Nie było to wydarzenie do odhaczenia w kalendarzu. Raczej droga. Taka, na którą nie czeka się „kiedyś”, tylko wyrusza się „teraz”. Ulice Sosnowca w uroczystość Objawienia Pańskiego wypełniły się tłumem, który nie przyszedł oglądać tradycji, ale ją współtworzyć. Orszak Trzech Króli znów stał się wspólnym wyjściem z domu – w sensie bardzo dosłownym i bardzo duchowym.
Kolorowe korony, śpiew kolęd, rodziny z dziećmi, młodzi i starsi – wszyscy w jednym rytmie drogi. Finał na Placu Papieskim miał w sobie coś z biblijnej sceny: gwar, radość, a jednocześnie ciszę serca, która zapada tylko wtedy, gdy człowiek wie, po co przyszedł.
W centrum tego spotkania nie było widowisko, lecz słowo. I to słowo nie było uspokajające w tani sposób. Było wymagające, jak nadzieja, która nie pozwala stać w miejscu.
„Nadzieja to zaproszenie, by wyjść z trybu ‘kiedyś’. Mędrcy nie planowali wyprawy bez końca – oni po prostu wyruszyli. ‘Kiedyś’ bywa cmentarzem marzeń. Oni zamienili ‘kiedyś’ na ‘teraz’” – mówił bp Artur Ważny.
To jedno zdanie ustawia perspektywę całego Orszaku. Mędrcy nie byli romantykami. Byli realistami wiary. Zobaczyli znak i ruszyli. Bez gwarancji. Bez pełnej kontroli. Nadzieja, o której mówił biskup, nie jest emocją. Jest decyzją. I właśnie dlatego tak mocno wybrzmiał wątek lęku. Bo tam, gdzie nie ma nadziei, zawsze rządzi strach.
„Nadzieja uodparnia nas na lęk. Herodowie tego świata wolą znane piekło niż nieznane niebo, dlatego trwają w lęku. Nadzieja wymaga zamiany. Cieszą się nią ci, którzy przestają karmić Heroda w sobie, a zaczynają karmić się nadzieją” – podkreślał bp Ważny.
To było pytanie zadane każdemu z nas: kogo karmisz? Lęk czy nadzieję? Kontrolę czy zaufanie? Władcę w sobie czy Boga, który przychodzi bezbronny? Kulminacją była scena, która wciąż prowokuje: wielcy padają na kolana. Nie przed tronem, ale przed Dzieckiem w pieluchach.

„Nadzieja padła na twarz – i to jest jej szczyt. Wielcy tego świata padli na kolana przed Dzieckiem w pieluchach. Nadzieja rośnie, gdy maleje nasze ego. Człowiek zbyt dumny musi nieustannie udowadniać swoją wielkość. Nadzieja to zrzucenie plecaka z napisem: ‘ja muszę wszystko kontrolować’” – mówił nasz Biskup.
Trudno o bardziej współczesny obraz. Plecak kontroli nosimy wszyscy. W pracy, w relacjach, w Kościele, w planowaniu przyszłości. Orszak Trzech Króli w Sosnowcu był zaproszeniem, by go na chwilę zdjąć. I uklęknąć. Nie z poczucia porażki, ale z wyboru nadziei. Może dlatego na Placu Papieskim nie było widać tłumu anonimowych ludzi, lecz wspólnotę drogi. Taką, która – jak Mędrcy – nie wie wszystkiego, ale wie, dokąd iść. I idzie. Teraz.
tekst: Dominika Bem
zdjęcia: Dominik Pyrek




