„Tkajcie dla nas duchowe skrzydła”. Bp Artur Ważny do Margaretek

– Nie sztuką jest kochać kapłana za to, jaki jest. Sztuką jest wymodlić to, kim może się stać – mówił bp Artur Ważny podczas pielgrzymki Apostolatu „Margaretka” do bazyliki Matki Bożej Anielskiej. Dziękował za wierną modlitwę za kapłanów i prosił, by nie ustawała także wtedy, gdy przychodzi słabość i kryzys. Publikujemy pełny tekst homilii.

Homilia w bazylice Matki Bożej Anielskiej
– pielgrzymka Apostolatu „Margaretka”, 8 września 2026 r.

Kochane „Margaretki” z diecezji sosnowieckiej!

Przyszliście na urodziny Matki Bożej. A co można podarować Matce z okazji Jej narodzin? Najpiękniejszym prezentem dla matki jest to, gdy ktoś troszczy się o jej synów. Wy to robicie. Każda i każdy z Was przyniósł tu dziś w sercu imię jakiegoś kapłana. Wasza obecność tutaj to najczulszy urodzinowy bukiet, jaki Maryja mogła dziś otrzymać.

Modlitwa za kapłana to nie jest cerowanie jego dziurawego życia. To jest tkanie dla niego nowych skrzydeł. Jesteście tu, bo uwierzyliście, że za każdym wielkim dziełem w Kościele stoi ktoś, kto w ukryciu zgina kolana. Z całego serca wam za to dziękuję. Za waszą cichą, niezłomną, często niedocenianą wierność. W naszej sosnowieckiej diecezji, która potrzebuje dziś tak wiele duchowego tlenu, wy jesteście płucami, przez które oddycha nadzieja.

Dziś, w to Maryjne święto, Kościół daje nam Słowo o… Józefie. To nie pomyłka. To genialna pedagogia Boga. Józef uczy nas, jak przyjąć Maryję i jak chronić Tego, którego Ona nosi. Spróbujmy odczytać tę Ewangelię o zwiastowaniu Józefowi jako opowieść o waszej misji – o powołaniu „Margaretek”.

Uprzedzająca łaska: „Wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego” (Mt 1, 18)

Zanim człowiek zdąży cokolwiek zaplanować, zanim poukłada sobie życie według własnej, ludzkiej logiki, Bóg już działa. Duch Święty jest zawsze o krok przed nami.

Kochani, jakże często patrzycie na swoich kapłanów i widzicie chaos. Widzicie braki, niedoskonałości, może jakieś duszpasterskie nieporadności, które po ludzku nie spinają się w idealną całość. Ale to zdanie mówi wam dziś: zanim wy zaczniecie się o nich martwić, Duch Święty już w nich działa. Wasza modlitwa nie jest wymuszaniem na Bogu, by zajął się kapłanem. Wasza modlitwa jest robieniem miejsca dla Ducha Świętego, by mógł w tym kapłanie począć to, co święte.

Nie sztuką jest kochać kapłana za to, jaki jest. Sztuką jest wymodlić to, kim może się stać. Wy, jako Apostolat Margaretka, jesteście wezwani do duchowego macierzyństwa – rodzicie w kapłanach Chrystusa na nowo, w ciszy waszych izdebek, często „wpierw”, zanim oni sami zorientują się, jak bardzo tej łaski potrzebowali.

Kryzys i milczenie miłości: „Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie” (Mt 1, 19)

To jest jeden z najbardziej dramatycznych momentów w Ewangelii. Kryzys dobrego człowieka. Sprawiedliwość Starego Testamentu kazała kamienować. Sprawiedliwość Józefa każe chronić. Ojcowie Kościoła pięknie tłumaczą, że Józef nie wątpił w czystość Maryi, ale czuł się niegodny tajemnicy, która się w Niej dokonała. Chciał się usunąć w cień. Jego sprawiedliwość to milczenie, które ochrania miłość.

Pomyślcie teraz o waszych księżach. Ilu z nich w dzisiejszym świecie, zmagając się z hejtem, niezrozumieniem, samotnością, własną słabością, a czasem potężnym kryzysem tożsamości – chce „oddalić się potajemnie”? Ilu księży w naszej diecezji nosiło lub nosi w sobie ten dramatyczny ból Józefa: „Nie pasuję tu, nie daję rady, muszę odejść, zrezygnować”? I w tym momencie pojawiacie się wy. „Margaretki” to nie jest trybunał, który osądza kapłana. „Margaretka” to płaszcz, który chroni przed wstydem, strachem, oskarżeniem czy zniesławieniem. Wy nie wytykacie palcami. Wy bierzecie różaniec. Chroniąc godność kapłana w modlitwie, naśladujecie najwyższą formę sprawiedliwości – sprawiedliwość miłosierdzia.

Kto prawdziwie kocha Kościół, ten widząc słabość kapłana, nie rzuca w niego kamieniem, ale rzuca na kolana – samego siebie. Wasze modlitewne milczenie często ratuje kapłańskie życia przed roztrzaskaniem o bruk rozpaczy.

Zwycięstwo nad lękiem: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki…” (Mt 1, 20)

Anioł wkracza w sam środek nocy, w sam środek lęku. Bóg nie mówi Józefowi: „Wszystko będzie łatwe”. Bóg mówi: „Nie bój się, weź Maryję”. Z teologicznego punktu widzenia, przyjęcie Maryi pod swój dach to przyjęcie samego Kościoła. Kto ma Maryję, ten ma wszystko, co potrzebne, by przyjąć Jezusa.

Apostolat Margaretka to nic innego, jak wcielony w życie głos anioła. Kiedy siadacie do modlitwy, kiedy przez siedem dni w tygodniu siedem osób otacza księdza modlitewnym pancerzem, wy duchowo stajecie nad jego łóżkiem i szeptem Ducha Świętego mówicie mu: „Proszę księdza, nie bój się. Nie bój się wziąć do siebie Maryi”. Bo kapłan bez Maryi staje się tylko kościelnym urzędnikiem, rzemieślnikiem od sakramentów. Ale kapłan z Maryją staje się ojcem. Słowo „marguerite” oznacza perłę. A perła powstaje z rany, z bólu małża, do którego dostał się obcy, raniący pyłek.

Wasze modlitwy to perły rodzące się z ran Kościoła. Przynosicie kapłanom Maryję, aby już nigdy nie bali się własnej słabości, bo w Niej znajdą schronienie.

Przebudzenie i konkret działania: „Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie” (Mt 1, 24)

Sen Józefa, podobnie jak sen Adama w raju, jest snem płodnym – budzi się z niego nowy świat. Ale wiara nie może pozostać tylko w sferze marzeń i wizji. Przebudzenie to konkret. Józef wstaje i działa. W posłuszeństwie i bez słowa (Józef w Ewangeliach nie wypowiada ani jednego zdania!) realizuje Boży plan.

O co tak naprawdę się modlicie? Jaki jest cel „Margaretki”? Modlimy się nie o to, by księdzu było w życiu wygodnie. Modlicie się o to, by kapłan się przebudził. By wyrwał się z letargu rutyny, ze snu bylejakości, z drzemki duchowego lenistwa. Kiedy wy się modlicie, gdzieś na parafii w Dąbrowie, w Sosnowcu czy w Jaworznie wstaje ksiądz, bierze stułę, idzie do konfesjonału i ze łzami w oczach słucha grzesznika, stając się narzędziem Bożego miłosierdzia. To jest owoc waszej modlitwy! To jest ten poranek Józefa. Wasza cicha modlitwa podtrzymuje jego ręce podnoszące Hostie.

Świętość kapłana to nie jest brak upadków. Świętość kapłana to szybkość, z jaką wstaje do walki o dusze ludzkie. Wy jesteście budzikiem Bożej łaski w ich życiu.

Tkajcie duchowe skrzydła

Stojąc tu dzisiaj, u stóp Matki Bożej Anielskiej, chcę Wam, w imieniu własnym i wszystkich braci w kapłaństwie, spojrzeć głęboko w oczy i powiedzieć jedno słowo, z samej głębi serca: Dziękuję.

Dziękuję, że nie zwątpiliście. Dziękuję, że kiedy świat krzyczy na Kościół, wy szepczecie do Boga. Dziękuję, że jesteście dla nas jak Weronika wycierająca twarz Chrystusa w nas, brudną od pyłu naszych grzechów i naszych błędów.

Nie ustawajcie. Bóg nie liczy naszych słów, Bóg waży nasze łzy i naszą wierność. Bądźcie dalej strażniczkami i strażnikami kapłańskich serc. Tkajcie dla nas te duchowe skrzydła każdego dnia, abyśmy – tak jak Józef – budzili się ze snu, brali Maryję za rękę i nieśli Jezusa w ten zagubiony, ale jakże głodny miłości świat.