Medal, który dojrzewał latami

Minęło już trochę czasu od Mistrzostw Europy Księży w Piłce Halowej, podczas których reprezentacja Polski sięgnęła po złoty medal. Wracamy do tego wydarzenia, bo wśród zawodników był także kapłan naszej diecezji – ks. Marcin Olszewski, który po raz kolejny reprezentował Polskę na europejskim parkiecie i podzielił się z nami swoim komentarzem po turnieju.

Dla ks. Marcina był to już piętnasty występ w mistrzostwach Europy. Liczby mówią same za siebie: dziesięć złotych medali, trzy srebrne i dwa brązowe. A wszystko zaczęło się dużo wcześniej – od chłopięcej pasji do piłki, która z biegiem lat nie zgasła, lecz dojrzała razem z powołaniem.

– W piłkę gram od dziecka. Grałem w różnych klubach. Gdy wstępowałem do seminarium, nie myślałem, że moja kariera się skończy. Znałem księży, którzy byli wspaniałymi duszpasterzami i grali w piłkę. Dlatego nie przerywałem – wspomina.

Sport nie stał się konkurencją dla kapłaństwa. Przeciwnie – okazał się jego naturalnym dopełnieniem. Boisko stało się miejscem spotkań, relacji, rozmów z młodymi. Mecz – przestrzenią budowania zaufania.

W ostatnim turnieju reprezentacja była – jak podkreśla ks. Marcin – bardzo odmłodzona.

– Znałem możliwości naszej kadry. Ja już powoli karierę kończę, więc przystępując do mistrzostw, liczyłem na medal. Pytanie było tylko: jakiego koloru.

Okazało się, że znów złoty.

Sukces nie bierze się z przypadku. Kadra spotyka się na zgrupowaniach, ale każdy z zawodników regularnie trenuje w swojej codzienności.

– Nie ma w kadrze kogoś, kto w tygodniu nie grałby w piłkę. Gramy raz, dwa razy w tygodniu – z ministrantami, ze starszymi, w różnych grupach.

To nie jest więc tylko sportowa przygoda. To styl duszpasterstwa. Obecność wśród ludzi, także w przestrzeni, która dla wielu młodych jest naturalna i ważna.

Ks. Marcin szczególnie pamięta swoje pierwsze mistrzostwa – w 2007 roku w Sarajewie. Wtedy również było złoto. I tytuł króla strzelców.

– Byłem wtedy po raz pierwszy na mistrzostwach Europy. Zdobyliśmy złoty medal, a ja zostałem królem strzelców – mówi.

Sportowe sukcesy ks. Marcina to także świadectwo, że kapłaństwo nie zamyka drogi do rozwijania talentów, które Bóg składa w sercu.

Na końcu zostaje proste słowo: dziękujemy. Za pot, za konsekwencję, za lata wierności jednej pasji. Gratulujemy ks. Marcinowi mistrzostwa – nie tylko tego zapisanego w tabelach i medalach, ale tego wypracowanego cierpliwie, krok po kroku. Cieszymy się razem z nim. Bo to złoto smakuje wspólnotą.

 

Dominika Bem