Drogi Czytelniku, bardzo Cię proszę – nie myśl, że zadośćuczynienie Osobom Skrzywdzonym w Kościele dotyczy wyłącznie pieniędzy.
Podczas synodalnego spotkania z Osobami Skrzywdzonymi, które odbyło się w sobotę, w wigilię Zesłania Ducha Świętego, w Kurii Diecezjalnej w Sosnowcu, znacznie częściej niż o finansach mówiono o samotności. O utraconym bezpieczeństwie. O ciszy, która po doświadczeniu krzywdy potrafi zostać w człowieku na lata jak zimno w murach domu, do którego dawno przestało docierać światło. „Usłyszałam, że nie jestem już członkiem Kościoła” – powiedziała jedna z Osób Skrzywdzonych. Chwilę później ktoś inny dodał: „Straciłam tyle lat na przebaczanie”. A jeszcze ktoś wypowiedział zdanie, po którym w sali zapadła cisza ciężka i nieruchoma, jakby każdy bał się poruszyć choćby jednym słowem: „Trudno jest zostać w rodzinie, która krzywdzi”.
Ze świadectw wybrzmiewało również, że transparentne procedury i poczucie bezpieczeństwa, które powinny być dziś czymś oczywistym, w praktyce nadal nie zawsze są doświadczeniem Osób Skrzywdzonych.
To właśnie wokół takich doświadczeń toczyła się rozmowa w Duchu Świętym poświęcona tematowi zadośćuczynienia Osobom Skrzywdzonym w Kościele. Spotkanie odbyło się w czasie trwającego II Synodu Diecezji Sosnowieckiej i zgromadziło Osoby Skrzywdzone z różnych diecezji w Polsce. Bp Artur Ważny nie zaprosił ich po to, żeby Kościół jeszcze raz opowiadał o cudzym cierpieniu zza bezpiecznego stołu. Chodziło o coś trudniejszego. O usiądnięcie blisko ran, których przez lata wielu bało się nawet nazwać.
W sali nie było urzędowego języka ani gotowych odpowiedzi. Był człowiek. Jego pamięć. Lęk. Pytania. Jak powinno wyglądać prawdziwe zadośćuczynienie – takie, po którym człowiek nie wraca do domu z poczuciem, że znowu został sam. Jak pomagać Osobom Skrzywdzonym, by nie musiały kolejny raz udowadniać własnego cierpienia. I co zrobić, żeby zadośćuczynienie nie było tylko zamknięciem sprawy, ale początkiem odzyskiwania bezpieczeństwa i zaufania.
Bardzo mocno wybrzmiała potrzeba pomocy udzielanej od razu, jeszcze zanim zakończą się wszystkie procedury. Nie tylko pomocy prawnej, ale także psychologicznej, duchowej i zwyczajnie ludzkiej. Powracał również postulat obecności osoby towarzyszącej, swoistego „duchowego kuratora”, który nie znika po pierwszej rozmowie. Padły także słowa, że potrzeba troski zaczyna się wcześniej niż wyrok. Nawet jeśli zgłaszane oskarżenia ostatecznie nie znajdują potwierdzenia, sam fakt, że człowiek przychodzi z taką historią, często oznacza głęboki kryzys, cierpienie albo wewnętrzne zagubienie. I także wtedy nie można zostawić go samego.
Jedna z najmocniejszych myśli tego spotkania dotyczyła potrzeby uznania krzywdy nie tylko dla dobra Osób Skrzywdzonych, ale jest krwawiącą raną zadaną całej wspólnocie Kościoła. Bo wykorzystanie nie kończy się wraz z zamknięciem sprawy. Ono zostaje w człowieku: w pamięci, w relacjach, w sposobie patrzenia na siebie i innych. Trochę jak zapach dymu unoszący się w domu długo po pożarze, nawet wtedy, gdy ogień już dawno zgasł.
Kiedy rozmowa zeszła na finansowy wymiar zadośćuczynienia, bardzo wyraźnie wybrzmiało, że pieniądze są potrzebne – na terapię, leczenie i próbę poskładania życia na nowo. Ale równie mocno powracała myśl, że proszenie o taką pomoc nie może stawać się kolejnym doświadczeniem upokorzenia. Potrzebne są jasne i przejrzyste zasady, żeby człowiek, który już raz został zraniony, nie musiał po raz drugi stawać przed kimś z poczuciem, że musi udowadniać własny ból, tłumaczyć swoje łzy albo zasługiwać na pomoc. Przywoływano rozwiązania funkcjonujące m.in. we Francji i Niemczech, gdzie istnieją systemy pozwalające szybciej uruchamiać pomoc Osobom Skrzywdzonym, których krzywda została uznana za wiarygodną już na początku drogi. Powracało przekonanie, że Kościół powinien umieć wyjść pierwszy z pytaniem: „Jak mogę pomóc?”, zanim człowiek kolejny raz zostanie zmuszony do walki o rzeczy najbardziej podstawowe.
A jednak nawet wtedy rozmowa wracała do czegoś znacznie głębszego niż pieniądze. Do człowieka, który po doświadczeniu krzywdy zaczyna bać się Kościoła bardziej niż świata. Do człowieka, który próbuje jeszcze modlić się spokojnie, choć niektóre słowa od lat bolą. Do człowieka, który najbardziej potrzebuje nie deklaracji, ale obecności. Dlatego trzecia część rozmowy dotyczyła holistycznych form wsparcia, psychologicznych, duchowych, medycznych i wspólnotowych. Osoby Skrzywdzone mówiły o potrzebie tworzenia bezpiecznych przestrzeni, grup wsparcia i ludzi, którzy będą potrafili po prostu być obok. Bez oceniania. Bez odruchowego bronienia instytucji. Bez tłumaczenia wszystkiego dobrymi intencjami.
Wracała również myśl, że Osoba Skrzywdzona nie może być traktowana jak wróg Kościoła ani ktoś stojący „po drugiej stronie”. Bardzo mocno wybrzmiało, że odpowiedzialność za to nie może spoczywać wyłącznie na pojedynczych osobach czy instytucjach. Potrzebna jest zmiana mentalności całej wspólnoty Kościoła, bo Osoby Skrzywdzone nie są samotnymi wyspami. Nie można zostawiać ich na brzegu z przekonaniem, że „to już nie nasza sprawa”.
I może właśnie dlatego słowa Benedykta XVI wracają dziś z taką siłą. Papież pisał, że przestępstwa wykorzystania seksualnego popełniane przez duchownych „w ostatecznym rachunku niszczą wiarę”. Nie reputację. Nie statystyki. Nie wizerunek. Wiarę. Czyli coś znacznie delikatniejszego niż instytucjonalne struktury. Coś, czego nie da się odbudować jednym komunikatem, decyzją czy przelewem.
Bo człowiek może nauczyć się żyć z pamięcią krzywdy.
Może przeżyć proces.
Może nawet nauczyć się funkcjonować mimo ran.
Ale kiedy pęka wiara – pęka coś znacznie głębiej.
I może właśnie dlatego słowa św. Pawła: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem”, po tym spotkaniu brzmią inaczej niż zwykle. Bo nagle okazuje się, że wiary można nie tylko samemu nie stracić. Wiarę można też komuś odebrać. Można sprawić, że człowiek będzie bał się Kościoła bardziej niż samotności. Modlitwy bardziej niż ciszy.
A przecież Kościół miał być miejscem, które wiarę chroni. Domem dla poranionych, a nie miejscem, po którym człowiek przez lata uczy się znowu ufać Bogu.
Dziękujemy Osobom Skrzywdzonym, które zdecydowały się przyjść do Kurii Diecezjalnej w Sosnowcu, zabrać głos i podzielić się doświadczeniem, którego często nie da się opowiedzieć bez bólu.
Jeśli jesteś Osobą Skrzywdzoną wykorzystaniem seksualnym w Kościele albo posiadasz wiedzę o takiej krzywdzie, możesz skontaktować się z Biurem ds. ochrony dzieci i młodzieży Diecezji Sosnowieckiej. Delegatem ds. ochrony dzieci i młodzieży jest ks. Rafał Pietruszka – psycholog, psychoterapeuta i socjoterapeuta. Zgłoszenia można kierować mailowo na adres: delegat.sosnowiec@gmail.com lub telefonicznie pod numerem: 664 199 345. Pomoc i informacje można uzyskać również poprzez portal „Zgłoś krzywdę” (zgloskrzywde.pl) oraz Fundację Świętego Józefa (fsj.org.pl), która wspiera Osoby Skrzywdzone m.in. pomocą terapeutyczną, prawną i psychologiczną. W przypadku podejrzenia przestępstwa zgłoszenia można kierować również odpowiednim służbom, policji lub prokuratury.
Dominika Bem



