę z Jaworzna na Jasną Górę, jesteście żywym przedłużeniem tamtego aktu wiary. Przynieśliście na Jasną Górę osobiste i wspólnotowe marzenia i plany, ale również rozdarcia, popękane relacje, wielką samotność i pokłady lęku. Składacie także intencje związane z naszą Ojczyzną, która bardzo potrzebuje mądrych i prawych umysłów oraz kochających i wrażliwych serc, by nie powtórzyła się bolesna historia sprzed wieków.
Liturgia Kościoła daje nam dziś święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Świętujemy urodziny Tej, która przyniosła nam Zbawiciela. Bóg zaś opowiada nam dziś także historię zwiastowania Józefowi. Z tej Ewangelii wyłuskajmy duchowe drogowskazy, które pozwolą nam zrozumieć, co się w tych dniach drogi wydarzyło i z czym macie wrócić do swoich domów.
„Zanim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego” (Mt 1, 18)
Zanim zamieszkali razem. Zanim byli gotowi. Zanim Józef przygotował dom, warsztat, stabilność finansową. Bóg wkracza w to józefowe „zanim”. Widzimy tu działanie Ducha Świętego, który zawsze uprzedza nasze plany. Łaska uprzedzająca. Bóg nie czeka, aż będziemy idealnie przygotowani, wyprasowani duchowo, bezgrzeszni.
Ojcowie Kościoła widzieli w Maryi nową Ewę. Ewa, z powodu swojej nieufności, splotła węzeł grzechu i śmierci, kiedy wszystko w raju było „gotowe” i idealne. Maryja, przez swoje posłuszeństwo, rozwiązuje ten węzeł w warunkach całkowicie po ludzku niegotowych. Bóg stwarza w Niej życie dosłownie z niczego.
Pomyśl o swojej drodze. Ilu z was planowało tę pielgrzymkę inaczej? Myśleliście: „pójdę, kiedy rozwiążę swoje problemy, kiedy poukładam sobie życie, kiedy będę lepszym człowiekiem”. A Bóg mówi do ciebie dzisiaj: Ja działam w twoim „zanim”. Zanim poskładałeś swoje małżeństwo, zanim ogarnąłeś swoje finanse, zanim przestałeś krzyczeć na dzieci – Duch Święty już w tobie działał. Może właśnie na szlaku poczułeś to poruszenie, tę iskrę. Bóg jest brzemienny łaską w twoim życiu, zanim ty w ogóle zdążysz przygotować dla Niego mieszkanie.
„Józef, jej mąż, będąc człowiekiem sprawiedliwym i nie chcąc narazić jej na zniesławienie, zamierzał oddalić ją potajemnie” (Mt 1, 19)
Zobaczcie, jaki dramat przeżywa Józef. To jest węzeł nie do rozplątania. Prawo Mojżeszowe nakazywało ukamienowanie za niewierność. Józef jest „sprawiedliwy” – w sensie biblijnym oznacza to, że całe jego życie opiera się na Słowie Bożym. Ale ta sytuacja rozsadza jego ramy. Józef widzi, że Bóg pisze historię, której on nie potrafi przeczytać. Co robi? Nie chce Maryi upokorzyć, nie chce jej zniszczyć. Wybiera rozwiązanie, które rani jego samego – chce odejść w cień. Potajemnie, bez robienia scen, bez oskarżania. Uczymy się tu od Józefa niezwykłej delikatności w ocenianiu drugiego człowieka. Kiedy nie rozumiesz historii swojego brata, swojej żony, swojego dziecka – nie rzucaj kamieniem. Wybierz łagodność.
Ile razy na tej pielgrzymce, kiedy bolały nogi, kiedy w nocy było zimno, a brat czy siostra idący obok irytowali cię swoim zachowaniem, miałeś ochotę „oddalić się potajemnie”? Zdezerterować? Ile razy w twoim codziennym życiu: w kryzysie małżeńskim, w trudnej pracy, w Kościele, który często rozczarowuje, myślisz sobie jak Józef: „wycofam się po cichu, nie pasuję tu, to mnie przerasta”? Józef w swoim kryzysie uczy nas czegoś ważnego: jego wątpliwości nie były buntem przeciwko Bogu, były lękiem człowieka, który czuje się za mały wobec tajemnicy. Jeśli masz w sercu takie chwile chęci ucieczki – to znak, że stoisz na progu czegoś wielkiego.
„Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki…” (Mt 1, 20)
To jest serce dzisiejszego słowa! Bóg wysyła anioła na ratunek Józefowi. Józef śpiący to obraz Adama z Księgi Rodzaju. Kiedy Adam spał, Bóg z jego żebra stworzył mu oblubienicę. Kiedy Józef śpi snem pełnym udręki, Bóg przez anioła daje mu z powrotem jego Oblubienicę, zrehabilitowaną, czystą, niosącą Zbawienie. Maryja staje się tutaj Arką Przymierza. Anioł mówi do Józefa: nie bój się wziąć tej Arki – Maryi pod swój dach.
Mariologia i teologia łączą się tu w jednym, niesamowicie czułym geście. „Wziąć do siebie Maryję” to znaczy zaprosić tajemnicę wcielenia w swoją codzienność. I to jest konkretne zadanie dla was. Przyszliście tu po tylu dniach w upale i deszczu. Jesteście u Niej w domu. Ale Ona nie chce, żebyście tylko Ją tu odwiedzili, zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie przed Szczytem i wrócili do starych nawyków. „Nie bój się wziąć do siebie Maryi”. Weź Ją do autobusu czy pociągu powrotnego. Weź Ją do swojego blokowiska w Jaworznie, weź do kopalni, do szkoły, do kuchni, w której znowu pokłócisz się z mężem. Wprowadź Maryję w ten twój bałagan. Gdziekolwiek wejdzie Maryja, tam narodzi się Jezus. Kto wziął do siebie Maryję, ten przygarnął Miłość, która potrafi scalać najtrudniejsze pęknięcia.
„Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański” (Mt 1, 24)
Józef się budzi. Koniec snu, udręki, zmagania. Zaczyna się czyn. Teologia widzi w tym jedno z najpiękniejszych świadectw „posłuszeństwa wiary”. Józef nie dyskutuje, nie żąda dodatkowych znaków, nie pyta o certyfikat z nieba. Jego miłość staje się niezwykle konkretna. Przejmuje odpowiedzialność za Maryję i za to nienarodzone Dziecko. Zostaje ich osłoną, cieniem Ojca.
Drodzy Pielgrzymi, dzisiaj w tej Kaplicy dobiega końca wasz czas fizycznego wędrowania i wpatrywania się w Obraz. Jutro będziecie musieli się obudzić we własnych łóżkach. Pielgrzymka się kończy, ale ta najważniejsza droga dopiero się zaczyna. Przebudzenie to wejście w odpowiedzialność. Prawdziwa pielgrzymka weryfikuje się nie tutaj, u stóp ołtarza, ale za tydzień, w Jaworznie, kiedy będziesz musiał, przebudziwszy się z uniesień, „uczynić tak, jak Bóg ci polecił”. Zanieść cierpliwość teściowej. Przebaczyć bratu. Poprosić o spowiedź po latach. Przestać narzekać, a zacząć kochać. Bąble na stopach wkrótce znikną, skóra z nosa zejdzie. Ważne, żeby nie zniknęła wrażliwość z twojego serca, którą na nowo, delikatnie uformował tutaj Bóg.
Idziemy do ludzi
Świętujemy dzisiaj urodziny Maryi. Urodziny to moment odcięcia pępowiny. Dziecko zaczyna żyć własnym życiem, oddychać samodzielnie. Wy przez te 230 lat istnienia waszej pielgrzymki, rok w rok, wędrujecie tu, by połączyć się duchową pępowiną z Sercem Matki. Czerpiecie stąd życie, stając przed Nią, ale potem trzeba znów odciąć pępowinę i żyć coraz bardziej dojrzałą wiarą i duchowością.
Kiedy dzisiejszego wieczoru ostatecznie zdejmiecie z nóg zakurzone buty, pomyślcie o tym, że Bóg nie chce, abyście także zdjęli buty z waszych serc. Serce chrześcijanina musi być zawsze zasznurowane do drogi. Zawsze gotowe do wyjścia ku drugiemu człowiekowi.
Wrócicie do domów. Odłożycie plecaki do szafy. Kiedy za kilka miesięcy będzie wam w życiu ekstremalnie trudno, zajrzyjcie do tych plecaków. Może na samym dnie znajdziecie trochę wgniecionego w materiał jasnogórskiego pyłu. Niech ten pył przypomni wam to, o czym Bóg zapewnił was dziś przez swojego anioła: że zna wasze lęki, że ratuje was w waszym „zanim”, i że nigdy, przenigdy nie pozwoli wam iść w ciemnościach samotnie.
Niech ta mała Dziewczynka – Maryja, która dzisiaj się nam rodzi, a która w tym cudownym Wizerunku patrzy na was jako dojrzała, zraniona, ale najukochańsza Matka, prowadzi was szczęśliwie do domu i na każdej drodze.



