Na początku był Joachim… Ornat, który pamięta więcej

To kolejny odcinek naszego szukania rzeczy z pierwszego kościoła. Znamy już ołtarz, znaleźliśmy kielich, a skoro jesteśmy przy Mszy świętej, to logicznie pojawia się następne pytanie: w czym właściwie ten ksiądz ma ją odprawić? I nie chodzi tu o sutannę. Do liturgii potrzebny jest ornat.

Wystarczy zajrzeć do zakrystii. A właściwie – zanurzyć się w niej. Wielkie zagórskie szuflady z ornatami mają w sobie coś z archiwum, coś z garderoby teatralnej i coś z kufra babci na strychu. Są głębokie, przepastne i pełne tkanin, które widziały więcej niż niejeden kronikarz. Trzeba się trochę nakłopotać, trochę poprzerzucać, czasem coś ostrożnie odsunąć, żeby w końcu trafić na ornat, który od razu mówi: w końcu mnie znalazłeś.

Nie ma stuły. Nie ma manipularza. Te elementy zaginęły gdzieś po drodze – w przeprowadzkach, przenosinach, zmianach kościołów i adresów. Został sam ornat. Datowany na XVIII wiek. Czerwony. Z Ukrzyżowanym Chrystusem.

Ten motyw już znamy. Krzyż na plecach ornatu do złudzenia przypomina krzyż z obrazu głównego ołtarza pierwszego kościoła. To nie jest przypadek, raczej znak, że te rzeczy kiedyś do siebie pasowały – jak elementy jednego kompletu, który z czasem się rozproszył. Na ornacie znajdują się również arma Christi – narzędzia Męki Pańskiej. Wszystko skupione wokół krzyża, wszystko podporządkowane jednej opowieści tej o Zbawieniu.

Ornat jest stary więc używa się go tylko raz w roku. W czasie liturgii Męki Pańskiej. Najbardziej uroczystej, najbardziej skupionej, najbardziej przejmującej liturgii w całym roku. Wtedy sięga się po to, co najcenniejsze. I właśnie wtedy pojawia się ten ornat – najstarszy, a przynajmniej najprawdopodobniej najstarszy, zachowany w zagórskim kościele.

Skąd pochodzi? Tu znów wracamy do naszej ulubionej kategorii: hipotez. Czy pochodzi z kaplicy w Zagórzu? Czy raczej z kościoła w Niwce? Bardziej prawdopodobna wydaje się Niwka, choć i tam historia nie kończy się prostą odpowiedzią. Kiedy parafia została przeniesiona z Niwki do Zagórza, liturgia w Niwce wcale się nie skończyła. Coś musiało tam zostać. I rzeczywiście – inwentarz z 1890 roku mówi o sześciu ornatach, kielichu i mszale. Jakim kielichu? Jakim mszale? To pytania, które aż proszą się o zadanie. Może właśnie tam kryją się kolejne elementy naszej zabawy w chowanego.

Na razie jednak zostajemy w Zagórzu. W następnym odcinku zajrzymy do drugiego kościoła parafii – tego, który wybudowała hrabina Miroszewska. Bo jeśli coś nauczyliśmy się do tej pory, to tego, że stare rzeczy rzadko znikają bez śladu. One po prostu dobrze się chowają. A my… będziemy dalej szukać.

Tekst: ks. Marcin Słodczyk
Fot.: Piotr Piszczek