Wniebowzięta – orędowniczka Ojczyzny. Co skrywa obraz z ołtarza głównego sosnowieckiej katedry?

Wzrok każdego, kto przekracza próg bazyliki katedralnej w Sosnowcu, niemal od razu kieruje się ku ołtarzowi głównemu. W jego centrum znajduje się monumentalny obraz przedstawiający scenę Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, który w 1905 r. został namalowany przez Włodzimierza Tetmajera.

Data powstania dzieła nie budzi wątpliwości – artysta umieścił ją wraz ze swoim podpisem w prawym dolnym rogu obrazu. Dzieło krakowskiego mistrza zasługuje na uwagę nie tylko ze względu na swoje walory artystyczne, ale także ze względu na fakt, że podobnie jak w przypadku pozostałych elementów dekoracji malarskiej kościoła artysta połączył w nim treści religijne z dyskretnie zakodowanym przesłaniem patriotycznym. Nie było to dziełem przypadku, bowiem w czasie gdy powstawała polichromia Sosnowiec znajdował się w granicach Imperium Rosyjskiego, gdzie otwarte manifestowanie polskich treści narodowych było zakazane. Tetmajer posłużył się więc językiem symboli. Dzięki temu scena Wniebowzięcia, która na pierwszy rzut oka jest obrazem religijnym, stała się równocześnie opowieścią o losie Polski.

Między ziemią a niebem

Kompozycja obrazu została wyraźnie zbudowana wzdłuż osi pionowej i podzielona na trzy strefy. U dołu znajduje się sfera ziemska z otwartym grobem, ponad nią zaś, w centrum przedstawienia, sfera przejściowa, której centrum zajmuje unoszona ku niebu Maryja. Ostatnia i najwyższa, trzecia sfera należy już do rzeczywistości niebiańskiej, gdzie na Niepokalaną Dziewicę oczekuje Jej Syn, wraz z Bogiem Ojcem i Duchem Świętym.

Szczególnie interesujący jest sposób przedstawienia samej Maryi. Tetmajer zrezygnował z bardzo popularnego w sztuce motywu aniołów unoszących Ją do nieba i w swoim dziele ukazał Ją, z rozłożonymi rękami i wzrokiem skierowanym ku górze, unoszoną ku niebu mocą płynącą z wyciągniętych ku Niej rąk Chrystusa. Ubrana jest w białą szatę, kontrastującą z ciemną dolną częścią kompozycji. Jej postać zdaje się wyłaniać z mroku i przechodzić w światło, tak mocne, że przedstawiony na dole obrazu anioł musiał zostać ukazany przez artystę w niemal czarnych barwach. Gest rozłożonych rąk, który wykonuje Maryja,  przywodzi z kolei na myśl ikony w typie Orantki, czyli Tej która trwając na modlitwie jest naszą orędowniczką. W sosnowieckimi wizerunku Wniebowzięcia można ponadto odnaleźć podobieństwo do przedstawień Niepokalanego Poczęcia, którą to prawdę Kościół uroczyście potwierdził w dogmacie z 1854 r.. Biel szaty podkreśla czystość Maryi, a światło otaczające Jej postać niemal pozbawia Ją materialnego ciężaru.

Grób, który nie jest pusty

Najbardziej zaskakująca część przedstawienia znajduje się jednak u dołu obrazu. W tradycyjnych zachodnich przedstawieniach Wniebowzięcia widzimy zazwyczaj apostołów zgromadzonych wokół pustego grobu Maryi. Niekiedy pojawiają się w nim kwiaty – szczególnie róże i lilie – podkreślające zarówno niewinność Maryi, jak i cudowny charakter wydarzenia. U Tetmajera również znajduje się otwarty grób, obok którego wyrasta lilia, od wieków będąca symbolem niewinności i czystości. Znaczną część mogiły zasłaniają jednak czarno-granatowe skrzydła anioła stojącego tyłem do widza, przez co ten nie może do niego zajrzeć. I w tym właśnie momencie pojawia się problem z dziełem Tetmajera, bowiem namalowany przez niego grób w interpretacji historyków sztuki nie jest pusty. Zgodnie z przyjętą przez krakowskiego artystę scena religijna zaczyna przemawiać językiem narodowej symboliki. W grobie, który opuściła Maryja, pozostaje symbolicznie przedstawiona Polska – Ojczyzna, która w ręce Bożej Opatrzności powierzyła swoje odrodzenie. W ten sposób Tetmajer buduje niezwykle mocną paralelę: Maryja – Polska.

Obie zostają symbolicznie związane z tym samym grobem, ale ich los w chwili przedstawionej na obrazie jest odmienny. Maryja opuszcza miejsce swojego spoczynku i wznosi się ku niebu. Polska natomiast nadal pozostaje w grobie, oczekując na moment, w którym Boża Opatrzność pozwoli jej go opuścić. Dla widza oglądającego sosnowiecki obraz ołtarzowy około 1905 r. sens tej metafory musiał być szczególnie przejmujący. Państwo polskie od ponad stu lat nie funkcjonowało na mapie Europy, a Sosnowiec znajdował się wówczas pod panowaniem rosyjskim. Symbolika obrazu została jednak skonstruowana na tyle subtelnie, że przedstawienie to mogło uchodzić za całkowicie religijne. Dla carskiego urzędnika pozostawało sceną Wniebowzięcia, zaś dla polskiego odbiorcy znającego narodowy język symboli mogło być czymś znacznie więcej – metaforycznym obrazem Ojczyzny oczekującej na odrodzenie.

Dlaczego aniołowie płaczą?

Patriotyczna interpretacja pozwala również zrozumieć jeden z najbardziej niezwykłych elementów dzieła – smutek aniołów. Wniebowzięcie powinno być przecież wydarzeniem radosnym i triumfalnym. Maryja zostaje zabrana do chwały nieba. Tym samym całość kompozycji, a co za tym idzie także wzrok widza, powinny być ukierunkowane ku górze. Tymczasem część aniołów pędzla Tetmajera spogląda nie na unoszoną ku niebu Maryję, lecz w dół, ku grobowi.

W sposób szczególnie przejmujący został przez Tetmajera przedstawiony anioł lub raczej aniołek klęczący po lewej stronie Matki Bożej. Ukazany z profilu, wyraźnie odcina się od ciemnego tła. Ma rysy dziecka i płacze, patrząc w dół. Nie jest to anonimowa, wyidealizowana postać rodem z malarstwa akademickiego. Przypomina raczej dziecko z podkrakowskiej wsi. I nie jest to przypadek. Do postaci Wniebowziętej pozowała bowiem Tetmajerowi jego żona – pochodząca z Bronowic Anna z Mikołajczyków, natomiast aniołom artysta nadał rysy swoich dzieci. W rezultacie niebo na sosnowieckim obrazie przestaje być przestrzenią abstrakcyjną. Otrzymuje twarze ludzi należących do konkretnego miejsca i konkretnej wspólnoty. W pewnym sensie staje się polskim niebem.

W tym szczególe doskonale ujawnia się charakter sztuki Tetmajera. Religijność, fascynacja kulturą ludową i patriotyzm nie funkcjonują w niej oddzielnie. Tworzą jeden język symboliczny, dzięki któremu historia zbawienia może równocześnie stać się opowieścią o wspólnocie narodowej.

Maryja i Polska – dwie matki

Pełny sens obrazu ujawnia się jednak dopiero wtedy, gdy przestaniemy traktować go jako samodzielne dzieło i spojrzymy na niego w kontekście całego programu ikonograficznego dekoracji malarskiej sosnowieckiej świątyni.

Wniebowzięcie przedstawione w ołtarzu głównym znajduje bowiem swoją kontynuację w scenie znajdującej się na sklepieniu świątyni, w miejscu przecięcia się nawy głównej z nawą poprzeczną, czyli transeptem. Tam rozwinięty zostaje motyw królewskiej godności Maryi. W ten sposób przestrzeń kościoła tworzy uporządkowaną narrację prowadzącą wzrok i myśl wiernego od grobu, przez Wniebowzięcie, ku chwale nieba, wyrażonej w scenie koronacji Maryi na królową Nieba i Ziemi. Ale czy aby na pewno Nieba i Ziemi? Właśnie w tym miejscu patriotyczna symbolika staje się szczególnie wyrazista. Maryja jest przecież nie tylko Matką Chrystusa, lecz w polskiej tradycji również Królową Polski, który to tytuł nadał Jej król Jana Kazimierz w 1656 r. w trakcie tzw. ślubów lwowskich. Wydarzenie to Tetmajer przedstawił na ścianach po prawej stronie prezbiterium.

W scenie koronacji artysta wykorzystał polską tradycję w sposób niezwykle oryginalny, w pewien sposób nawiązując do tego, że w czasach zaborów Maryja nie mogła być nazywana Królową Polski. Skoro zatem Polska, czyli Jej królestwo nadal znajduje się w grobie, królewska godność Maryi nie może być dopełniona, a co za tym idzie stworzona przez artystę scena koronacji nabiera niezwykle dramatycznego znaczenia. Królowa oczekując na odrodzenie swojego królestwa, oczekuje także na dopełnienie aktu koronacji. Jej wyniesienie ku niebu nie oznacza więc zerwania więzi z ziemią. Przeciwnie – Maryja pozostaje związana z losem narodu, którego jest patronką i królową.

W tym kontekście również gest rozłożonych rąk z obrazu ołtarzowego można odczytać szerzej. Maryja znajduje się pomiędzy dwiema rzeczywistościami: grobem zniewolonej Ojczyzny na dole i niebem ponad Nią. Jest tym samym nie tylko Wniebowziętą, lecz także orędowniczką Polski, ową orantką, która zanosi przed tron swego Syna modlitwy za swoje królestwo. Powstaje w ten sposób charakterystyczne dla polskiej kultury religijnej zestawienie dwóch figur macierzyńskich: Matka Boża – Matka Ojczyzna. Los obu zostaje ze sobą symbolicznie spleciony. Jedna już opuściła grób, druga wciąż na to oczekuje.

Obraz pełen nadziei

Patrząc z perspektywy ponad stu lat, znamy dalszy ciąg historii, której Tetmajer w 1905 r. znać nie mógł. Trzynaście lat po namalowaniu obrazu Polska odzyskała niepodległość. Symboliczna Ojczyzna pozostawiona przez artystę w grobie doczekała się więc swojego odrodzenia.

Nie oznacza to oczywiście, że sosnowiecki obraz był polityczną przepowiednią. Jest raczej świadectwem sposobu myślenia charakterystycznego dla polskiej kultury przełomu XIX i XX wieku, w której religijność i doświadczenie narodowej niewoli nieustannie się przenikały. Tetmajer potrafił tę relację przełożyć na niezwykle sugestywny język malarski.

Dlatego też obraz Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w sosnowieckiej katedrze jest czymś więcej niż tylko i wyłącznie ilustracją maryjnego dogmatu. To obraz skonstruowany z wielu warstw znaczeniowych. Opowiada o Maryi Niepokalanej i Maryi Wniebowziętej, o dokonywanym mocą Bożą zwycięstwie życia nad śmiercią, o Królowej Polski i jej zniewolonym królestwie, o Ojczyźnie, o smutku niewoli i nadziei odrodzenia.

Tetmajer sprawił, że historia Maryi i historia Polski spotykają się tutaj w jednym obrazie. Wniebowzięcie staje się obietnicą, że grób nie musi być końcem historii.

dr Bartłomiej M. Wołyniec
Instytut Historii
Uniwersytet Papieski
Jana Pawła II w Krakowie