Majówka mogła być czasem rozproszenia. Mogła rozciągnąć ludzi w różne strony. A jednak w parafiach naszej diecezji wydarzyło się coś odwrotnego – wspólnota nie rozeszła się, tylko wyszła ze sobą na zewnątrz.
W parafii Najświętszego Serca Jezusa w Dzwono-Sierbowicach dzieci i młodzież ruszyli w teren. Była gra terenowa, zagadki, zadania i ten rodzaj śmiechu, który pojawia się tylko wtedy, gdy robi się coś razem. Nie chodziło o rywalizację, ale o bycie obok siebie.

W parafii pw. Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny i św. Michała Archanioła w Bolesławiu wspólnota wsiadła na rowery. Było zmęczenie, były podjazdy, które potrafią więcej powiedzieć o człowieku niż niejeden komentarz. Był śmiech i zwyczajne rozmowy, które budują coś trwałego. Więzi.

A w parafii Najświętszego Zbawiciela w Przegini wybrzmiał jeszcze inny język wspólnoty – muzyka. Orkiestra dęta dołożyła swoją „cegiełkę” do świętowania, wypełniając przestrzeń dźwiękiem, który jednoczy bardziej, niż się wydaje. Było w tym coś więcej niż koncert. Było wspólne przeżycie, zatrzymanie, doświadczenie, że można być razem także w słuchaniu.

W takich chwilach Kościół staje się najbardziej widoczny. Bo Kościół nie dzieje się „obok życia”. On dzieje się dokładnie tam, gdzie ludzie są razem – w ruchu, w rozmowie, w zwyczajności, w dźwięku. I może właśnie dlatego takie dni zostają najdłużej. Bo ktoś wraca do domu nie tylko zmęczony, ale też trochę bardziej „czyjś”.



