Rodzina to pomysł Pana Boga na szczęście człowieka

O prawdziwej świętości rodziny, kryzysach we współczesnych małżeństwach i nadziei na odrodzenie tradycyjnego modelu rodziny opowiada ks. Grzegorz Koss, dyrektor Diecezjalnego Centrum Służby Rodzinie i Życiu, kapłan diecezji sosnowieckiej oraz lekarz medycyny.

D.B: Jak powinniśmy świętować niedzielę Świętej Rodziny? Czy w jakiś szczególny sposób?

Ks. Grzegorz Koss: Myślę, że powinniśmy przeżywać ją przede wszystkim razem, w gronie rodziny, wpatrzeni wspólnie w Świętą Rodzinę – Jezusa, Maryję i Józefa – która z jednej strony jest wzorem dla każdej rodziny, a z drugiej pozostaje nam bliska. Czasem postrzegamy Świętą Rodzinę jak jakiś ideał z obrazka, ale przecież przeżywała ona ogromne wyzwania i doświadczała wielu sytuacji podobnych do tych, które są naszym doświadczeniem. Jednocześnie spojrzenie na Świętą Rodzinę umacnia nadzieję, że z problemami w rodzinach nie jesteśmy zdani na samych siebie: Bóg przecież zechciał wejść w przestrzeń rodziny i uczynił tę przestrzeń swoją. Chciał przyjść na świat właśnie we wspólnocie, jaką jest rodzina.

D.B: To ciekawe spojrzenie, bo słowo „święta” w kontekście Świętej Rodziny kojarzy nam się z absolutną nieskazitelnością. Maryja bez grzechu, wszystko im się udało… Czy takie idealizowanie nie jest zagrożeniem dla współczesnych rodzin, które za bardzo chcą być idealne?

Ks. Grzegorz Koss: Jestem przekonany, że takie idealizujące podejście do świętości jest niewłaściwe i stanowi zagrożenie – zarówno dla pojedynczego człowieka, jak i dla rodziny jako wspólnoty. Świętość to nie nieskazitelność, lecz bliskość z Panem Bogiem, przynależność do Niego. W pełnym tego słowa znaczeniu tylko Bóg jest święty – święty jest Bóg wcielony, Jezus Chrystus. Rodzina z Nazaretu jest określana jako „święta” nie dlatego, że jest idealna  i absolutnie nieskazitelna (choć prawdą jest, że Maryja była wolna od grzechu pierworodnego i osobistego, ale nie własną mocą, lecz dzięki szczególnej łasce ofiarowanej Jej przez Boga). Mówimy o Niej „święta”, bo obecny jest w Niej Bóg wcielony – Chrystus. Rodzina z Nazaretu jest też święta, ponieważ w doskonały sposób realizuje Boży plan, przekładając go na konkret codziennych wyborów.

D.B: Trochę upraszczając: czy można powiedzieć, że kondycja współczesnej rodziny nie jest najlepsza właśnie dlatego, że brakuje w niej Boga?

Ks. Grzegorz Koss: Zdecydowanie tak! Ostatni papieże mocno podkreślali, że brak Boga w rodzinie pociąga za sobą poważne konsekwencje. Warunkiem świętości rodziny jest otwarcie na Boga – innej drogi nie ma.

Dominika Bem: Patrząc na współczesne rodziny, mam wrażenie, że bardzo zmienił się sam model życia rodzinnego. Jeszcze ja wychowywałam się w tradycyjnej, wielopokoleniowej rodzinie – z dziadkami w jednym domu. Potem to zaczęło się rozluźniać. Dziś więzi z dalszymi krewnymi są o wiele słabsze: dzieci często nawet nie znają ciotek czy wujków z drugiego czy trzeciego pokolenia. Czy to osłabienie więzi międzypokoleniowych też odbija się na kondycji naszych rodzin?

Ks. Grzegorz Koss: Rzeczywiście, dziś często żyjemy w zatomizowanych rodzinach, które na co dzień nie doświadczają wielopokoleniowości. Jan Paweł II podkreślał, że jednym z podstawowych zadań rodziny jest tworzenie wspólnoty osób opierającej się na więziach pomiędzy nimi. Trudno budować relacje teoretycznie i na odległość  – dawny model wielopokoleniowej rodziny sprzyjał budowaniu więzi w codzienności i umożliwiał wzbogacanie się wzajemne przez różne generacje. Starsi przekazywali mądrość młodszym, a młodzi dodawali energii starszym. Był to system naczyń połączonych. W małej, dwupokoleniowej rodzinie takich szerszych więzi na co dzień po prostu brak, nie są częścią zwykłej codzienności.

A jednak wydaje się, że tęsknota za relacjami z szeroko rozumianą rodziną istnieje, i to również wśród młodego pokolenia. Uświadomiły mi to bardzo mocno rozmowy we własnej rodzinie z dziećmi moich kuzynów.  Widzimy się ze względu na odległe miejsca zamieszkania rzadko i – trzeba to powiedzieć – nie mamy zbyt wielu okazji, żeby się lepiej poznać. Ostatnio udało się nam spotkać podczas zjazdu rodzinnego oraz pogrzebu i trochę porozmawiać. Ku mojemu zaskoczeniu młodzi podkreślali, że rodzina jest dla nich bardzo ważna, cenią kontakt także z dalszymi jej członkami, chcieliby spotykać się w gronie rodzinnym częściej i są ciekawi swoich korzeni.  Nie spodziewałem się tego. Widać, że młode pokolenie potrzebuje doświadczenia więzi rodzinnych i warto wyjść tej tęsknocie naprzeciw – organizować rodzinne zjazdy, spotkania w szerszym gronie, choćby od czasu do czasu. Często na co dzień, a nawet od święta, nie jest to możliwe (choćby z powodu dużych odległości), ale właśnie dlatego warto świadomie planować takie wydarzenia, które pozwalają budować rodzinne relacje.

D.B: To budujące, że młodzi dostrzegają wartość więzi, a nie tylko wszechobecnej sieci Wi-Fi… Niestety statystyki pokazują spadek liczby małżeństw sakramentalnych. Co sprawia, że wielu ludzi nie decyduje się dziś na założenie rodziny w chrześcijańskim rozumieniu?

Ks. Grzegorz Koss: Przyczyn jest wiele. Coraz powszechniejsze doświadczenie porażek małżeńskich we własnych rodzinach na pewno nie ułatwia młodym podjęcia decyzji na zawarcie małżeństwa i założenie rodziny. Dużo łatwiej przychodzi to tym, którzy wynieśli z domu dobre wzorce – rodziców tworzących udane małżeństwo i kochającą rodzinę. Młodzi boją się też decyzji wiążących na całe życie. Żyjemy w kulturze tymczasowości, nastawionej na „tu i teraz” – to kolejny czynnik. No i wreszcie wspomniany już brak silnej wiary, słaba więź z Bogiem. To chyba najgłębsza przyczyna odkładania decyzji o małżeństwie.

Dominika Bem: Te kryzysy czasem mogą być okazją, aby znaleźć się na nowo. W Centrum Służby Rodzinie z jakimi problemami rodzinnymi się spotykacie?

Ks. Grzegorz Koss: W naszym Centrum spotykamy małżeństwa i rodziny doświadczające różnego rodzaju trudności w relacjach, które nierzadko są tak nasilone, że grożą rozpadem związku. Pomagamy zarówno poszczególnym osobom, małżeństwom, jak i całym rodzinom przezwyciężyć te trudności. W całym dramacie, który przeżywają pocieszające jest to, że szukają wsparcia – mają wolę i determinację, by nie poddawać się problemom i walczyć o swoją rodzinę. Podejmują wysiłek, by odbudować wzajemną relację. Kryzys może paradoksalnie stać się szansą rozwoju – o ile starczy odwagi, by się z nim zmierzyć i skorzystać z profesjonalnej pomocy, np. z terapii.

Spotykamy w Centrum także małżonków, którzy pragną stać się rodzicami i nie mogą doczekać się potomstwa. Wielu z nich decyduje się na odważny krok, którym jest przygotowanie do adopcji. Otwierają się na inną formę rodzicielstwa, by dać dom dziecku, które nie może wychowywać się w swojej biologicznej rodzinie. Jednocześnie spełniają swoje największe marzenie: by stać się mamą i tatą.

W ramach mojej posługi jestem też opiekunem duchowym działającego w naszej diecezji Katolickiego Stowarzyszenia Rodzin Wielodzietnych im. św. Jadwigi Śląskiej. Dzięki temu mam kontakt z rodzinami, które świadomie i z otwartością przyjmują kolejne dzieci – nierzadko wychowują ich pięcioro i więcej. Zmagają się z codziennymi wyzwaniami, ale przebywanie wśród nich pozwala dostrzec niezwykłe piękno takich dużych rodzin. Są one wspólnotami, w których dzieci dzięki bogactwu relacji z rodzicami i rodzeństwem wspaniale się rozwijają.

D. B: Z Księdza doświadczenia – jaka jest ogólna kondycja polskich rodzin? Przeważają te, które sobie radzą (nawet jeśli mają problemy, to szukają pomocy), czy raczej wiele jest rodzin pozostawionych samym sobie, popadających w dysfunkcje?

Ks. Grzegorz Koss: Obawiam się, że wiele rodzin doświadcza trudności, czasem bardzo dużego kalibru. Do naszego Centrum trafia jakaś ich niewielka część: te, które są zdeterminowane, by zmierzyć się z kryzysem i spróbować konstruktywnie go rozwiązać. Niestety wiele małżeństw w obliczu kryzysu zbyt łatwo rezygnuje z walki z problemami i po prostu się im poddaje. Mogłyby znaleźć pomoc, ale z różnych powodów nie decydują się, by po nią sięgnąć. A niestety nie da się pomóc komuś, kto mówi „nie potrzebuję” albo „nie chcę”.

D.B: Chciałabym poruszyć temat adopcji dzieci. Odnoszę wrażenie, że w przestrzeni publicznej częściej mówi się o adopcji… zwierząt niż dzieci. O adopcji dzieci słychać mało – co Ksiądz o tym myśli?

Ks. Grzegorz Koss: Przyznam, że razi mnie powszechne używanie słowa „adopcja” w odniesieniu do zwierząt. Trudno mi pogodzić się z takim przesunięciem znaczeniowym przyjętym choćby w przestrzeni medialnej. Z całą sympatią dla zwierzaków, adopcja to szczególna forma rodzicielstwa, a nie zaopiekowanie się kotem lub psem. Wydaje się, że rzeczywiście o adopcji w odniesieniu do dzieci mówi się zbyt mało. Działający w strukturach Centrum nasz Diecezjalny Ośrodek Adopcyjny stara się to zmienić – promujemy adopcję jako pełnowartościowe rodzicielstwo. Uświadamiamy, że taka forma rodzicielstwa pozwala zapewnić kochający dom dzieciom, które nie mogą wychowywać się w swojej biologicznej rodzinie. Dobrze byłoby, gdyby adopcja w świadomości społecznej była jednoznacznie kojarzona z dziećmi i miała pozytywny obraz.

D.B: Co zmienia się w życiu rodziny, kiedy pojawia się adopcja?

Ks. Grzegorz Koss: Przyjęcie dziecka do rodziny wywraca jej życie do góry nogami. Zresztą każde pojawienie się dziecka, zwłaszcza pierwszego, oznacza, że wszystko się zmienia. Małżonkowie przestają żyć już tylko dla siebie – od tej pory wspólnie żyją również dla dziecka. Konieczne jest przeorganizowanie całego życia, zmiana przyzwyczajeń, ustalonych schematów. Tak jest w rodzicielstwie naturalnym, tak jest również w rodzicielstwie adopcyjnym. Choć – trzeba to podkreślić – rodzicielstwo adopcyjne jest niejednokrotnie bardziej wymagające, bo przysposobione dzieci niosą ze sobą bagaż trudnych doświadczeń związanych z historią ich życia. Rodzicielstwo adopcyjne ma wiele wspólnego z biologicznym, ale także swoją specyfikę i wyjątkowe wyzwania, którym rodzice muszą stawić czoła.

D.B: Spójrzmy w przyszłość. Jak Ksiądz myśli – za 10 lat wartość tradycyjnej rodziny wróci do łask, czy przeciwnie?

Ks. Grzegorz Koss: Nie tracę nadziei, że rodzina tradycyjna będzie wartością wracającą do łask. Niezależnie od różnych wyborów życiowych poszczególnych osób, rodzina zawsze pozostaje punktem odniesienia, którego nie da się wykreślić z własnej historii. Ufam, że będzie następował powrót do doceniania tradycyjnie pojmowanej rodziny – czyli tej, która jest pomysłem Pana Boga, Jego receptą na szczęście człowieka. Wydaje mi się, że tęsknota za życiem w rodzinie według Bożego projektu, mniej lub bardziej świadomie, zawsze będzie tkwiła w ludzkich sercach. A ponieważ każdy pragnie szczęścia, a to szczęście jest właśnie w rodzinie – ten nurt będzie w ludziach dominował.

Dominika Bem rozmawiała z ks. Grzegorzem Kossem – dyrektorem Diecezjalnego Centrum Służby Rodzinie i Życiu, kapłanem diecezji sosnowieckiej od 2004 roku, lekarzem medycyny.