Mszą św. o godz. 7.00 w Będzinie-Syberce rozpoczęła się dziś, 23 sierpnia, Pielgrzymka Zagłębiowska na Jasną Górę. Eucharystii na rozpoczęcie drogi przewodniczył bp Artur Ważny. Pielgrzymi dotrą przed obraz Matki Bożej Częstochowskiej 25 sierpnia. Publikujemy homilię Biskupa Sosnowieckiego wygłoszoną na rozpoczęcie pielgrzymki.
Homilia na rozpoczęcie Pieszej Pielgrzymki Sosnowieckiej – 23.08.2026
Pielgrzymka nadziei i otwartych drzwi
Zanim zrobimy pierwszy krok, zanim kurz naszych dróg osiądzie na butach, a rytm kroków stopi się z biciem naszych serc, Jezus zatrzymuje nas w miejscu absolutnie niezwykłym.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus nie prowadzi swoich uczniów w bezpieczne, pachnące kadzidłem mury świątyni jerozolimskiej ani na sielskie, ukwiecone wzgórza Galilei. Zabiera ich pod Cezareę Filipową. To była sama granica ówczesnego Izraela – miejsce pogańskich świątyń, kultu bożka Pana, politycznych pomników Cezara i groźnej, mrocznej jaskini, którą ludzie tamtych czasów nazywali bez ogródek „wrotami otchłani”. I właśnie tam, na styku ludzkiego zagubienia, pogańskiego chaosu i szumu świata, Jezus zadaje uczniom pytanie najintymniejsze i najważniejsze w dziejach: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A wy… za kogo Mnie uważacie?”.
Dlaczego właśnie tam? Bo żywa, pulsująca wiara nie rodzi się w cieplarnianych warunkach ani na wygodnej kanapie – ona rodzi się na granicy. Pielgrzymka to nasze wspólne wyjście na granicę. Wychodzimy z naszych domów w Sosnowcu, Jaworznie, Czeladzi, Będzinie, Dąbrowie Górniczej, z wielu zakątków Zagłębia i naszej diecezji, aby to pytanie usłyszeć na nowo. Nie jako egzamin z katechizmu, ale jako wyznanie miłości.
Idziemy z jednym pragnieniem, które bije w samym Sercu Boga: aby nikt nie zginął, aby wszyscy poznali, jak bardzo są kochani. Bóg nie ma planu rezerwowego dla naszego świata – Jego jedynym planem jest Kościół, który nie lęka się iść z Jezusem do każdego człowieka. Przejdźmy tę drogę, która przemieni nas z wędrowców w apostołów czułości i nadziei.
Odejść od opinii, wejść w relację
Jezus pyta najpierw: „Za kogo uważają Mnie ludzie?”, a potem patrzy głęboko w oczy i dodaje: „A wy?”.
To pytanie wyrywa z tłumu. Rozbija bezpieczną anonimowość. Łatwo żyć cudzymi opiniami! Jak łatwo powtarzać to, co piszą na forach, co mówią w mediach, czym karmi nas internetowy algorytm pełen niepokoju i kłótni. Cezarea Filipowa to duchowy obraz naszej współczesności – kolorowej, głośnej, pełnej rywalizujących ideologii i krzyczących nagłówków. Ale moralna i duchowa dojrzałość chrześcijanina zaczyna się w chwili, gdy gasną reflektory opinii publicznej, a człowiek staje w prawdzie przed Bogiem.
Chrześcijaństwo nie zaczyna się od pytania: „co o Jezusie mówią inni?”, ale od odwagi spojrzenia w oczy Temu, który wie o nas wszystko i wciąż bezgranicznie w nas wierzy.
W tym pierwszym dniu marszu zrzućmy z ramion ciężar ludzkich opinii. Pielgrzymka to nie plebiscyt popularności. Gdy będziemy szli przez nasze miasta i wioski, spójrzmy na ludzi, którzy stoją przy płotach, wyglądają przez okna wieżowców, patrzą z przystanków tramwajowych. Może niektórzy spojrzą z ciekawością, inni z obojętnością, a jeszcze inni z ironią czy chłodem. Nie oceniajmy ich. Nie pouczajmy ich z góry. Podejdźmy do nich w naszych sercach z najgłębszym szacunkiem i modlitwą. Ewangelizacja nie polega na wygrywaniu sporów, ale na dzieleniu się pokojem, którego świat dać nie może. Jeśli wcześniej nie spotkasz Jezusa w ciszy własnego zmęczenia, nie będziesz miał czym obdarować człowieka stojącego na poboczu.
Przywilej i łaska Bożej tajemnicy
„Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie”.
Wiara nie jest wynikiem naszej inteligencji, dyplomów czy moralnej doskonałości. Wiara to czysty, olśniewający dar Ojca, który pochyla się nad ludzką kruchością. Piotr nie zrozumiał Jezusa dlatego, że był najmądrzejszy w grupie – zrozumiał Go, bo pozwolił Bogu dotknąć swojego serca.
Jak wielką ulgą jest ta prawda dla każdego z nas! Nie musisz być doskonały, by Bóg przez ciebie działał. Nie musisz być człowiekiem bez skazy, by iść na Jasną Górę. Jeśli masz w sercu choćby małą iskrę tęsknoty za dobrem – to znak, że Bóg już trzyma cię za rękę.
Spójrzmy z wdzięcznością na naszą diecezję. Jakże wielki potencjał dobra pulsuje w naszych parafiach! Widzimy waszą cichą, niezłomną wierność – ojców i matek modlących się za dzieci, ludzi starszych trwających na różańcu, młodzieży, która wbrew modom nie wstydzi się krzyża, kapłanów, którzy uparcie siadają w konfesjonałach, przy których ustawiają się kolejki. Przeszliśmy przez niejedną burzę, wiatr wiał nam w oczy, ale nie ugasiliśmy lampy wiary.
Przecież wciąż nosimy w sercach ten święty ogień, który zapłonął tak jasno podczas niedawnej peregrynacji Obrazu Matki Bożej w naszej diecezji! Pamiętacie te pełne kościoły, te łzy wzruszenia, te powroty do spowiedzi po wielu latach, te spojrzenia w Jej czarne, matczyne oczy? Maryja przeszła przez naszą ziemię, zostawiając żar. Ta pielgrzymka jest także po to, by ten ogień podsycać, by nie pozwolić mu przygasnąć pod popiołem codzienności. Idziemy podziękować za owoce Jej nawiedzenia i prosić, by ta iskra przemieniała naszą diecezję w płonący krzew nadziei.
Kościół z otwartym gankiem
„Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój”.
Jezus zmienia imię Szymona. Człowiek chwiejny, targany emocjami, staje się opoką – nie własną siłą, ale mocą Chrystusowej obietnicy. Kościół nie jest prywatną własnością nikogo z nas, nie jest korporacją ani instytucją usług religijnych, w której jesteśmy tylko roszczeniowymi „klientami”. Kościół ma być domem, naszą wspólną rodziną.
W tym duchu patrzymy z wielką nadzieją na rozpoczynający się w naszej diecezji Synod. Wiem, że w niektórych sercach pojawiały się lęki, pytania, a nawet głosy krytyczne. Niektórzy mówią mi to wprost. Szanuję to i uwzględniam. Są jednak i głosy przeciwne. Właśnie także dlatego jest ten Synod, by wyrazić te wszystkie lęki i obawy, ale i nadzieje! Synod to nie jest zagrożenie dla Kościoła. Synod nie jest po to, by zmieniać Ewangelię, by wymyślać nową moralność czy budować „nowy Kościół”.
Synod nie jest zmianą Bożej Prawdy – jest przemianą naszej uważności. To po prostu nauka wspólnego słuchania Ducha Świętego i siebie nawzajem.
Synod to dosłownie syn-hodos – wspólna droga, dokładnie taka, na jaką dziś wyruszamy. Chcemy, aby nasz Kościół diecezjalny – w naszych trudnych, skomplikowanych realiach – stawał się środowiskiem bezpiecznym i przyjaznym, prawdziwym domem. Domem także dla tych, którzy noszą w sobie bolesne rany, którzy mają za sobą trudne doświadczenia z ludźmi Kościoła, którzy przez własne grzechy i słabości pogubili się na zakrętach życia.
Myślimy z ogromną miłością o tych, których sytuacje życiowe są dziś powikłane, nieuregulowane i nie pozwalają im w pełni przystępować do sakramentów. Mówimy wam dzisiaj z całą mocą: wy nie jesteście poza Kościołem! Wy jesteście w jego wnętrzu!
Wasze cierpienie, wasze poszukiwania, wasze talenty, pasje, wiedza zawodowa i wrażliwość są Kościołowi niesłychanie potrzebne. Bóg widzi wasze serca i pragnienie dobra i ufam, że znajdzie wiele dróg, byście poczuli się w naszej wspólnocie w pełni u siebie.
Kościół Chrystusa nie jest zamkniętym klubem dla nieskazitelnych, ale domem z szeroko otwartym gankiem, w którym przy stole znajdzie się miejsce dla każdego wędrowca.
Nowe peryferie nadziei
„…a bramy piekielne go nie przemogą”.
Zwróćmy uwagę na ten niezwykły obraz: w starożytnym świecie bramy były elementem obronnym miasta. Bramy nie atakują – bramy się bronią przed natarciem! To oznacza, że Kościół nie jest oblężoną twierdzą, która z drżeniem barykaduje okna i wylewa wrzącą smołę na każdego, kto podchodzi pod mury. Kościół Chrystusa to ekspedycja ratunkowa w natarciu miłości, by wyrywać z bram piekielnych każdego, kto się zagubił lub zagapił.
Mamy porzucić mentalność lęku, zgorzknienia i duchowego narzekania. Chrześcijanin nie ma prawa być defetystą. Naszą misją jest wychodzenie tam, gdzie człowiek został uwięziony przez samotność, lęk, depresję, poczucie bezsensu czy uzależnienia. To są dzisiejsze „bramy piekielne” – samotne pokoje w blokach, w których młodzi płaczą po cichu w poduszkę; domy opieki, gdzie starość spędza się w okrutnym milczeniu; miejsca pracy pełne bezwzględnego wyścigu szczurów, chłodne korporacje zamrażające piękne serca pełne marzeń, zanurzeni w nienawiści, nie wierzący w miłość czy raniący innych na oślep, bo sami zostali zranieni.
Jak tam iść? Nie z zaciśniętą pięścią i nie z moralizatorskim palcem uniesionym w górę. Idźmy z uśmiechem, z gotowością do wysłuchania, z ciepłym gestem, z chlebem podzielonym w drodze. Św. Paweł VI, papież, przypominał, że Kościół istnieje dla ewangelizacji – to jest nasz najświętszy przywilej i najpiękniejsza przygoda życia. Kiedy idziemy przez nasze zagłębiowskie i dalsze drogi ze śpiewem i modlitwą, my nie uprawiamy folkloru – my zanosimy światło Zmartwychwstałego tam, gdzie mrok wydaje się zbyt gęsty.
Przebaczenie zamiast odwetu
„I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”.
Czym są te Chrystusowe klucze? Klucz nie służy do tego, by zaryglować komuś drzwi przed nosem. Klucz służy do otwierania więzień i wpuszczania świeżego powietrza. Kluczem, który powierzył nam Pan, jest Jego Krzyż – orędzie o miłości, która jest silniejsza niż śmierć, i o miłosierdziu, które podnosi z największego upadku.
Wszyscy mamy dziś w rękach tę niezwykłą władzę: możemy ludzi wokół nas więzić w swoim żalu, niechęci i pretensjach, albo możemy ich uwolnić przez darowanie win i życzliwość.
Żyjemy w świecie skażonym hejtem, arogancją, agresją w komentarzach i łatwością ranienia drugiego człowieka. Jakże często nasz Kościół, a także my sami, stajemy się celem drwin, niesprawiedliwych ocen, wylewania frustracji czy wręcz jawnej nienawiści. Jaka jest nasza chrześcijańska odpowiedź? Żadnego odwetu. Żadnego hejtu na hejt. Żadnej arogancji.
Ewangelia nie potrzebuje adwokatów z pianą na ustach, ale świadków z pokojem i światłem w oczach. Na zaciśnięte pięści chrześcijanin odpowiada otwartą, modlącą się dłonią.
Módlmy się dzisiaj i na każdym kilometrze tej trasy za tych, którzy nas ranią, którzy z nas szydzą, którzy odeszli zgorszeni czy zawiedzeni. Przebaczajmy z serca, z cierpliwością i spokojem. W ten sposób wkładamy klucz Bożego miłosierdzia w zardzewiałe zamki ludzkiej nieufności i niechęci. Ofiarujmy pot, bąble na stopach, ból mięśni za kogoś, kto sam nie ma już siły przekroczyć progu świątyni.
Drodzy Pielgrzymi!
Przed nami setki kroków. Przyjdzie radość wspólnego śpiewu i braterstwa, ale przyjdzie też może skwar, deszcz, zmęczenie i chwile, kiedy nogi odmówią posłuszeństwa.
Ilekroć przyjdzie pokusa zniechęcenia, przypomnij sobie hasło naszej drogi: „Aby wszyscy zostali zbawieni!”. Przypomnij sobie, że nie idziesz sam. Idziemy razem – kapłani, osoby konsekrowane, rodziny, dzieci, młodzież, seniorzy, biskup. Idziemy jako jedno Ciało Kościoła Sosnowieckiego, który z dużą pokorą, ale i podniesioną głową patrzy w przyszłość.
Zaprośmy się nawzajem do nieustannej modlitwy za naszą diecezję, za owoce Synodu, o odnowę naszych parafii, o dar wzajemnej życzliwości i czystego serca, o odwagę dla powołanych do kapłaństwa i życia konsekrowanego.
Prowadzi nas Ta, która pierwsza wyruszyła w drogę – Maryja, Matka Pięknej Miłości.
To Ona w Nazarecie wypowiedziała swoje bezgraniczne Fiat, a potem z pośpiechem poszła przez góry do Elżbiety, niosąc pod sercem Zbawiciela. Była pierwszą Ewangelizatorką. Niech Jej obecność rozpali w nas na nowo ogień misji. Niech odnowi nasze serca, nasze rodziny, nasze parafie i całą naszą ziemię.



