Gdy wchodzimy do kościoła św. Joachima, najczęściej patrzymy przed siebie – na ołtarz główny, strzeliste sklepienie i witraże. Tymczasem wystarczy unieść wzrok nieco wyżej, aby odkryć niezwykły świat kolorów, ornamentów i symboli. Polichromia pokrywająca ściany oraz sklepienia sprawia, że wnętrze świątyni przypomina wielką malowaną księgę wiary.
Jej autorem był Zygmunt Milli, krakowski malarz, konserwator zabytków i twórca licznych dekoracji sakralnych. Projekt polichromii dla kościoła św. Joachima przygotował w 1930 roku, a wykonaniem zajęła się założona przez niego firma „Styl”. Powstało jedno z największych dzieł tego typu w regionie – ponad trzy i pół tysiąca metrów kwadratowych malowideł ściennych.

Polichromia została utrzymana w modnym wówczas stylu art déco, który łączy elegancję z prostotą i geometrycznym porządkiem. W całym kościele można odnaleźć rytmicznie powtarzające się ornamenty, dekoracyjne gzymsy, stylizowane motywy roślinne oraz bogatą symbolikę. Na sklepieniu rozciąga się ciemnoniebieskie niebo usiane złotymi gwiazdami, a żebra sklepienne oraz dekoracyjne rozety tworzą wrażenie, jakby nad wiernymi rozpościerały się skrzydła aniołów.

Zygmunt Milli
Najważniejszą część dekoracji stanowią jednak obrazy. Można odnaleźć cykl poświęcony Najświętszej Maryi Pannie,cykl Chrystologiczny, przedstawienia związane z Eucharystią oraz liczne symbole biblijne. Wszystkie razem tworzą spójną opowieść o historii zbawienia. Nie są jedynie ozdobą świątyni. Miały pomagać wiernym odkrywać prawdy wiary również wtedy, gdy wielu z nich nie miało możliwości czytania religijnych książek.

Powstanie tej polichromii przypadło jednak na wyjątkowo trudny okres w dziejach parafii. W 1930 roku w tragicznym wypadku zginął proboszcz ksiądz Wincenty Zamojski, a odpowiedzialność za wspólnotę przejął jego następca, ksiądz Stanisław Senko. Równocześnie Zagłębie Dąbrowskie pogrążało się w głębokim kryzysie gospodarczym. Zamykano kopalnie, ponieważ władze II Rzeczypospolitej uznawały wydobycie węgla w tym regionie za nierentowne. Dla wielu rodzin oznaczało to utratę pracy i codzienną walkę o utrzymanie.
Trudności dotknęły również parafię. Po zakończeniu prac okazało się, że brakuje pieniędzy na zapłatę dla artysty. Aby uregulować należność, parafia musiała podjąć bardzo bolesną decyzję – sprzedano organy znajdujące się w starszym kościele. Nawet to nie rozwiązało wszystkich problemów. Zygmunt Milli, widząc sytuację wspólnoty, ostatecznie domagał się jedynie zwrotu kosztów materiałów, deklarując, że swoją pracę pragnie ofiarować „na chwałę Bożą”.

Uważny obserwator zauważy jeszcze jeden ślad tamtych wydarzeń. Choć dziś cały kościół pokrywa dekoracja malarska, projekt nigdy nie został zrealizowany w pełnym zakresie. Nie wykonano wszystkich planowanych przedstawień figuralnych. Kryzys finansowy sprawił, że część zamierzeń artysty musiała pozostać jedynie na papierze.
Paradoksalnie właśnie ta niedokończona polichromia mówi o parafii więcej niż wiele kronik. Przypomina, że piękno kościoła nie powstawało w czasach dobrobytu. Tworzyli je ludzie żyjący w biedzie, niepewności i trudnych warunkach. Mimo własnych problemów potrafili zdobyć się na ogromny wysiłek, aby ich świątynia była miejscem godnym sprawowania liturgii.

Dlatego, patrząc dziś na kolorowe sklepienia kościoła św. Joachima, warto dostrzec nie tylko kunszt Zygmunta Millego. Warto zobaczyć także wiarę całej parafii, która nawet w najtrudniejszych czasach nie zrezygnowała z pragnienia, aby dom Boży był miejscem pięknym. Czasem bowiem najpiękniejsze dzieła sztuki rodzą się właśnie wtedy, gdy ich twórcy i fundatorzy muszą pokonać największe przeciwności.
Tekst: ks. Marcin Słodczyk
Zdjęcia: Marcin Karaban



