Na początku był Joachim… Tajemniczy kielich

W trzecim tekście jubileuszowej serii przyglądamy się kielichowi z 1788 roku, zachowanemu w kościele św. Joachima w Sosnowcu-Zagórzu. Wykonany we wrocławskim warsztacie złotniczym, mógł służyć jeszcze w pierwszym kościele w Niwce lub w kaplicy pałacowej w Zagórzu. To najstarszy kielich przechowywany dziś w Sosnowcu – cichy świadek liturgii sprzed ponad dwóch stuleci.

Spróbujmy poszukać kolejnego przedmiotu, który pamięta pierwszy kościół. Zasady tej gry są już znane: trochę cierpliwości, trochę wyobraźni i gotowość, by zajrzeć tam, gdzie na pierwszy rzut oka nic się nie narzuca. A skoro był kościół i skoro odprawiano w nim Mszę świętą, to jedno jest pewne: musiał być kielich. Bez niego po prostu się nie da.

W kościele św. Joachima w Sosnowiec-Zagórzu zachował się kielich datowany na rok 1788. To już samo w sobie brzmi obiecująco. Został wykonany w wrocławskim warsztacie złotniczym Martina Kieslinga – nazwisko zdecydowanie niemieckie, co natychmiast uruchamia pierwsze tropy i pierwsze domysły.

Najprostsza hipoteza byłaby taka: kielich pochodził z Mysłowic, które znajdowały się w państwie pruskim, a stamtąd już tylko krok do oddziaływania Wrocławia i jego warsztatów złotniczych. Logiczne? Owszem. Ale historia, jak to zwykle bywa, nie pozwala się zamknąć w jednym zdaniu.

Sprawa zaczyna się komplikować, gdy przypomnimy sobie, że już w 1784 roku istniała kaplica w pałacu w Zagórzu. I tu pojawia się kolejna niewiadoma: czy był to ten pałac, który stoi do dziś, czy któryś z wcześniejszych? Bo pałace i dwory w tym miejscu zmieniały się jak dekoracje w teatrze – jeden znikał, pojawiał się następny, czasem w tym samym miejscu, czasem obok. A skoro była kaplica, była poświęcona i odprawiano w niej Msze święte, to i tam musiał być kielich.

I tak mamy dwie hipotezy. Pierwsza: kielich pochodzi z kościoła w Niwce – został dla niego zakupiony albo trafił tam z Mysłowic. Druga: kielich został zamówiony przez Mieroszewskiego specjalnie do kaplicy pałacowej w Zagórzu. Która z nich jest prawdziwa? Na razie żadna nie chce się przyznać, a kielich milczy.

Sam przedmiot jest typowym przykładem późnobarokowego złotnictwa. Ma bardzo wąską czaszę i wyraźnie rozbudowaną stopę. Jest srebrzony i złocony. Nie epatuje przepychem, ale ma w sobie tę cichą elegancję rzeczy, które wiedzą, ile już widziały. To najstarszy kielich zachowany w kościele – i właśnie dlatego dziś się go nie używa. Jego stan na to nie pozwala. To trochę jak ze staruszkiem, który przeszedł bardzo długą drogę: lepiej pozwolić mu odpoczywać, niż kazać mu jeszcze pracować. Dotyka się go ostrożnie, z respektem, żeby przypadkiem nie zrobić mu krzywdy.

Wszystko wskazuje na to, że jest to najstarszy kielich przechowywany obecnie w Sosnowcu. Ma za sobą ponad dwa stulecia historii, kilka możliwych adresów i więcej pytań niż odpowiedzi. Idealny uczestnik naszej zabawy w chowanego.

A to jeszcze nie koniec. Już teraz, kątem oka, widać plecy kolejnego „uciekiniera” – następnego przedmiotu z pierwszego kościoła, który spróbujemy odnaleźć. W kolejnym odcinku znów będziemy szukać. Cicho. Uważnie. Bo te rzeczy naprawdę dobrze potrafią się chować.

ks. Marcin Słodczyk