Katedra może stracić dach. Nie może stracić ludzi. Ks. kan. Jan Gaik: „To jest dzień niedoceniany”

W nocy patrzył, jak płonie dach sosnowieckiej katedry. Dziś, kiedy codziennie wchodzi do świątyni, najpierw patrzy na ołtarz, polichromie Tetmajera i światło wpadające przez witraże. Ale za swoje szczególne miejsce uważa… konfesjonał. Ks. Jan Gaik, proboszcz bazyliki katedralnej Wniebowzięcia NMP w Sosnowcu, mówi o świątyni, która przetrwała pożar, o biedzie, której coraz częściej nie widać w portfelu, lecz w ludzkim wnętrzu, o młodych wracających do spowiedzi i o czterech dziecięcych wózkach wyjeżdżających po niedzielnej Mszy. 8 sierpnia, w święto poświęcenia katedry, pyta także, czy pamiętamy jeszcze, że katedra jest matką kościołów całej diecezji.

Rozmawia Dominika Bem 

Pamięta Ksiądz pierwszy moment, kiedy wszedł do sosnowieckiej katedry?

Na pewno bywałem tutaj za biskupa Adama Śmigielskiego, kiedy odbywały się spotkania kapituły i Msze święte w katedrze. Później, gdy pracowałem w Strzemieszycach Wielkich, biskup Adam mianował mnie kanonikiem katedralnym. Bywałem wtedy u ks. Wacława Wicińskiego, który był zresztą moim rodakiem. I tak zaczęła się moja bliższa znajomość z tym miejscem.

A dzisiaj? Po tylu latach wchodzi Ksiądz do niej i jeszcze potrafi się zachwycić?

Codziennie dostrzegam coś innego. Widzę przede wszystkim, jak bardzo ta katedra się zmieniła. Kiedy człowiek wchodzi do środka, wzrok naturalnie biegnie ku głównemu ołtarzowi, ku polichromiom. A jeżeli jest słońce, trzeba spojrzeć na witraże. Światło robi tutaj niesamowitą rzecz. Katedra bywa ciemna, a potem nagle gdzieś pada smuga światła i zaczynają wychodzić kolory, szczegóły. Wtedy dopiero człowiek widzi jej piękno.

Ma Ksiądz swoje miejsce w tej ogromnej świątyni? Takie najbardziej osobiste?

Mój konfesjonał.

Nie ołtarz? Nie jakaś szczególnie piękna kaplica?

Konfesjonał przy ołtarzu św. Zyty. Jestem tam właściwie codziennie. Święta Zyta jest zresztą bardzo ciekawą postacią na nasze czasy. Kojarzy mi się z pomocą biednym, potrzebującym, ludziom bezdomnym, pogubionym, tym, którym życie się nie poukładało.

Jaka jest współczesna bieda? Kiedyś częściej była pustym talerzem. Dzisiaj może być samotnością.

Tak. Biedy duchowej jest bardzo dużo. I my tutaj widzimy ją szczególnie, bo jesteśmy w samym centrum miasta. Spotykamy ludzi bardzo różnych: wspaniałych, głęboko duchowych, ale też zaniedbanych, pogubionych, takich, którzy nie potrafią już odnaleźć sensu własnego życia. Czasami ktoś całymi dniami gdzieś przesiaduje. Nikomu nie szkodzi. Próbuje się mu pomóc, ktoś przychodzi, próbuje rozmawiać, a później okazuje się, że on właściwie niczego nie chce. Chce tylko, żeby zostawić go w spokoju. To są takie wyspy samotności.

I właśnie w środku takiego miasta stoi katedra. Świątynia, która sama przeszła przez dramat pożaru. 

To było niesamowite zaskoczenie. Noc. Telefon około pierwszej. Wiadomość, że katedra się pali. Zadzwoniłem do biskupa Grzegorza i pobiegliśmy. Patrzy człowiek, jak to wszystko płonie, i nie wie, co będzie dalej. To jest coś strasznego. Spłonął cały dach. Na szczęście wnętrze nie zostało zniszczone tak, jak początkowo można się było obawiać. Posadzka ucierpiała stosunkowo niewiele, choć spadały żyrandole. Ołtarze przetrwały. Najważniejsze było to, że ogień nie przeszedł dalej na wieżę. Tam przecież wewnątrz jest konstrukcja drewniana, są dzwony. Gdyby płomień tam się dostał, zniszczenia byłyby niewyobrażalne. Potem przyszła odbudowa. Zawsze będę podkreślał ogromną pomoc biskupa Grzegorza Kaszaka. Bardzo się starał, zabiegał o środki. Prace były niezwykle kosztowne, a mimo to odbudowę dachu udało się przeprowadzić bardzo szybko. W rok.

8 sierpnia obchodzimy święto poświecenia katedry. Umiemy  ucieszyć się tą datą? 

Ten dzień jest zapisany w kalendarzu liturgicznym, ale mam czasami wrażenie, że niewiele więcej z tego wynika. A przecież powinien nam przypominać, czym jest katedra. Ja, może dlatego że jestem już starszym człowiekiem, przywiązuję wielką wagę do historii. Myślę o ludziach, którzy włożyli ogromny trud w wybudowanie tego kościoła. Przecież to były czasy zaboru rosyjskiego. A mimo tego powstała tutaj wielka maryjna świątynia, która stała się znakiem chrześcijaństwa w Sosnowcu. W katedrze mamy też figurę św. Piotra. Dla mnie ona przypomina o jedności Kościoła z Piotrem, z papieżem. W tamtej rzeczywistości, w sąsiedztwie silnej obecności prawosławia, również ten znak miał swoje znaczenie.

Może właśnie dlatego katedra jest czymś więcej niż „najważniejszym kościołem w mieście”. Ona przypomina, że Kościół nie zaczyna się ode mnie. Nie jest „mój”. Jest Chrystusa.

Nasza katedra jest jednym z kościołów Kościoła powszechnego. A jednocześnie tutaj codziennie dokonuje się to, co najważniejsze: sprawowana jest Eucharystia. Tutaj dokonuje się również duchowa przemiana człowieka. Ludzie, którzy przychodzą do kościoła, przecież nie są źli. Ale zawsze mogą stawać się lepsi.

A są jeszcze znaki, które dają Księdzu nadzieję? Bo bardzo łatwo dziś opowiadać o pustych kościołach.

Są. Cieszymy się, że nawet teraz, w wakacje, rano przychodzi na Mszę około czterdziestu osób. W świecie bardzo trudnym, bardzo zróżnicowanym, oni przychodzą. I się spowiadają. Powiem pani coś, co bardzo nas, księży, cieszy: coraz więcej do spowiedzi przychodzi młodzieży i młodych ludzi. A niedzielna Msza o dwunastej? Ostatnio patrzyłem: na Mszę wjeżdżały cztery wózki z małymi dziećmi. Może komuś wydaje się to drobiazgiem. Dla mnie nie jest. Rodzice przychodzą z dziećmi. Modlą się. Jakiego można chcieć piękniejszego świadectwa niż młody Kościół.

Ta katedra jest bardzo maryjna. Właściwie Maryję spotyka się tutaj na każdym kroku.

„Bardzo maryjna” to jeszcze mało powiedziane. W głównym ołtarzu mamy obraz Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Jest Matka Boża Nieustającej Pomocy. Jest Matka Boża Różańcowa. Maryja jest tutaj naprawdę obecna w całej duchowości tego miejsca. Ja sam zawsze byłem bardzo maryjnym kapłanem. Gdziekolwiek pracowałem, wprowadzałem nabożeństwo do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Towarzyszyła mi przez kolejne parafie. I jeśli pyta mnie pani, czy widzę rękę Maryi nad tą katedrą, odpowiem bardzo prosto: ja Jej zawdzięczam także to, że ten kościół w 2014 roku nie spłonął całkowicie. Spłonął dach. To dużo. Ale kiedy pomyślę o tym, co mogło się wydarzyć, najważniejsze zostało.

Często do naszej katedry przyjeżdżają ludzie, którzy szukają Tetmajera? 

Przyjeżdża sporo osób znających się na sztuce. Ludzie z Krakowa, osoby piszące prace doktorskie, magisterskie czy licencjackie. Mają o czym pisać. Włodzimierz Tetmajer, Henryk Uziembło, witraże, polichromie, to jest ogromne bogactwo. Czasami podczas uroczystości czy Pierwszych Komunii mówię ludziom: spójrzcie, w jakim kościele jesteście. Wielu nie zdaje sobie z tego sprawy. W Krakowie wszyscy zachwycają się kaplicami pomalowanymi przez wielkich artystów. A my mamy wnętrze kościoła pokryte takimi  malowidłami. Po pożarze ogromną radością było przywracanie polichromiom oryginalnych kolorów. Teraz, kiedy odpowiednio się je oświetli, człowiek odkrywa tę świątynię właściwie na nowo.

Ale najważniejsze dzieło sztuki, jakie ma tutaj powstać, to jednak człowiek?

Tak. Bo kościół nie istnieje tylko po to, żeby był piękny. Tutaj człowiek ma spotkać Boga. I dlatego może 8 sierpnia nie powinien być tylko świętem jednej parafii przy ulicy Kościelnej w Sosnowcu. To jest przecież katedra całej diecezji.

Za kilka dni kolejne święto – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, tytuł tej bazyliki. Co mówi Księdzu ta tajemnica?

Najprościej? Na ziemi możemy mieć niemal wszystko. Tylko jednej rzeczy tutaj nie mamy: nieba. Całe nasze życie, bardzo różnie się układające, zmierza jednak w jednym kierunku. Ku wieczności. Wniebowzięcie Maryi przypomina nam o tym celu. Ona została wzięta do nieba z ciałem i duszą. My umieramy, ciało pozostaje w grobie, dusza idzie na spotkanie z Bogiem. Ale to nie koniec. Wierzymy przecież w ciała zmartwychwstanie.

Potrafi Ksiądz sobie wyobrazić ten moment?

Nie. I może dobrze, że nie wszystko możemy sobie wyobrazić. Myślę czasem o Chrystusie po zmartwychwstaniu. Apostołowie Go widzą. To jest prawdziwe ciało, a jednocześnie zamknięte drzwi Wieczernika nie są dla Niego przeszkodą. Staje pośród nich i mówi: „Pokój wam”. Może nasze ciało po zmartwychwstaniu będzie miało coś z tej tajemnicy. Jak dokładnie będzie? Nie wiem. Ale mam nadzieję, że się przekonamy.

Czyli 15 sierpnia warto przyjść tutaj nie tylko po bukiet ziół do poświęcenia?

Bardzo serdecznie zapraszamy. O godzinie 12.00 Mszy Świętej będzie przewodniczył biskup Artur Ważny. Mamy w Polsce przepiękny zwyczaj przynoszenia tego dnia kwiatów, ziół, kłosów zbóż. Człowiek bierze to, co ziemia dała mu najpiękniejszego i przynosi Matce Bożej, Królowej Nieba. Jakby chciał powiedzieć: dziękuję za to, co mam tutaj. Ale wiem, że to nie tutaj jest mój cel.

Może więc święto poświęcenia katedry nie jest właściwie świętem murów?

Mury są ważne. Ale najważniejsze jest to, po co zostały zbudowane. Żeby człowiek wszedł. Spotkał Boga. I wyszedł lepszy.