W Wielki Czwartek, podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej w sosnowieckiej katedrze, bp Artur Ważny poprowadził wiernych przez tajemnicę tej nocy, w której rodzi się Eucharystia, kapłaństwo i przykazanie miłości. W homilii mówił o Kościele będącym „w drodze” – między bolesną prawdą o własnych ranach a nadzieją, którą przynosi Chrystus. Odwołując się do obrazów Paschy, liturgii i gestu umywania nóg, zaprosił do wyjścia z „Egiptu własnego ja” i budowania wspólnoty opartej na pokorze, bliskości i służbie. Publikujemy pełną treść homilii bp. Artura Ważnego wygłoszonej podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej.

Gorąco pragnąłem spożywać tę Paschę z wami…
To wyjątkowy wieczór. Wieczór „upragniony” przez Jezusa. Jego Godzina, dla której przyszedł na świat, właśnie wybija na zegarze historii zbawienia. Spotykamy się w naszej katedrze w momencie niezwykłym, a zarazem po ludzku trudnym. Jesteśmy w procesie – w drodze, która prowadzi nasz sosnowiecki Kościół między bolesną, oczyszczającą prawdą, obnażającą nasze grzechy i słabości, a niegasnącą nadzieją. Tę nadzieję przynosi nam łaska Peregrynacji Cudownego Wizerunku Matki Bożej oraz rozpoczęty II Synod Diecezjalny. Pozwólcie, że przejdziemy przez tę Liturgię, dotykając tajemnic tego wieczoru poprzez pięć obrazów, które mają stać się dla nas lekarstwem na rany serca.
Liturgia to przestrzeń między palcami
„Kiedy Jezus wiedział, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował” (J 13, 1).
Spójrzcie oczyma wyobraźni na sklepienie Kaplicy Sykstyńskiej. Michał Anioł namalował tam „Stworzenie Adama”. Bóg i człowiek wyciągają do siebie dłonie. Ich palce niemal się stykają, ale dzieli je ta maleńka, pusta szczelina. Niektórzy liturgiści mawiają, że to, co dzieje się w tej szczelinie, to jest właśnie Liturgia.
Dziś Bóg wyciąga do Ciebie palec – mocny, pewny, pulsujący życiem. A Ty? Może czujesz, że Twój palec jest dziś bezwładny, brudny albo śmiertelnie zmęczony? Bóg nie czeka, aż będziesz idealny; On czeka, aż będziesz obecny. Ta Liturgia to przypomnienie, że choć dzieli nas przepaść grzechu, to miłość Boga jest zawsze większa od naszej najgłębszej słabości. Liturgia nie jest jedynie wspominaniem przeszłości, ale żywym prześwitem wieczności w naszej szarej, a czasem bolesnej teraźniejszości. My w diecezji w ostatnich latach mocno poczuliśmy tę „pustą przestrzeń”. Poczuliśmy dystans, ból, a czasem i zgorszenie. Prawda, którą przyjęliśmy z pokorą, pokazuje nam, gdzie te palce – Boży i ludzki – przestały się spotykać przez nasz grzech. Ale dzisiejsza Pamiątka Paschy krzyczy do nas: Bóg nie cofnął ręki! Jezus wypełnia tę pustkę swoim Ciałem.

Wyjście z „Egiptu własnego ja”
„Będziecie jedli pośpiesznie, gdyż jest to Pascha Pana” (Wj 12, 11).
Słowo „Pascha” oznacza przejście. To nie jest spacer; to dynamiczny, gwałtowny ruch. Izrael musiał uciekać z Egiptu, który najpierw był dla niego bezpiecznym schronieniem, a potem stał się śmiertelną pułapką. Bywa tak czasem i w naszym życiu – to, co dawało komfort, staje się więzieniem.
Dla nas Egiptem jest często nasze własne „ja”. Nasz egoizm, pycha, chęć zarządzania innymi – często, o zgrozo, pod pobożnym płaszczem religijności. Faraonem nie jest król z dalekiego kraju, ale moje przekonanie, że „moje racje są najważniejsze”. Jakże często w naszych małżeństwach, rodzinach, w strukturach parafii czy diecezji budowaliśmy takie „małe Egipty” starych nawyków, układów i bierności. Prawdziwa wolność nie polega na robieniu tego, co się chce, ale na odwadze, by stać się tym, kim Bóg nas wymarzył, zanim lęk skurczył nasze serca. Dlatego właśnie rozpoczęliśmy II Synod Diecezji Sosnowieckiej. To ma być nasza wspólna Pascha! Nie chcemy już siedzieć w niewoli obojętności czy zniechęcenia, gniewu czy lęku. Pozwól Jezusowi zatopić Twojego „faraona” w wodach chrztu, byś wreszcie zaczął oddychać jako dziecko Boże. Zapraszam Was: zaangażujcie się w grupy synodalne. To nie są nudne zebrania; to wspólne razem z Duchem Świętym szukanie wyjścia do wolności.
Śruba, która wkręca w serce Boga
„Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb i pijecie kielich, śmierć Pana głosicie, aż przyjdzie” (1 Kor 11, 26).
Pewien teolog użył genialnej metafory: Liturgia jest jak śruba. Niby kręcimy się w kółko – co roku te same święta, ten sam Wielki Czwartek. Ale jeśli pozwalamy się „nakręcać” łasce, to z każdym obrotem jesteśmy głębiej, bliżej Chrystusa.
Każda Komunia, każda chwila przed Obrazem Matki Bożej w czasie obecnej Peregrynacji, to kolejny obrót tej świętej śruby. Maryja pomaga nam „trzymać gwint”. Ona pilnuje, byśmy się nie „odkręcili” od Jej Syna pod wpływem trudnych wiadomości czy własnych zwątpień. Ta wędrówka Ikony przez nasze parafie to nie jest religijny teatr czy dekoracja – to bardzo realne, duchowe wsparcie dla Waszych domów i dla naszego Synodu. W życiu duchowym nie istnieje stan stagnacji – albo z miłością wkręcamy się w głąb tajemnicy Boga, albo powoli zaczynamy się z niej wykręcać w stronę chłodnej obojętności. Maryja patrzy na nasze rany oraz także dary i mówi: „Zróbcie wszystko, cokolwiek mój Syn wam powie”. Słuchajmy Jej, by nie zmarnować tego czasu nawiedzenia!
Logika cudu – od chleba do serca
„To jest Ciało moje za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę” (1 Kor 11, 24).
Zanim św. Jan zapowie w swojej Ewangelii „Chleb Życia”- Eucharystię, pokazuje nam Jezusa, który rozmnaża chleb i chodzi po jeziorze. Dlaczego? Bo Jan chce nam powiedzieć: „Skoro Jezus potrafi nakarmić tysiące ludzi pięcioma bochenkami i skoro zawiesza prawa grawitacji chodząc po wodzie, to czy nie potrafi stać się dla nas kawałkiem Chleba Życia?”.
Jezus szuka dziś ludzi, którzy oddadzą Mu swoje „pięć chlebów”: codzienną cierpliwość, czas dla dziecka, powściągliwość w plotkowaniu, wierność w małych rzeczach. To jest „logika miłości”, która łamie schematy i czyni wielkie cuda z naszych okruchów. Cud Eucharystii nie polega na tym, że Bóg znosi naszą kruchą naturę, ale na tym, że czyni ją naczyniem dla swojej nieskończoności. Dziś, gdy tak wiele dyskutujemy o religii w szkole i katechezie w parafiach, musimy zrozumieć jedno: przekaz wiary to nie tylko wiedza. To nauka chodzenia po wzburzonych falach życia dzięki mocy niedzielnej Eucharystii. Jeśli nasze dzieci i wnuki nie zobaczą w nas, dorosłych, że ten Chleb naprawdę daje nam siłę, by nie zatonąć w problemach, żadna lekcja ich nie przekona. Bądźmy misjonarzami najpierw we własnych domach, praktykując wiarę, która nie boi się codzienności, a przynajmniej co niedzielę wzmacnia się „Chlebem Życia”.

Mandatum – sakrament siostry i brata
„Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13, 15).
Na koniec obraz najbardziej wstrząsający. Jezus wstaje od wieczerzy i umywa nogi uczniom. W niektórych tradycjach ten gest uważa się niemal za sakrament. Jezus nie tylko mówi o miłości – On ją „ilustruje” ręcznikiem i miednicą.
Schylając się do stóp drugiego człowieka, nie tracisz godności – Ty ją odzyskujesz! Stajesz się najbardziej podobny do Boga, który stał się sługą. Jezus umył nogi Piotrowi (który się Go zaraz zaprze) i Judaszowi (który Go właśnie zdradził). Czy potrafiłbyś umyć nogi komuś, o kim wiesz, że za godzinę Cię obmówi? Albo komuś, kto Cię skrzywdził w domu, w pracy czy w diecezji? Umywanie nóg to jedyny rodzaj władzy w Kościele, który nie boi się zabrudzenia rąk, bo wie, że w ranach drugiego człowieka można dziś spotkać żywego Boga. To jest serce naszej odnowy. Jako Kościół sosnowiecki musimy stać się „Kościołem umywającym nogi”. Historia pokazuje nam boleśnie, że czasem zamiast umywać nogi, deptaliśmy ludzką godność. Dziś Jezus mówi do nas: „Wstań, aby przepasać się prześcieradłem pokory”. Tylko jako uczniowie-misjonarze, którzy nie boją się schylić do ran drugiego człowieka, odzyskamy wiarygodność i podejmiemy misję daną nam przez Jezusa Chrystusa.

Liturgia trwa dalej
Moi Drodzy, Jezus „gorąco pragnął” spożyć tę Paschę właśnie z nami. Z Tobą, siostro i bracie, z Twoją trudną historią i Twoim bólem, a także z Tobą i z Twoimi pięknymi wspomnieniami i Twoją radością. Nie bójmy się zatem tej „pustej przestrzeni” między naszym grzechem a Bożą świętością. Jezus właśnie tam teraz wchodzi.
Po dzisiejszej celebracji wyjdziemy z tej katedry bez końcowego błogosławieństwa – bo ta liturgia nie ma końca. Ona trwa dalej w Wielkim Piątku, w ciszy Soboty, aż do poranka Zmartwychwstania. Prawdziwy ołtarz przenosi się teraz z prezbiterium do Waszych domów, miejsc pracy i na ulice naszych miejscowości i osiedli. Czy jesteś gotowy, by po powrocie do domu Twoja codzienność stała się dalszym ciągiem tej świętej Liturgii?
Fot. Jarosław Olesiński



