– Nie musisz być idealny, żeby Bóg zechciał na tobie budować. Musisz być tylko oparty na Skale – mówił bp Artur Ważny podczas diecezjalnej pielgrzymki do Kalwarii Zebrzydowskiej. W homilii zaprosił pielgrzymów, by spojrzeli na swoje życie przez pięć prostych ewangelicznych obrazów. Jak na pięć palców dłoni. Dłoni Maryi, która nie zatrzymuje człowieka na sobie, ale prowadzi go do Jezusa.
W sobotę, 12 września, pielgrzymi z diecezji sosnowieckiej spotkali się w sanktuarium pasyjno-maryjnym w Kalwarii Zebrzydowskiej. Centralnym punktem pielgrzymki była Eucharystia pod przewodnictwem bp. Artura Ważnego. Biskup nie proponował w homilii skomplikowanego programu duchowego. Sięgnął po obrazy proste, niemal codzienne: korzenie, serce, słowo, ręce i dom. Pięć rzeczy, które można zapamiętać jak pięć palców dłoni. Pierwszy obraz prowadził pod ziemię. Do miejsca, którego nikt nie ogląda, a od którego zależy życie całego drzewa.
„Korzenie rosną w ciemności. Najważniejsze jest to, czego nie widać”.
To właśnie w ukryciu – przypominał biskup – dokonują się rzeczy najważniejsze. Wiara nie zaczyna się od tego, co można pokazać innym. Potrzebuje ciszy, modlitwy, prawdy o sobie i relacji z Bogiem, której nie da się sprowadzić do religijnej dekoracji. Człowiek może wyglądać na silnego i jednocześnie mieć wyschnięte korzenie. Może też przeżywać czas ciemności, w którym pozornie nic się nie dzieje, a właśnie wtedy Bóg wykonuje najgłębszą pracę.
„Korzenie rosną w ciemności”.
To zdanie w Kalwarii nabiera szczególnej wymowy. Pielgrzym przychodzi przecież nie tylko po to, żeby dojść do sanktuarium. Przychodzi również po to, by zejść głębiej.
Serce. Skarbiec czy złomowisko? Drugim obrazem było serce. Biskup nazwał je miejscem, które może stać się „skarbcem albo złomowiskiem”. To, co człowiek przez lata wpuszcza do środka, zostaje w nim znacznie dłużej, niż przypuszcza. Zachowane urazy, lęki, zazdrość, gniew, ale także dobro, wdzięczność i przebaczenie zaczynają kształtować sposób patrzenia na innych. Dlatego pytanie o serce nie jest pytaniem o chwilowy nastrój. Jest pytaniem o to, co człowiek w sobie przechowuje. Maryja pokazuje inne serce: zdolne przechowywać słowo Boga nawet wtedy, gdy nie wszystko jest zrozumiałe. Serce, które nie wyrzuca trudnych wydarzeń, ale pozwala, by zostały prześwietlone obecnością Boga.

Trzeci palec tej duchowej dłoni to słowo. Biskup użył bardzo mocnego obrazu: nasze słowa są jak „EKG wnętrza”. Słowo jest „EKG wnętrza”. To, co wychodzi z ust, zdradza bowiem więcej, niż chcielibyśmy pokazać. Sposób, w jaki mówimy o drugim człowieku, jak komentujemy jego słabość, jak reagujemy na konflikt, często mówi o stanie serca dokładniej niż deklaracje o własnej wierze. Można długo opowiadać o miłości, a jednym zdaniem zranić. Można mówić o Bogu, a językiem zaprzeczać Ewangelii. Dlatego chrześcijaństwo zaczyna się od bardzo rachunku sumienia: co moje słowa robią z drugim człowiekiem? Podnoszą czy poniżają? Otwierają czy zamykają? Leczą czy zostawiają ranę?
Czwarty obraz dotyczył rąk.
„Prawdziwa duchowość brudzi ręce służbą”.
Wiara nie kończy się na przeżyciu, wzruszeniu ani nawet na modlitwie. Musi kiedyś zejść z głowy i serca do rąk. Ręce w Ewangelii dotykają chorych, karmią głodnych, podnoszą upadłych, obmywają nogi. Chrześcijaństwo, które nigdy nie kosztuje czasu, wysiłku i niewygody, łatwo może stać się jedynie piękną opowieścią o miłości.
„Prawdziwa duchowość brudzi ręce służbą”.
To szczególnie mocne wezwanie po pielgrzymce. Bo z Kalwarii trzeba przecież wrócić. Do domu. Do pracy. Do ludzi, z którymi bywa trudno. Do telefonu, który trzeba wykonać. Do człowieka, którego nie można już dłużej omijać. Pielgrzymka kończy się naprawdę dopiero wtedy, kiedy droga do sanktuarium staje się drogą do drugiego człowieka.
Ostatnim obrazem był dom.
„Domu nie buduje się w czasie burzy. Dom buduje się w słońcu, żeby przetrwał burzę”.
Nie da się w jednej chwili zbudować głębokiej wiary tylko dlatego, że przyszło cierpienie. Fundament powstaje wcześniej – z codziennych wyborów, modlitwy, Eucharystii, słuchania słowa, relacji z drugim człowiekiem. Burza prędzej czy później przychodzi do każdego domu. Nie zawsze można ją zatrzymać. Można jednak wcześniej zadbać o fundament. Bp Artur Ważny przypomniał jednocześnie, że chrześcijaństwo nie jest religią ludzi bezbłędnych.
„Nie musisz być idealny, żeby Bóg zechciał na tobie budować. Musisz być tylko oparty na Skale”.
To zmienia perspektywę. Bóg nie czeka, aż człowiek stanie się wystarczająco dobry, uporządkowany i bezproblemowy. Zaczyna budować właśnie tam, gdzie człowiek pozwala Mu być fundamentem.
Dziękujemy wszystkim pielgrzymom, którzy wspólnie modlili się tego dnia w Kalwarii Zebrzydowskiej. Dziękujemy również ojcom bernardynom, kustoszom sanktuarium, za przyjęcie i gościnność.

tekst: Dominika Bem



