Wielki Czwartek i 2 kwietnia. Wieczernik i odchodzenie.

W Wieczerniku wszystko zaczyna się od prostego gestu. Jezus bierze chleb. Nie robi nic spektakularnego. Nie zmienia świata jednym ruchem. Po prostu łamie. I mówi, że to jest Jego Ciało. Od tej chwili kapłaństwo nie będzie tylko funkcją ani zadaniem. Będzie obecnością. Będzie sposobem, w jaki Bóg postanowił zostać blisko człowieka.

Ale ten gest nie kończy się przy stole. On prowadzi dalej. Przez noc. Przez Ogrójec. Przez krzyż. Dlatego kapłaństwo nie zatrzymuje się na Wieczerniku. Idzie dalej. W stronę oddania. W stronę końca, który z ludzkiej perspektywy wygląda jak przegrana, a w rzeczywistości jest spełnieniem.

I właśnie w tym miejscu spotykamy 2 kwietnia. Dzień, w którym odszedł św. Jan Paweł II. Nie jako papież z okładek. Ale jako kapłan, który został do końca. Który nie uciekł od słabości, od cierpienia, od milczenia. Przypominając sobie dzień jego śmierci widać więcej. Wielki Czwartek dzień ustanowienia Eucharystii i kapłaństwa. Staje się pytaniem o to, co dalej. Co znaczy naprawdę „to jest Ciało moje” wypowiedziane nie tylko nad ołtarzem, ale również nad życiem.

Bo kapłaństwo zaczyna się od chleba.
Ale spełnia się w darze z siebie.

Dlatego dziś patrzymy na kapłanów inaczej. Nie jak na tych, którzy mają wszystko poukładane. Nie jak na tych, od których oczekujemy perfekcji. Ale jak na tych, przez których Bóg wciąż przychodzi – czasem cicho, czasem nieporadnie, czasem przez zmęczenie, a jednak naprawdę. I dziękujemy.

Za Eucharystię.
Za obecność.
I modlimy się, żebyście nigdy nie zgubili sensu tego pierwszego gestu z Wieczernika. Żebyście mieli odwagę łamać chleb i oddawać życie.