Są funkcje, które można po prostu przekazać następcy. Z tą jest trochę trudniej, bo przez lata wrasta w człowieka razem z kurzem drogi, kolejnymi wejściami na Jasną Górę, ludźmi, których się prowadziło, i intencjami, o których wiedział tylko Pan Bóg. Ks. Paweł Tracz kończy posługę dyrektora Sosnowieckiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę. Samą pielgrzymkę zna jednak dużo dłużej. Pierwszy raz wyruszył czterdzieści lat temu. Wtedy nie przypuszczał jeszcze, że ta droga będzie miała tak wiele wspólnego z jego powołaniem i że kiedyś weźmie za nią odpowiedzialność. Dziś mówi przede wszystkim o ludziach. O tym, że wrócili po pandemii. Że jest ich coraz więcej. Że po całym dniu marszu potrafią jeszcze siedzieć przed Najświętszym Sakramentem. I powtarza zdanie, które po czterdziestu latach pielgrzymowania brzmi inaczej niż na początku: „Jak się po tej drodze spojrzy w oczy Matki, to już nic więcej nie potrzeba”.
Rozmawia Dominika Bem
Pamięta Ksiądz swoją pierwszą pielgrzymkę sprzed czterdziestu lat?
Pamiętam dokładnie. Nie miałem wtedy za wiele lat. To było doświadczenie zupełnie nieznane, bo wcześniej nigdy nie byłem na pielgrzymce. Nawet nie widziałem przechodzącej pielgrzymki. Warunki były spartańskie. Dzisiaj nie wiem, czy niektórym łatwo byłoby sobie w ogóle wyobrazić, jak to wyglądało. Ale jednocześnie było w tym coś takiego, co otworzyło mnie na kolejne lata.
Kiedy wtedy, po raz pierwszy, dotarł Ksiądz na Jasną Górę, wiedział Ksiądz, że za rok znowu pójdzie?
Tak. Nie miałem żadnych wątpliwości. Pielgrzymka zresztą wtedy bardzo się rozwijała. Z roku na rok przybywało ludzi. Tworzył się klimat wspólnoty, w której po prostu chciało się być.
Czterdzieści lat pielgrzymowania to właściwie kawał życia. Jak duże znaczenie dla Księdza powołania miały te pierwsze drogi na Jasną Górę?
Moje powołanie rodziło się także tutaj, na pielgrzymce do Częstochowy. Ważne były również pielgrzymki związane ze spotkaniami z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. To wszystko miało wymiar duchowy, który człowieka kształtował. I myślę, że dotyczyło to nie tylko mnie, który później poszedłem do seminarium. Dla wielu ludzi pielgrzymka była umocnieniem. Pokazywała pewien szlak, kierunek życia. Człowiek wiedział: tędy trzeba iść, to ma wartość.
Co przez te czterdzieści lat zmieniło się najbardziej? Pomijając warunki, bo dziś pielgrzymuje się jednak inaczej.
Sama idea się nie zmienia. Pielgrzymowanie jest drogą do Pana Boga przez wstawiennictwo Matki Najświętszej, Jasnogórskiej Pani. Zmieniło się natomiast trochę podejście ludzi. Kiedyś nie było tylu możliwości wyboru, tylu propozycji, tylu rzeczy, które można zrobić w wakacje. Dzisiaj jest ich mnóstwo. Może nawet za dużo. Dlatego kiedy ktoś dzisiaj wybiera pielgrzymkę, to naprawdę wybiera ją spośród wielu innych rzeczy, które mógłby w tym czasie robić. I jednak idzie.
Gdyby ktoś kiedyś pisał historię tej pielgrzymki, Księdzu musiałby poświęcić kilka rozdziałów. Najpierw był Ksiądz pielgrzymem, później pomagał przy organizacji, w końcu został dyrektorem. Perspektywa bardzo się wtedy zmienia?
Na pewno łatwiej prowadzić pielgrzymkę, jeżeli wcześniej przez lata doświadczało się jej od tej drugiej strony. Tak jest chyba ze wszystkim. Jeśli człowiek zna coś od środka, wie, czego ludzie potrzebują, co może się wydarzyć i w jakim kierunku trzeba iść, wtedy łatwiej wziąć za to odpowiedzialność. Najpierw po prostu pielgrzymowałem. Później pomagałem przy organizacji. Był śp. ks. Henryk, później ks. Marek Bigaj, który również był dyrektorem. Wspólnie tę pielgrzymkę organizowaliśmy i prowadziliśmy. I tak to wszytsko trwało, do dzisiaj.
A kiedy Ksiądz patrzy dziś na tę pielgrzymkę, co Ksiądz czuje? Dumę? Wzruszenie?
Tak.
Z czego najbardziej?
Z tego, że ludzie ciągle pielgrzymują do Matki Bożej. I że jest ich coraz więcej. Po czasie pandemii widzimy, że pielgrzymka się odbudowała. W tym roku mamy więcej osób niż przed pandemią. To znaczy, że ludzie chcą tutaj być. Że dobrze czują się w tej wspólnocie. I z tego bardzo się cieszę. Chociaż tak naprawdę to nie ludziom mamy się podobać. Mamy się podobać Panu Bogu.
Co jest dziś fenomenem tej pielgrzymki?
Kaplica z Najświętszym Sakramentem. Ona jest właściwie cały czas otwarta. Jest Pan Jezus. Każdego dnia jest możliwość skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania, księża spowiadają także w czasie drogi i na postojach. Ale najbardziej porusza mnie chyba to, że ta kaplica jest ciągle pełna. Ludzie mają za sobą cały dzień marszu. Są zmęczeni. Nogi bolą. Mogliby już tylko położyć się i odpocząć. A oni przychodzą. Siedzą. Modlą się. Trwają przed Najświętszym Sakramentem.
Przez tyle lat wraca Ksiądz do Maryi na Jasną Górę. Co takie coroczne pielgrzymowanie robi z maryjnością człowieka?
Jak się pierwszy raz, po przebytej drodze, spojrzy na Jasnej Górze w oczy Matki, to już nic więcej nie potrzeba. Ta troska Maryi, Jej obecność, zostaje w sercu. Myślę, że do końca życia.
Za rok Ksiądz też pójdzie?
Jeśli zdrowie pozwoli, to oczywiście tak.
Czyli dyrektor kończy, ale pielgrzym zostaje.
Pielgrzym zostaje.



