Od pustki do obecności, która leczy. Homilia bp. Artura Ważnego na Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego

W południe, w sosnowieckiej katedrze, wybrzmiało wezwanie, by nie zatrzymywać się na pustce. bp Artur Ważny prowadził wiernych od doświadczenia nieobecności Boga ku odkryciu Jego działania w tym, co zranione i niedokończone. Pokazywał, że to właśnie tam zaczyna się wiara – w miejscu, gdzie „ślady nieobecności” odsłaniają obecność, która leczy. Publikujemy całość homilii.

Moi Drodzy, Bracia i Siostry.

Patrzę dziś na Was i myślę o tym poranku sprzed dwóch tysięcy lat. Tam też była niepewność, a jednocześnie – gdzieś pod skórą – pulsowała nadzieja, której nikt nie potrafił jeszcze nazwać. Spotykamy się w naszej katedrze, w sercu Sosnowca, miasta i diecezji, które noszą w sobie tyle trudnej historii, ale i tyle pragnienia życia. Chcę, abyśmy dziś wspólnie „pobiegli do grobu”, nie po to, by szukać zmarłego, ale by odnaleźć Sens, który pozwoli nam iść dalej.

Chciałbym podzielić się z Wami pięcioma myślami, które rodzą się z dzisiejszego Słowa, a które – wierzę w to głęboko – są nam dziś potrzebne jak tlen.

Kiedy Bóg „znika” z horyzontu

„Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono” (J 20, 2)

Zapewne zarówno dla tych kobiet, jak i apostołów stojących przy grobie, brak ciała Jezusa musiał być faktem wstrząsającym. To, że ktoś umarł, można przeżywać, cierpiąc, ale to, gdy ktoś przestaje istnieć, gdy dematerializuje się jego ciało, albo znika w niewyjaśniony sposób, może doprowadzić do dezorientacji graniczącej z szaleństwem. W pierwszych chwilach tego odkrycia dramatem nie była już śmierć Jezusa, ale to, że On zupełnie zniknął, jakby Go nigdy nie było!

Nieobecność Boga jest przerażającym doświadczeniem. Każdy z nas byłby bezradny, gdyby pewnego dnia okazało się, że „Bóg nie umarł”, tylko Go naprawdę nigdy nie było. Kto wtedy wytłumaczyłby nam sens naszych bezsennych nocy? Kto wynagrodziłby cierpienie zadane ręką niesprawiedliwą i nieukaraną? Jaki cel miałoby w ogóle życie?

Moi Kochani, wiemy, że nasza diecezja przechodziła przez czas, który dla wielu był taką „pustką”. Pytaliśmy: „Gdzie jest Bóg, gdy dzieją się rzeczy trudne, gdy gorszy nas słabość ludzi Kościoła?”. To jest próba. Ale nie zniechęcajmy się. Nawet nie wiemy, jak takie chwile Bóg potrafi wykorzystać do uzupełnienia kształtów naszej wiary, by stała się na miarę wiary Abrahama. Pusty grób nie jest dowodem na niebyt Boga, ale na Jego „wyjście” poza nasze schematy.

Bóg, który leczy historię

„Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą Jezusa z Nazaretu, który przeszedł, dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich” (Dz 10, 38)

Św. Piotr w domu Korneliusza nie uprawia wysokiej teologii. On opowiada o Jezusie, który „dobrze czynił”. To jest kerygmat w najczystszej postaci. Jezus nie przyszedł, by nas pouczać z dystansu, ale by nas dotknąć. Greckie słowo „uzdrawiać”, którego używa Łukasz, oznacza przywracanie do całości.

W tym czasie w naszej diecezji przeżywamy czas peregrynacji – odwiedzin Matki Pana w Jej Cudownym Wizerunku Jasnogórskim, z Jezusem na rękach. To nie jest tylko religijny folklor. To jest czas, kiedy Ona przynosi Zbawiciela, który „przechodzi, dobrze czyniąc”. Widziałem i wciąż widzę Wasze twarze, Wasze łzy przy ołtarzach w Dąbrowie, Będzinie, Czeladzi, Jaworznie, Olkuszu, Wolbromiu czy tutaj, w Sosnowcu. Jezus zmartwychwstały chce uleczyć naszą „sosnowiecką historię”.

Zmartwychwstanie jest „Wielką Nocą przejścia”. Bóg przechodzi przez nasze trudne wspomnienia, przez nasze zranione parafie, i mówi: „Chcę cię uzdrowić”. Nie bójmy się pozwolić Mu dotknąć tych miejsc, o których wolelibyśmy zapomnieć. On jest lekarzem, który nie brzydzi się ran.

Liturgia oczu

„Ujrzał i uwierzył” (J 20, 8)

Jan wbiega do grobu. Widzi leżące płótna oraz chustę, która była na głowie Jezusa, zwiniętą osobno. Egzegeci podpowiadają nam, że ten opis jest kluczowy. Płótna leżały tak, jakby ciało z nich „wyparowało”, nie naruszając ich struktury. Jan nie widzi Jezusa, widzi „ślady” Jego nieobecności, które stają się dowodem Obecności.

W tradycji patrystycznej mówi się często o „duchowym wzroku”. Św. Augustyn przypominał, że to miłość pozwala widzieć szybciej i głębiej. Jan przybiegł pierwszy, bo kochał najbardziej.

Drodzy moi, to jest lekcja dla nas na czas Synodu. Musimy nauczyć się patrzeć na nasz Kościół nie tylko oczami socjologa czy krytyka z Internetu, ale oczami Jana. Ujrzeć i uwierzyć. Zobaczyć w tych „pustych miejscach” naszej wspólnoty przestrzeń, którą Bóg właśnie wypełnia nowym życiem. Musimy przejść od „oglądania” problemów do „widzenia” nadziei. To jest nasza liturgia codzienności – rozpoznawać Pana po tym, co po Sobie zostawia w sercach drugiego człowieka.

Uczniowie-Misjonarze

„Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze […] nie tego, co na ziemi” (Kol 3, 1-2)

Św. Paweł wzywa nas do radykalnej zmiany perspektywy. Ale uwaga: „szukanie tego, co w górze” nie oznacza ucieczki od świata, nie jest duchowym eskapizmem. Wręcz przeciwnie! Tylko ten, kto ma „niebo w głowie”, potrafi dobrze poukładać „ziemię pod stopami”.

W Kościele w Polsce mówimy teraz głośno o byciu uczniami-misjonarzami. To temat, który musi wybrzmieć w każdym sercu w diecezji. Zmartwychwstanie nie jest prywatnym przywilejem, który chowam dla siebie, by czuć się lepiej. Jest misją.

Być uczniem-misjonarzem to znaczy: żyję tak, jakby Chrystus naprawdę wstał z grobu. Jeśli On żyje, to ja nie mogę być marudą. Nie mogę być chrześcijaninem „grobowym”. Misja zaczyna się wtedy, gdy wychodzisz z tej katedry i idziesz do sąsiada, który stracił pracę, do młodego człowieka, który pogubił się w wirtualnym świecie, i pokazujesz mu, że jest Ktoś, kto nadaje sens „bezsensownym nocom”. Nasza diecezja potrzebuje misjonarzy nadziei, a nie tylko kibiców malkontentów.

Synod jako wspólny bieg

„Biegli obaj razem” (J 20, 4)

Zwróćcie uwagę na ten szczegół: Piotr i Jan biegną razem. Choć jeden jest szybszy, a drugi starszy; choć jeden kocha żarliwiej, a drugi niesie na sobie ciężar zdrady i odpowiedzialności – biegną razem. To jest obraz Synodu.

Zapraszam Was dziś z całą mocą: nie stójcie z boku! Synod w naszej diecezji to nie są nudne zebrania przy kawie. To jest ten „wspólny bieg” do grobu, by razem odkryć, co Bóg chce nam dziś powiedzieć. Nie możemy zmarnować dzieła uzdrowienia, które zaczęło się i trwa w nas, zwłaszcza podczas peregrynacji. Odnowa duchowa twojej parafii, naszej diecezji, potrzebuje Twojego głosu, Twojej wrażliwości, nawet Twojego buntu, jeśli płynie on z troski o Kościół.

Niech ten Synod będzie jak to „zwinięcie chusty” – porządkowaniem naszego wspólnego domu, by każdy czuł się w nim u siebie. Abyśmy nie byli tylko zbieraniną ludzi, ale wspólnotą, która wie, dokąd biegnie.

Moi Kochani! Nie bójcie się momentów, gdy Bóg wydaje się „Wielkim Nieistniejącym”. To tylko zaproszenie do głębszej relacji. Niech ta Wielkanoc będzie dla nas wszystkich czasem „odczucia ciała” Chrystusa w Jego Słowie, w Eucharystii i w drugim człowieku.

Jezus zmartwychwstał! On naprawdę przeszedł przez nasze sosnowieckie ulice, przez nasze rany i przez naszą śmierć, by wyprowadzić nas do światła. Bądźmy świadkami tego światła. Bądźmy uczniami, którzy biegną razem, by ogłosić światu, że Miłość jest silniejsza niż pustka.

fot. Jarosław Olesiński